SUDETY - SZCZYTY KORONY GÓR POLSKI CZ.3
SPIS TREŚCI
ToggleGóry Opawskie z drabinką i Biskupia Kopa
Kolejny dzień naszej sudeckiej przygody rozpoczęliśmy w Kłodzku, skąd ruszyliśmy do Pokrzywnej. Tam zaparkowaliśmy. Ruszyliśmy na szlak prowadzący w kierunku Biskupiej Kopy – najwyższego szczytu Gór Opawskich.
Już na początku – niespodzianka! Z Doliny Bystrego Potoku, zaraz po przejściu urokliwego mostku, przywitało nas konkretne, strome i kamieniste podejście. Takie z gatunku „cztery kończyny w użyciu” i lekkim sapnięciem co kilka kroków. Niby Sudety, a przez chwilę można było się poczuć jak w Tatrach. Kiedyś był tu kamieniołom – i coś z tej surowości zostało.
Chwilę później kolejna atrakcja: słynna Gwarkowa Perć, czyli podejście po metalowej drabince. Owszem, można to obejść bokiem, ale gdzie w tym zabawa? Szlak to szlak – więc oczywiście wspięliśmy się jak prawdziwi zdobywcy.
Dalej niestety atrakcji już zabrakło. Szlak dłużył się niemiłosiernie, teren był jednostajny, a pogoda zaserwowała wersję „jesień zimą”, czyli klasyczne: szaro, buro i do schroniska daleko. Na pocieszenie – humorystyczna tabliczka informacyjna przed schroniskiem pod Biskupią Kopą. Informowała, że do celu zostało 200 metrów pieszo, ale tylko 100 metrów biegiem. Wybraliśmy opcję dłuższą.
Dotarliśmy do celu. Kolejny szczyt Korony Gór Polski zdobyty!
Na szczycie czekała nagroda – wieża widokowa, z której można było podziwiać piękne widoki.
W drogę powrotną ruszyliśmy już innym szlakiem – zdecydowanie ciekawszym. Pojawiły się nawet widoki! A po drodze bez żadnych trudności zdobyliśmy jeszcze Grzebień – kolejny szczyt, żeby dzień się liczył podwójnie. Na deser – zejście przez Gwarkową Perć (tak, znów ta sama drabinka!) i powrót do Doliny Bystrego Potoku.
Wniosek? Biskupia Kopa to nie tylko szczyt z dostojnym imieniem, ale też solidna porcja niespodzianek: trochę skałek, jakaś drabinka, odrobina monotonii i na koniec – wieża i satysfakcja zdobywcy.
Przebieg szlaku:
- Pokrzywno, Dolina Bystrego Potoku
- Gwarkowa Perć
- Rozdroże pod Piekiełkiem
- Droga Amalii nad Anusią
- Ścieżka Langego
- Górski Dom Turysty Pod Biskupią Kopą
- Pod Biskupią Kopą
- Biskupia Kopa
- Pod Biskupią Kopą
- Nad Grzebieniem,
- Grzebień
- Bolkówka
- Rozdroże pod Piekiełkiem – Pokrzywno, Dolina Bystrego Potoku
Góry Opawskie – niewysokie, a i tak robią wrażenie
to najbardziej na wschód wysunięta część polskich Sudetów, a zarazem ich najniższa część – ale niech to nikogo nie zmyli! Choć wysokości tu może skromniejsze niż w Karkonoszach, to urok swój mają. Leżą na pograniczu polsko-czeskim, a ich większa część rozciąga się właśnie po stronie naszych południowych sąsiadów. Po polskiej stronie znajdziemy Park Krajobrazowy Góry Opawskie, pełen bukowych i świerkowych lasów, strumieni, skałek i tajemniczo wijących się szlaków.
Charakterystyczne dla tych gór są łagodne grzbiety, porośnięte lasami i poprzecinane dolinkami z wartkimi potokami. Idealne miejsce dla tych, którzy lubią chodzić z uśmiechem.

to królowa Gór Opawskich – najwyższy szczyt po polskiej stronie granicy, a zarazem zasłużona członkini Korony Gór Polski. Jej czubek należy już do Czech, ale dostęp od naszej strony jest bardzo wygodny. Na szczycie znajduje się urokliwa wieża widokowa, ale nie taka zwyczajna. Przeszła kilka metamorfoz. Pierwsza – kamienna konstrukcja z 1875 r. – spłonęła. Druga – z 1898 – zyskała popularność, ale padła ofiarą burzy. Obecna wieża, też z 1898 r., przetrwała i dziś przyciąga turystów panoramami i cesarskim napisem „Kaiser Franz Josef Warte” (punkt widokowy cesarza Franciszka Józefa) nad wejściem. A w przyziemiu? Punkt geodezyjny – dla tych, co lubią wiedzieć, gdzie dokładnie stoją.
Co ciekawe, mimo niezbyt zawrotnej wysokości, szczyt oferuje widoki na szeroką panoramę.

nie jest najwyższy, ale to nie znaczy, że nie warto mu poświęcić kilku kroków. Leży niedaleko Biskupiej Kopy i często jest odwiedzany „przy okazji” – Taki cichy bohater drugiego planu – bez wieży.
✅Twierdza Kłodzko – kamienny strażnik miasta
Wróciliśmy do Kłodzka, gdzie mieliśmy nocleg. Czasu zostało nam sporo, więc postanowiliśmy zajrzeć do jednej z największych atrakcji tego pięknego miasta. No bo jak to tak – być w Kłodzku i nie odwiedzić Twierdzy Kłodzko? To przecież jak być w Zakopanem i nie zobaczyć Giewontu!
a imponująca budowla z XVII wieku to nie byle fort, tylko prawdziwy sudecki siłacz z cegły i kamienia. Broniła miasta przez wieki, zmieniała właścicieli szybciej niż niektórzy zmieniają hobby, a dziś zaprasza turystów do swoich tajemniczych korytarzy.
Zwiedzanie podziemi to przygoda w stylu: „ciemno, kręto i zimno, ale za to jak klimatycznie!”. A z góry rozciąga się widok, przy którym nawet najbardziej zmęczony piechur zapomina o zakwasach. Krótko mówiąc – miejsce z historią, widokiem i charakterem!
Góry Bialskie w trybie „zima idealna” – Rudawiec zdobyty bez tłumów
Nowy dzień, nowe wyzwania! Tym razem zaparkowaliśmy samochód przy leśniczówce w Bielicach – cicho, zielono, sielsko. Po krótkim rozruchu w stylu „zrobiłeś zdjęcie, czy jeszcze nie?”, dotarliśmy do rozdroża, z którego rozchodziło się kilka szlaków.
Naszą uwagę przykuły dwa kierunki: Góry Bialskie i Góry Złote. Czyli, jakby nie patrzeć, plan na dwie wędrówki w jednej lokalizacji. Krzysiek na pierwszy ogień wybrał dłuższą trasę na Rudawiec – jeden z wyższych szczytów Gór Bialskich. Szlak teoretycznie prowadził „na szczyt”, ale na mapie… zamiast szczytu – zaznaczona była wieża widokowa.
Uśmiechy na twarzy pokazały nam się błyskawicznie, bo nocą lekko poprószył śnieg, który przykrył całą jesienną zgniliznę i błotko. Czyli – mniej ślisko, więcej bajkowo. Szliśmy wzdłuż dość żwawego potoku, który towarzyszył nam przez krótki kawałek drogi. Trafiliśmy do Śnieżnickiego Parku Krajobrazowego i tu zaczęło się prawdziwe zimowe czarowanie.
Szlak prowadził przez piękny, ale wcale nie monotonny las. Od czasu do czasu trafiały się niewielkie polanki – idealne na zdjęcia i małe „ochy” i „achy”. Im wyżej, tym więcej śniegu, aż w końcu, w Rezerwacie Przyrody Puszczy Śnieżnej Białki zrobiło się naprawdę… puszyście. I to dosłownie – śnieg był jak wata cukrowa, tylko że zimniejsza i mniej kaloryczna.
Po drodze zaliczyliśmy jeszcze szczyt Iwinka, a chwilę później stanęliśmy na Rudawcu. Wieży widokowej nie widzieliśmy, ale był śnieg, cisza i satysfakcja. Dla Ciekawostki to trzeci co do wysokości szczyt Gór Bialskich – zaraz za Postawną (1117 m) i Bruskiem (1124 m). Jednak należy do Korony Gór Polski.
W drogę powrotną ruszyliśmy tą samą trasą, ale – jak to bywa – dopiero wtedy zauważyliśmy urokliwy wodospad przy potoku. Ot, magia powrotów – człowiek przestaje patrzeć pod nogi i zaczyna dostrzegać świat.
Trasa? Zdecydowanie piękna, nietuzinkowa i warta każdej minuty marszu. Myślimy, że latem też miałaby sporo do zaoferowania – tylko zamiast śniegu pewnie byłyby jagody. Kto wie? Może sprawdzimy!
Przebieg szlaku:
- Bielice, leśniczówka
- Rozdroże Bielice Leśniczówka
- Czarny Potok
- Rezerwat Puszcza Śnieżnej Białki
- Iwinka
- Rudawiec
- powrót tym samym szlakiem do rozdroża Bielice Leśniczówka
🟢Góry Bialskie – ciche, dzikie i nieco niedocenione
spokojne góry– nie rzucają się w oczy jak Tatry, nie tłoczą się jak Karkonosze, ale mają w sobie niesamowity urok. Leżą na południu Kotliny Kłodzkiej, przy granicy z Czechami, i razem z Górami Złotymi tworzą pasmo Sudetów Wschodnich.
Gęste lasy, szemrzące potoki, niewielkie polanki i cisza tak głęboka, że można usłyszeć własne myśli.
To świetne miejsce na spokojne wędrówki bez tłumów, selfie-kijów i paragonów grozy. Dzika natura, mało uczęszczane szlaki i… czasem więcej tropów zwierząt niż ludzi.

Nie każdy szczyt musi mieć 2000 metrów i kolejkę linową, żeby zasłużyć na uwagę! Iwinka (1076 m n.p.m.) to przykład, że nawet niepozorne wzniesienia potrafią pozytywnie zaskoczyć.
Położona w sercu Gór Bialskich, wśród świerkowych lasów, jest jednym z tych szczytów, które często się „zalicza po drodze” – ale zdecydowanie nie warto jej lekceważyć.
To dobre miejsce na chwilę oddechu, zdjęcie w stylu „tu byłem” i podziwianie spokojnego, niemal bajkowego krajobrazu. A do tego nazwa – no przyznajcie, brzmi jak bohaterka górskiej kreskówki.

to trzeci co do wysokości szczyt Gór Bialskich.
Znajduje się tuż przy granicy z Czechami, w Rezerwacie Przyrody Puszcza Śnieżnej Białki.
Idealny dla tych, którzy cenią ciszę, chcą zdobyć „coś z listy” (Rudawiec zalicza się do Korony Gór Polski!) i nie boją się kilku kilometrów przez piękny, ale dziki las.
Z Rudawca na Kowadło – złoty finał w Górach Złotych
Tak jak już wspomnieliśmy przy okazji naszej wędrówki po Górach Bialskich, wszystko zaczęło się na dobrze znanym rozdrożu. Tam, gdzie skończyła się przygoda z Rudawcem, zaczęła się nowa – w stronę Kowadła. Zamiast wracać grzecznie do auta, skręciliśmy w prawo, by zdobyć kolejny szczyt z Korony Gór Polski w paśmie Gór Złotych. A Kowadło, jak się okazuje, czekało tuż za rogiem. No, może nie tuż, tuż, ale nie aż tak daleko.
Na początku droga wyglądała niewinnie: szeroka, prosta, lekko pod górkę – taki górski spacer dla opornych. Ale wiadomo, że w górach im dalej w las… tym bardziej pod górę. Ścieżka szybko zmieniła charakter: pojawiły się korzenie, które najwyraźniej próbowały złapać nas za buty, a potem dorzuciło się do tego kamieniste towarzystwo.
Im bliżej szczytu, tym większe kamienie a nawet głazy. I choć kijki trekkingowe zwykle są moimi najlepszymi wspomagaczami na szlaku, tutaj zaczęły trochę przeszkadzać. W pewnym momencie lepiej sprawdzały się ręce.
Na ostatnim podejściu kamienie odpuściły, więc końcówka była już bardziej przyjazna dla nóg, chociaż nadal pod górę. W końcu – jest! Kowadło zdobyte! Najwyższy szczyt Gór Złotych i kolejne oczko w naszej Koronie Gór Polski. Zdjęcie, łyk wody, moment triumfu i oczywiście chwila kontemplacji z widokiem – chociaż akurat tego dnia panorama była bardziej leśna. I tu wieża widokowa by się z pewnością przydała.
W drogę powrotną ruszyliśmy najpierw nieco innym fragmentem szlaku (dla urozmaicenia), ale dość szybko znów znaleźliśmy się na znajomej trasie prowadzącej prosto do Bielic, do parkingu przy leśniczówce.
I tak zakończyła się nasza podwójna górska przygoda tego dnia – Rudawiec i Kowadło zdobyte! Góry Bialskie i Złote zaliczone. Ale to nie koniec w ty dniu. Poniżej relacja z Gór Bystrzyckich.
Przebieg szlaku:
- Rozdroże Bielice, leśniczówka
- Pod Kowadłem
- Kowadło
- Powrót tym samym szlakiem
Góry Złote – dzikie, ciche i trochę tajemnicze
czyli miejsce, gdzie złota może i już nie ma, ale za to są złote warunki do wędrówek. To pasmo leżące w Sudetach Wschodnich, przy granicy z Czechami, dzikie, ciche i rzadko uczęszczane – idealne dla tych, którzy mają dość tłumów na szlakach i szukają bardziej leśnych klimatów.
Nazwa nie jest przypadkowa – kiedyś naprawdę wydobywano tu złoto, szczególnie w okolicach Złotego Stoku. Dziś to raczej kraina złotych liści jesienią, złotych chwil ciszy i złotych zachodów słońca.
Dominują tu rozległe lasy – pełne buków, świerków i jodeł, z paprociami i borówkami w pakiecie. Przy odrobinie szczęścia (albo pecha) można spotkać dzika, jelenia albo… zagubionego turystę, który skręcił nie w ten zakręt, co trzeba.
Góry Złote nie rzucają się w oczy, ale kto raz tam trafi, zwykle wraca – dla spokoju, przyrody i tego specyficznego uczucia, że przez chwilę świat zwolnił i nic nie trzeba.

to najwyższy szczyt Gór Złotych po polskiej stronie i dumny przedstawiciel Korony Gór Polski. Co ciekawe – mimo swojego dźwięcznego imienia, nie spotkamy tu ani kowala, ani kuźni. No chyba że ktoś kuje formę na szlaku.
Szlak na Kowadło prowadzi z miejscowości Bielice – jednej z najbardziej odludnych i uroczych wsi w polskich Sudetach . Trasa nie jest długa, ale potrafi dać w kość – trochę błota, trochę korzeni, trochę skał… czyli wszystko, czego dusza piechura potrzebuje.
I jeszcze mieliśmy czas i siły... na Góry Bystrzyckie!
Bo przecież jak się już rozkręcimy, to nie ma przebacz – trzeba dołożyć jeszcze coś na deser, bo przecież jeszcze było widno. Tym razem padło na Góry Bystrzyckie. Przyjechaliśmy do miejscowości Spalona. Ruszyliśmy spod schroniska Jagodna, w planie mieliśmy krótki, prosty spacerek na Jagodną – szczyt z Korony Gór Polski.
Zaznaczmy: nie jest to najwyższy szczyt w paśmie, ale za to wyjątkowo uprzejmy i gościnny. Droga szeroka, wygodna, gdzieniegdzie tylko posypana śniegiem – taki górski deptak. Można iść z całą rodziną, z babcią, wózkiem dziecięcym, a nawet wózkiem inwalidzkim.
Po drodze zaliczyliśmy bonusowy szczyt o wdzięcznej nazwie Sasanka.
Drzemał w nas duch odkrywców – a skoro mieliśmy jeszcze energię i zapasy czekolady w plecakach, postanowiliśmy pójść na całość: Jagodna Północna – najwyższy punkt Gór Bystrzyckich.
I tu zaczęły się schody – a raczej… ich brak. Bo żaden szlak tam nie prowadzi. GPS niby coś pokazywał, ale trochę jakby wróżył z fusów. Ruszyliśmy więc przez las, jak dzielni pionierzy. Po chwili zaczęły pojawiać się ślady – jakby ktoś przed nami próbował zdobyć ten sam cel. Albo zgubić się w tym samym miejscu.
Ścieżka, choć ledwo widoczna, była na śniegu lekko przetarta – dzięki tym śmiałkom mogliśmy podążyć ich tropem i… udało się! Trafiliśmy na tabliczkę informacyjną – Jagodna Północna. Zdobyta!
Potem już grzecznie wróciliśmy na właściwy szlak i ruszyliśmy na Jagodną z wieżą widokową. Sama wieża to wisienka na torcie – panorama aż po horyzont. Przez lornetę można było podziwiać m.in. Masyw Śnieżnika, Góry Orlickie, Jesioniki czeskie, a nawet Karkonosze z majestatyczną Śnieżką przy dobrej widoczności.
Chwila zasłużonego odpoczynku, łyk herbaty, szybkie zdjęcie na pamiątkę – i powrót do schroniska Jagodna.
Góry Bystrzyckie – polecamy z całego serca. Szczególnie tym, którzy lubią łagodne trasy z nutką przygody i tabliczką ukrytą gdzieś w lesie.
Przebieg szlaku:
- Schronisko PTTK Jagodna
- Sasanka
- Jagodna Północna (poza szlakiem)
- Jagodna
- Schronisko PTTK Jagodna
🟢 Góry Bystrzyckie – Sudety w wersji „slow”
to nie są te góry, które pchają się na okładki przewodników. One wolą stać z boku, uśmiechać się dyskretnie i szeptać: „Chcesz spokoju? To chodź do nas.” Położone w południowo-zachodniej Polsce, w województwie dolnośląskim, tuż przy granicy z Czechami, wchodzą w skład Sudetów Środkowych. Od zachodu sąsiadują z Górami Orlickimi, a od wschodu – z Masywem Śnieżnika i Górami Bialskimi.
Pasmo rozciąga się z południowego zachodu na północny wschód, tworząc zwarty blok o długości około 40 km i szerokości do 10 km. Najwyższe wzniesienia nie przekraczają 1000 m n.p.m., więc to raczej kategoria „góry łagodne”, ale za to z ogromnym urokiem. Charakterystyczne są rozległe, płaskie grzbiety i łagodnie opadające stoki. To miejsce stworzone dla tych, którzy lubią wędrować, a nie koniecznie się wspinać.
Głównym grzbietem prowadzi Droga Sudecka, kiedyś ważna strategicznie, dziś bardziej malownicza niż ruchliwa.
Góry Bystrzyckie mają klimat przejściowy – z jednej strony potrafi być łagodnie i słonecznie, z drugiej – nagle potrafi przywalić śniegiem w środku maja. Opady są umiarkowane, a zimą śniegu potrafi napadać całkiem sporo – co wykorzystuje stacja narciarska na Przełęczy Spalona.

Sasanka znajduje się w północnej części głównego grzbietu Gór Bystrzyckich, niedaleko Przełęczy Spalona i schroniska Jagodna. Leży zaledwie kilkanaście minut marszu od głównego szlaku. To niezbyt wybitny wierzchołek, bardziej punkt na trasie niż cel sam w sobie – ale ma swoją nazwę i wysokość, więc jak najbardziej zasługuje na uwagę. Brak widoków rekompensuje cisza. Idealny punkt na rozgrzewkę lub spacer z psem.

Jagodna Północna leży ok. 1,5 km na północ od właściwej Jagodnej (tej z wieżą), na bocznym, zalesionym grzbiecie. Znajduje się poza znakowanymi szlakami turystycznymi, co czyni ją dość tajemniczą.
To najwyższy punkt Gór Bystrzyckich według pomiarów topograficznych. Ukryty w lesie, bez szlaku, z tabliczką, której trzeba poszukać jak w grze terenowej. Dla zdobywców to trochę jak „tajny poziom” w grze: niełatwo trafić, ale jaka satysfakcja!

Znajduje się w południowej części Gór Bystrzyckich, między Przełęczą Spalona a Lasówką. Jagodna leży dokładnie przy czerwonym Głównym Szlaku Sudeckim – nie da się jej przegapić.
Jagodna to jeden z najbardziej przystępnych szczytów w Koronie Gór Polski – łagodne podejście, szeroka droga, bardzo małe przewyższenie.
To jeden z nielicznych „koronnych” szczytów dostępnych nawet dla osób z wózkiem lub na rowerze. W wersji zimowej: raj dla narciarzy biegowych. W wersji letniej: idealny punkt na piknik pod chmurami.
Podsumowanie
Za nami już kilka pasm, każde z własnym klimatem i urokiem. Nie wspinaliśmy się na żadne skalne ściany, nie walczyliśmy z przepaściami ani z własnymi słabościami – to były wędrówki z kategorii przyjemnych, dostępnych i bardzo polecanych każdemu, kto chce złapać bakcyla górskiej włóczęgi. Bo właśnie tu – w tych mniej znanych zakątkach Sudetów – można poczuć, że naprawdę się idzie, a nie tylko zalicza.
Co dalej?
A najlepsze? To jeszcze nie koniec! Zapraszamy do ostatniej relacji wędrówki na szczyty w Koronie Gór Polski w Sudetach.
Nie przegap żadnych relacji!
🔗 Wskakuj do nas na FacebookaDzielimy się własnymi doświadczeniami – ale to, co dla nas było możliwe, nie zawsze będzie odpowiednie dla innych. Zachęcamy do aktywności fizycznej, ale pamiętaj: każdy ma inną kondycję, zdrowie, doświadczenie i granice komfortu.
Jeśli nie jesteś pewien, czy dasz radę – zachowaj rozsądek. Bezpieczeństwo zawsze ważniejsze niż zdobycie szczytu czy ukończenie maratonu.
👉 Więcej informacji znajdziesz w naszym zastrzeżeniu odpowiedzialności.




























































