ORLICA I ŚLĘŻA - SZCZYTY Z KORONY GÓR POLSKI W SUDETACH
SPIS TREŚCI
ToggleGóry Orlickie i Orlica – zimowy spacerek ze spóźnionym klimatem świątecznym
Ostatni dzień naszej sudeckiej przygody i… zostały nam dwa szczyty z Korony Gór Polski. Na rozgrzewkę – Orlica w Górach Orlickich. Brzmi dumnie? Owszem. Ale nie dajcie się zmylić – to raczej przyjemny spacer niż wymagająca wyprawa.
Wystartowaliśmy z parkingu na Zieleńcu, w pełnej gotowości bojowej, a tu… zaskoczenie. Szlak lekki, przyjemny, z ledwie zauważalnymi przewyższeniami. Serio, gdyby nie kijki w rękach, można by pomyśleć, że wyszliśmy z psem na spacer po lesie. Ale za to – jaki klimat! Zima w pełni. Dookoła śnieg jak z świątecznej reklamy, a z nieba leniwie spadały grube płaty śniegu. Brakowało tylko dzwoneczków i renifera.
Na początku czekała nas szeroka, ubita droga – już wydeptana przez rzesze turystów. Sądząc po ilości śladów, szlak musi być bardzo popularny. I słusznie! Trasa jest wręcz idealna dla każdego – dostępna zarówno dla rodzin z wózkami dziecięcymi, jak i osób poruszających się na wózkach inwalidzkich, aż do wieży widokowej, pod warunkiem, że nie ma wielkiego błota.
Momentami, po prawej stronie, trafiały się ładne prześwity z widokiem na zaśnieżony świat.
Gdy droga skręciła w las, zamieniła się w szeroką, wygodną ścieżkę prowadzącą wprost do wieży widokowej. A skoro już tam dotarliśmy, to nie wypadało nie wejść – widoczność była „do przyjęcia”, więc wspięliśmy się na górę, żeby rzucić okiem na biały krajobraz Sudetów.
Po zejściu przyszedł czas na odnalezienie właściwego szlaku prowadzącego na Orlicę. Łatwo nie było – ścieżki schowane pod śniegiem, gdzieś w gąszczu zarośli. Ale nie takie rzeczy już się znajdowało! W końcu trafiliśmy i ruszyliśmy pod górę – tym razem trochę bardziej stromo, ale nadal bez zadyszki.
Na szczycie – standardowy rytuał: łyk gorącej herbatki z termosu, szybka przekąska i obowiązkowe zdjęcie z uśmiechem. Po chwili odpoczynku – powrót tym samym szlakiem, z nieco większą ochotą na kolejną wspinaczkę.
Orlica? Zdecydowanie tak! Lekko z klimatem. Idealna na zimowy dzień bez spiny, choć latem tu może być też cudownie.
Przebieg szlaku:
- Zieleniec, Kamień Rübartscha
- Pod Orlicą
- Orlica, wieża widokowa
- Orlica
- Powrót tym samym szlakiem
🟢Góry Orlickie
to spokojne, łagodne pasmo górskie w Sudetach Środkowych, rozciągające się wzdłuż granicy polsko-czeskiej. Choć nie imponują wysokością, nadrabiają klimatem – są zielone, zalesione i pełne szerokich, wygodnych szlaków. Idealne na spokojne wędrówki bez zadyszki, a zimą – na szusowanie!
W polskiej części króluje Zieleniec (część miasta Dusznik-Zdroju) – znany ośrodek narciarski, który może się pochwalić nie tylko wieloma trasami i wyciągami, ale też specyficznym mikroklimatem zbliżonym do alpejskiego. Więcej śniegu, więcej słońca, mniej wymówek.
Góry Orlickie to świetny wybór na górski relaks – bez wspinaczkowego dramatu, za to z widokami i przyrodą w pakiecie.

to najwyższy szczyt Gór Orlickich,Orlica. Dawniej zwana Międzywierchem. Jej najwyższy punkt znajduje się po stronie czeskiej, tuż przy granicy z Polską, zaledwie kilkadziesiąt metrów od niej. Prowadzi na nią przyjemna trasa m.in. z Zieleńca– łagodna i dostępna przez cały rok. Choć to góra raczej delikatna, zyskała uznanie.
21 września 2012 odsłonięto pomnik upamiętniający wizyty m.in. cesarza Józefa II, Johna Quincy Adamsa i Fryderyka Chopina. Orlica należy do Korony Gór Polski, Sudetów Polskich i Dolnego Śląska. W październiku 2021 oddano do użytku drewnianą wieżę widokową o wysokości 25,5 m, stojącą ok. 50 m od szczytu.
Ślęża – miejsce, gdzie natura łączy się z legendą
Czasem najlepsze wyprawy to te, które idealnie udaje się wpasować w drogę powrotną do domu. A dokładnie – między ostatnim noclegiem a powrotem do rzeczywistości. Tak właśnie w tym dniu wpadła w nasze ręce, a raczej pod nogi Ślęża (Masyw Ślęży, Przedgórze Sudeckie) – szczyt z Korony Gór Polski. Krzysiek tak to logistycznie wykombinował, że szczyt znalazł się w trasie powrotnej.
Zaparkowaliśmy w Sobótce i ruszyliśmy na szlak. Na początku wszystko wyglądało bardzo niewinnie – jakbyśmy wędrowali po miejskim parku, po złotolistnym kobiercu. No, ale nie dajcie się zwieść – to, co niewinne dla turysty z kijkami, dla biegacza może być testem kolan. A że akurat tego dnia odbywały się jakieś zawody górskie, co rusz ktoś nas mijał z zadyszką i numerkiem na piersi. Ponoć biegają tu różne biegi. Kto wie… może kiedyś się skusimy na jakąś dziesiątkę, albo półmaraton.
Im wyżej, tym ciekawiej – na szlaku zaczęły pojawiać się szare kamienie, a potem nadszedł czas na trakt królewski – czyli szeroką drogę wyłożoną płaskimi kamieniami, wijącą się wśród brzeziny. A że całą trasę towarzyszyła nam gęsta mgła, drzewa wyglądały jak z bajki, albo z filmu fantasy. Tak czy inaczej – klimat był!
Na szlaku co jakiś czas pojawiały się tabliczki z wizerunkiem ciężko stwierdzić: niedźwiedzia czy dzika? Okazało się, że te tabliczki te nie wzięły się znikąd — to upamiętnienie znalezienia martwej służącej Gertrudy i także martwego niedźwiedzia. Gertruda, służąca na zamku Piotra Włostowica, codziennie przynosiła ulubioną przekąskę – ryby – dla swojego niedźwiedzia. Pewnego dnia spóźniła się. Głodny miś rzucił się na koszyk; przerażona Gertruda w obronie wbiła mu w oko szpilę – niestety, niedźwiedź ją wtedy zabił, a potem sam padł martwy. Na pamiątkę tej tragicznej przyjaźni pani zamku, Maria Włostowicowa, kazała postawić dwie rzeźby: Gertrudy niosącej rybę i niedźwiedzia.
Na szczycie… imprezownia. Serio! Mimo mgły, było tłoczno, gwarno i wesoło. Kiełbaski się smażyły, dzieci biegały, ktoś grał na gitarze, a ktoś inny na grillu. Tradycyjnej tabliczki z wysokością szczytu nie udało nam się dostrzec – może jej nie było, a może schowała się w mgle. Za to tylko kontury kościoła i wieży widokowej. Tyle że w tej mgle wejście na wieżę mijało się z celem – widok i tak był jeden: szarość 360°.
Przekąsiliśmy coś na szybko, napiliśmy się gorącej herbatki (klasyka górskiego stylu życia), po czym postanowiliśmy zejść… ale innym szlakiem, żeby niebyło tak samo.
Po drodze natrafiliśmy na mocno strome zejście w stronę Wieżycy – kolejnego szczytu z Korony Masywu Ślęży. Niestety – czasu na zdobycie całej korony zabrakło. Musieliśmy zadowolić się tymi dwoma.
Ostatnie kilometry ciągnęły się do parkingu w Sobótce jak żelki – długo, ale z satysfakcją. A potem już tylko kierunek: dom. Bo każda przygoda musi się kiedyś skończyć… choćby po to, by można było zaplanować kolejną.
Przebieg szlaku:
- Sobótka, parking
- Rozdroże pod Stolną
- Rozdroże pod Kamiennym Krzyżem
- Ślęża
- Rozejście szlaków pod Ślężą
- Przełęcz Dębowa
- Pod Wieżycą
- Wieżyca
- Pod Wieżycą
- Przełęcz pod Wieżycą
- Dom Turysty Pod Wieżycą
- Sobótka, parking
🟢Masyw Ślęży
to wyraźny, stożkowaty teren na Przedgórzu Sudeckim, zbudowany głównie z granitów i gabr, powstały około 350 milionów lat temu w wyniku procesów magmowych. To miejsce o bogatej historii i kulturze – kiedyś służył jako ośrodek kultów solarnych i księżycowych, a także był miejscem obrzędów sobótkowych. W okolicy zachowały się tajemnicze kręgi kamienne, które pełniły funkcję granic miejsc świętych.
Dzisiaj masyw jest popularny wśród turystów – można tu spacerować i jeździć na rowerze, korzystając z wielu szlaków o różnym stopniu trudności. W masywie znajdują się też charakterystyczne formacje skalne i kilka ciekawych szczytów, które świetnie nadają się na jednodniowe wypady wśród przyrody i historii.

to najbardziej charakterystyczny szczyt Przedgórza Sudeckiego – samotna góra, która dumnie wyrasta nad równiną i przyciąga nie tylko turystów, ale i legendy. Od wieków uważana za miejsce święte, dziś zaprasza na leśne szlaki, które wiją się przez brzeziny, kamienne trakty i tajemnicze rzeźby. Na szczycie czekają wieża widokowa, kościół i… spory ruch turystyczny. To góra pełna kontrastów – mistyczna i piknikowa zarazem, łatwo dostępna, a jednak potrafiąca zaskoczyć.

Wieżyca to nieco niższy sąsiad Ślęży, ale równie godny uwagi. To kolejny pagórek w Masywie Ślęży, który wabi turystów spokojem i pięknymi leśnymi ścieżkami. Wieżyca to doskonały punkt na krótką wycieczkę, szczególnie jeśli masz ochotę na trochę spokoju po zgiełku szczytu Ślęży. Idealne miejsce, żeby wziąć głęboki oddech i cieszyć się ciszą.
Podsumowanie
Góry Orlickie i Masyw Ślęży odhaczone! Każde z tych miejsc ma swój klimat – Orlica przywitała nas górskim klasykiem: widokami, spokojem i szerokimi szlakami, idealnymi na aktywny reset. A Ślęża? To już zupełnie inna bajka – bajka z mgłą, legendą o Gertrudzie i niedźwiedziu, tłumami turystów i grillem na szczycie. Taki mix przyrody, historii i ziemniaków z ogniska.
Oba szczyty różne jak dzień i noc, ale łączy je jedno: radość z bycia na trasie, niezależnie od pogody, przewyższeń i rodzaju butów.
Co dalej?
Z nową porcją wspomnień pakujemy plecaki dalej. Opiszemy wyjścia w Beskidy – bo Korona Gór Polski sama się nie zdobędzie! Ale najpierw Wielkopolska i Śnieżycowy Jar
Nie przegap żadnych relacji!
🔗 Wskakuj do nas na Facebooka




















