SUDETY - SZCZYTY Z KORONY GÓR POLSKI CZ.1

Sudety – góry z duszą i pazurem

Sudety to takie góry, które może nie są najwyższe, ale za to mają osobowość. Leżą na południowym zachodzie Polski, rozciągając się szerokim łukiem od Nysy Łużyckiej aż po okolice Prudnika. Część Sudetów znajduje się po naszej stronie granicy, ale spora ich część ciągnie się też przez Czechy – tam zresztą znajdziemy ich najwyższy szczyt, Śnieżkę.  Choć z daleka mogą wydawać się spokojne i niepozorne, potrafią człowieka zaskoczyć – raz to widokiem jak z katalogu biura podróży, raz podejściem, które nagle robi się dwa razy bardziej strome, niż wyglądało na mapie.

To właśnie w Sudetach znajdziesz aż kilkanaście szczytów należących do Korony Gór Polski – czyli takiej prestiżowej listy dla tych, co lubią zbierać pieczątki, zadyszkę i satysfakcję. Ale spokojnie, Sudety nie wymagają czekanów i liny – tu królują leśne ścieżki, kamienne schodki i schroniska z herbatą i ciastem, które skutecznie uzupełniają spalone kalorie.

Geograficznie Sudety to mozaika pasm, dolin, masywów i kotlin – nic tu nie jest do końca równe ani przewidywalne. Można wyjść na spacer, a wrócić z przemoczoną koszulką, czterema szczytami w nogach.

Przyrodniczo? Bajka. Są tu rozległe lasy pełne buków, jodeł i zabłąkanego muflona. Wiosną wędrowców wita czosnek niedźwiedzi, latem jagody wciągają bardziej niż serial, a jesienią lasy robią pokaz mody w odcieniach złota i czerwieni. Zimą zaś – cisza, śnieg, i ślady zwierząt, które patrzą z ukrycia, jak sapiemy pod górkę.

Nie brakuje tu też dziwnych skał, które przypominają grzyby, zamki, słonie lub… coś, co każdy widzi inaczej. Do tego jaskinie, sztolnie, ruiny zamków, wieże widokowe, kapryśne potoki i źródła z wodą o smaku żelaza (albo rdzawym aromacie zdrowia, jak kto woli).

Sudety mają też jedną cenną zaletę: są dostępne. Dla początkujących, dla rodzin, dla wędrowców z psem i dla tych, co po pięćdziesiątce postanowili, że jednak warto się ruszyć z kanapy. I dla tych wszystkich, którzy uważają, że na zdobywanie szczytów nigdy nie jest za późno – zwłaszcza jeśli po drodze można zjeść sernik i powiedzieć, że to „zasłużone”.

Sudety nie krzyczą – one kuszą. Kto raz tam zajrzy, ten prędzej czy później wróci. Z butami ubłoconymi po kostki, kieszeniami pełnymi wspomnień i może z nową pieczątką do Korony Gór Polski.

Nowy rok, nowe wyzwanie: Korona Gór Polski na celowniku

Nowy rok – idealny moment, żeby postawić sobie jakiś cel. Na przykład: zdobyć jak najwięcej szczytów z Korony Gór Polski.  Są tacy, co robią to w rok, albo nawet w kilka miesięcy, więc czemu nie spróbować… po naszemu , choćby miało to trwać nawet kilka lat?

Część tych szczytów już kiedyś zdobyliśmy – nieświadomie, bez wielkiej ideologii. Ot, człowiek poszedł w góry, pochodził, popatrzył, zmęczył się z satysfakcją… i tyle. Nie interesowało nas wtedy zbieranie pieczątek, odznak. Do dziś zresztą nie zbieramy – po prostu zdobywamy. A wtedy chodziło tylko o to, żeby nacieszyć się widokami, kilometrami i tym błogim uczuciem zmęczenia, kiedy człowiek siada na kamieniu i mówi: „No! To była dobra robota.”

Ale pewnego dnia naszła nas refleksja: a może by tak zebrać to wszystko do kupy? I tak narodził się plan: zdobyć szczyty z Korony, ale nie jako wyczyn, tylko jako przygodę – z humorem, luzem i zachwytem nad przyrodą.

Wzięliśmy pod lupę 12 pasm Sudetów i… podzieliliśmy je na 5 dni. Krzysiek zajął się logistyką – jak to on – żeby było sensownie, ekonomicznie i z jak najmniejszą ilością kilometrów samochodem.Na początek i koniec zaplanowaliśmy najlżejsze trasy, żeby logistycznie wszystko się zgrało. W końcu trzeba było dojechać z Poznania w Sudety i po kilku dniach wrócić z powrotem – też samochodem. A wiadomo, że po pięciu dniach dreptania pod górkę człowiek marzy bardziej o miękkim fotelu niż o kolejnym długim podejściu. Bazę noclegową mieliśmy w Kłodzku, co okazało się strzałem w dziesiątkę – stamtąd mieliśmy całkiem sensowny dostęp do większości pasm. No, z jednym wyjątkiem… Jeden dzień wymagał solidniejszej wycieczki autem – jakieś ok. 100 km w jedną stronę – ale cóż, czego się nie robi dla górskich przygód.

Szlaki? Różne. Od przyjemnych spacerów z lekkim nachyleniem, po strome podejścia, gdzie człowiek momentami rozważa, czy przypadkiem nie zaczyna się wspinać. Każde pasmo miało coś innego do zaoferowania – jedne zachwycały panoramami, inne lasami jak z baśni, a jeszcze inne… cóż, powiedzmy, że „miały swój urok” (czytaj: mgła, błoto i zero widoków, ale za to dużo śmiechu).

Towarzyszyła nam radość, śmiech i lekkie zadyszki, ale przede wszystkim ta cudowna satysfakcja z pokonywania kolejnych metrów w górę – i z bycia po prostu tam, w górach. Bo nawet jeśli szczyt nie rzuca na kolana widokiem, to zawsze daje to uczucie, że człowiek zrobił coś fajnego. Dla siebie. Na własnych nogach.

(Uwaga techniczna – czyli górska zagwozdka)
Warto dodać, że w górach nic nie jest takie oczywiste, jak się wydaje – nawet… wysokości szczytów. Czasem różnią się w zależności od tego, na jaką mapę spojrzymy, z którego przewodnika korzystamy, albo jaka tablica akurat stoi przy szlaku. Zdarza się, że ten sam szczyt ma 2 tablice informacyjne  z różnymi wysokościami. No cóż – góry żyją swoim życiem, a centymetry nie zawsze chcą współpracować z GPS-em. My podchodzimy do tego z dystansem: ważne, że jesteśmy na górze, a nie kto ma rację co do liczby po przecinku.

Rozgrzewka w Górach Kaczawskich


2.01.2024


Baraniec

(720 m n.p.m)


Skopiec

(724 m n.p.m)

szczyt z Korony Gór polski


Folwarczna

( 722 m n.p.m.)


PASMO: GÓRY KACZAWSKIE

ŁAŃCUCH: SUDETY ZACHODNIE


"Drzewo Sandałowe na Rozdrożu Przełęczy Komarnickiej
"Drzewo Sandałowe na Rozdrożu Przełęczy Komarnickiej

Zaraz po przyjeździe, zanim zdążyliśmy się dobrze rozpakować, rzuciliśmy się na podbój pierwszego pasma – Gór Kaczawskich. Wybraliśmy je celowo, bo szlak był krótki, niewymagający i idealny na rozruszanie kości po kilkugodzinnej jeździe samochodem. Ot, taki górski stretching w wersji terenowej.

Pogoda – typowo styczniowa, czyli wietrznie, chłodno i nijako. Nie padało, ale wiało z taką determinacją, że czapka co chwila próbowała uciec w siną dal. No ale wiadomo – nie takie wichury nas odstraszały!

Trasa zaprowadziła nas na trzy szczyty: Baraniec, Skopiec (czyli ten oficjalnie najwyższy w całym paśmie) i Folwarczną. Technicznie – spacer. Widokowo – cóż, powiedzmy szczerze: szaro, buro, bez śniegu i bez zachwytów. Miejscami szliśmy przez jakieś chaszcze. Ale hej – nie narzekamy! W końcu każdy dzień z plecakiem na plecach to dobry dzień.

A jednak – coś nas zaskoczyło. I to bardzo pozytywnie. Największą atrakcją okazało się… Drzewo Sandałowe (tak, dobrze czytasz – drzewo sandałowe, patrz: zdjęcie). Stoi sobie w środku niczego i z dumą prezentuje swoją artystyczną formę. Niby zupełnie nie ten klimat, by wyrosnąć, ale pasuje do tego zakątka egzotycznie, z przymrużeniem oka. Ten kolorowy akcent nadał całej wycieczce lekko surrealistyczny charakter i był miłą nagrodą za stukanie kilometrami po błocie i liściach.

Przebieg szlaku:

  • Przełęcz Komarnicka
  • Baraniec
  • Pod Skopcem
  • Skopiec
  • Przełęcz Komarnicka
  • Folwarczna
  • Przełęcz Komarnicka

🟢 Góry Kaczawskie – najmłodsze w sercu i najstarsze w metryce

Góry Kaczawskie to takie niepozorne, ale bardzo urokliwe pasmo leżące w północno-zachodniej części Sudetów. Można powiedzieć: cicha wersja gór – bez tłumów, bez kolejek i bez bolących kolan dzień po. 

Choć wyglądają jak łagodne pagórki, to w rzeczywistości mają bardzo dostojne korzenie. To właśnie tutaj miliony lat temu buzowały wulkany! Dziś już co prawda nie dymią, ale ich ślady w postaci wygasłych stożków i porfirowych skał można podziwiać na licznych szlakach. Dla fanów geologii to prawdziwa gratka – nazywa się je nawet „Polską Krainą Wygasłych Wulkanów”.

Przyrodniczo – lasy mieszane, polany, trochę pastwisk, czasem chaszcze (w bonusie) i spokój, który działa jak reset systemu. Idealne miejsce na rozgrzewkę przed większymi górami albo po prostu na górski chill z nutą zadyszki.

Góry Kaczawskie może nie mają wysokości, które zapierają dech, ale mają klimat, historię i dużo luzu. Można się w nich zgubić (symbolicznie i nie), można poszukać śladów wulkanów, a można po prostu pochodzić i przypomnieć sobie, że góry to nie tylko strome granie i pot spływający do butów. Tu wystarczy iść – i chłonąć ciszę.

⛰️Baraniec 

Prawie jak Skopiec, tylko kilka kroków wcześniej. Nazwa sugeruje stado owiec i sielską atmosferę, ale w rzeczywistości to po prostu sympatyczne wzniesienie, które warto odwiedzić, skoro i tak się obok przechodzi. Widoków niewiele, ale ścieżka przyjemna.

⛰️Skopiec 

Oficjalnie najwyższy szczyt Gór Kaczawskich (choć, jak to bywa, źródła czasem się kłócą). Nie znajdziecie tu spektakularnych panoram ani kolejki z biletem – ale za to sporo ciszy, trochę błota i ogrom satysfakcji, że „zaliczone”. Podejście łagodne, choć miejscami trzeba uważać, żeby nie zgubić szlaku wśród gałęzi i trawy po kolana. Na szczycie – klasyka: tabliczka, kamień i pamiątkowe zdjęcie obowiązkowe

⛰️ Folwarczna

Kolejna perełka tej okolicy – zdobywana przy okazji, ale z godnością. Prowadzi do niej leśna ścieżka, czasem lekko zarośnięta, jakby nie była do końca pewna, czy jest jeszcze używana. Na szczycie – natura, cisza i zero ludzi. Idealne miejsce, by przypomnieć sobie, że chodzi właśnie o to, by chodzić.

Między skałami a mgłą – wędrówka przez Rudawy Janowickie


2.01.2024


Ostra Mała

(936 m n.p.m.)


Skalnik

(945 m n.p.m.)

szczyt z Korony Gór Polski


PASMO: RUDAWY JANOWICKIE

ŁAŃCUCH: SUDETY ZACHODNIE


A że już wcześniej zaplanowaliśmy ten dzień jako wielopasmowy (ze względu na krótkie trasy i logistykę), to po Górach Kaczawskich ruszyliśmy dalej – zgodnie z planem i górskim entuzjazmem. W końcu skoro już tu jesteśmy, a sił jeszcze sporo, to grzechem byłoby nie dorzucić kolejnych pasm do kolekcji!

Na celownik wzięliśmy Rudawy Janowickie – piękne, malownicze i… no, przynajmniej na zdjęciach. Szlak, który wybraliśmy, prowadził częściowo ulicą, a potem drogą leśną. Trasa była łatwa technicznie, ale niezbyt przyjemna pod względem nawierzchni – bo kiedy człowiek próbuje maszerować z godnością, a pod nogami rozjechane błoto miesza się z kałużami, to wiadomo, że do stylu daleko.

Pogoda dalej trzymała klimat stycznia – trochę wiało, trochę kapało, a z punktu widokowego widzieliśmy… głównie mgłę i czubki drzew, które wyglądały jakby nieśmiało wychylały się z chmur. Ale nie ma tego złego – w pewnym momencie zaczął padać śnieg, co poprawiło nam humory i nadało wszystkiemu trochę bardziej górskiego klimatu.

Konie Apokalipsy - Rudawy janowickie
Konie Apokalipsy

Po drodze trafiliśmy na kilka ciekawych formacji skalnych – przypominających nieco te karkonoskie. Szczególną uwagę zwróciły tzw. Konie Apokalipsy – grupa skał, które faktycznie wyglądają, jakby za chwilę miały ruszyć galopem w stronę końca świata (albo chociaż w kierunku najbliższego schroniska). Wyobraźnia działała lepiej niż widoczność!

Na powrocie, w okolicach Przełęczy Rudawskiej, rzuciła nam się w oczy jeszcze jedna ciekawostka: kopalnia dolomitu Rędziny. Teren przemysłowy pośród gór – niby nie do końca w klimacie „dzikiej przyrody”, ale na swój sposób interesujące. Zwłaszcza, jak się człowiek nie spodziewa kopalni za zakrętem. 

Może i było błoto, może i widoki trzeba było sobie dopowiedzieć, ale było w tym wszystkim coś autentycznego. Trochę jak pójście do kina na film bez efektów specjalnych – liczy się klimat. A jak dorzucić do tego śnieg, skały i absurdalną radość z tego, że „zdobyliśmy kolejny szczyt” – to zdecydowanie zaliczamy ten dzień na plus.

Przebieg szlaku:

  • Czarnów, Czartak
  • Pod Ostrą Małą
  • Ostra Mała
  • Pod Ostrą Małą
  • Skalnik
  • Przełęcz Rudawska – kopalnia dolomitu Rędziny
  • Czarnów
  • Czarnów, Czartak

🟢Rudawy Janowickie – skały z fantazją

Rudawy Janowickie to pasmo w Sudetach Zachodnich, niewysokie, ale za to z wielką osobowością. Rozciągają się na wschód od Karkonoszy i wyglądają trochę jak ich młodsze, bardziej artystyczne rodzeństwo. Tu nie ma tatrzańskiej surowości ani karkonoskiej sławy, ale za to są malownicze formacje skalne, bajkowe lasy i tajemnicze dolinki, które przyciągają nie tylko wędrowców, ale też wspinaczy i fotografów.

Geologicznie – rzeźba terenu jakby ktoś się trochę zapomniał przy modelowaniu: skały sterczą w zupełnie nieoczekiwanych miejscach. Przyrodniczo – lasy mieszane, z przewagą buków.

Rudawy Janowickie urzekają właśnie tą dziką malowniczością, nieco mniej uczęszczanymi szlakami.

Nie trzeba wielkich wysokości, żeby poczuć górską przygodę – wystarczą dobre buty, trochę błota, szczypta mgły i radość z tego, że po prostu się idzie. Rudawy Janowickie – zapisujemy jako niepozorne, ale pełne klimatu!

⛰️Ostra Mała

Tu nie chodzi o wysokość, tylko o widoki i klimat. To właśnie tutaj znajdują się te słynne skały, z których rozpościerają się (zazwyczaj!) bajeczne panoramy na Karkonosze, Kotlinę Jeleniogórską i całą resztę Sudetów Zachodnich. Skały wyrastające z lasu wyglądają jakby ktoś je tu starannie poukładał dla efektu „wow”. Idealne miejsce na chwilę odpoczynku, zdjęcia.

⛰️Skalnik 

Najwyższy szczyt Rudaw Janowickich i przedstawiciel Korony Gór Polski. Choć wysokość może nie rzuca na kolana, to droga na niego potrafi zaskoczyć – raz ścieżką, raz błotnistym fragmentem, raz leśną autostradą dla saren. Sam wierzchołek to klasyczny „las i tabliczka”, ale tuż obok czeka nagroda – punkt widokowy na Ostrej Małej, skąd (w teorii) rozciągają się piękne panoramy. W praktyce – my widzieliśmy głównie mgłę i czubki drzew, ale wyobraźnia zrobiła resztę. A śnieg, który zaczął sypać, dodał wszystkiemu górskiego uroku.

Chełmiec, czyli szczyt z pomyłką – Góry Wałbrzyskie


2.01.2024


Chełmiec Mały

(776 m n.p.m.)


Chełmiec

(851 m n.p.m.)

szczyt w Koronie Gór Polski


PASMO: GÓRY WAŁBRZYSKIE

ŁAŃCUCH: SUDETY ŚRODKOWE


Wieża widokowa na Chełmcu
Wieża widokowa na Chełmcu

Punkt trzeci naszej wyprawy to Góry Wałbrzyskie, a konkretnie – Chełmiec, czyli szczyt, który robi karierę w Koronie Gór Polski… trochę przez przypadek.

Trasa na Chełmiec nie była szczególnie wymagająca – taki górski spacer w wersji „po obiedzie”, gdybyśmy mieli czas na obiad. Pogoda jednak zdecydowanie nie zamierzała współpracować – dzień był szaro-bury, mglisty i gdzieniegdzie lekko popruszony śniegiem, jakby zima zapomniała się włączyć na pełen etat.

Szlak prowadził wzdłuż ciekawie zaprojektowanych tablic upamiętniających poległych górników, ułożonych w formie symbolicznej drogi krzyżowej. Taki górski hołd, który nadawał wędrówce nieco zadumy i refleksji – i odciągał uwagę od rozmokłego podłoża.

Po drodze minęliśmy Chełmiec Mały, żeby po chwili stanąć na „tym właściwym” – czyli Chełmcu (851 m n.p.m.), oficjalnie uznawanym za najwyższy szczyt Gór Wałbrzyskich… choć tak naprawdę nie jest najwyższy. I tu ciekawostka: przez lata sądzono, że Chełmiec jest wyższy, bo pomiar uwzględniał… wieżę widokową. Tak, dobrze czytasz – do wysokości góry doliczono konstrukcję. A że kiedyś nie było GPS-ów, to i takie rzeczy przechodziły.

Na samą wieżę, która  wyglądała jakby lekko zbombardowana (może tak wydawało się przez mgłę) nie weszliśmy.  Widoczność była tak nikła, że na górze zobaczylibyśmy co najwyżej własne nosy. Więc odpuściliśmy i zawróciliśmy z powrotem do parkingu w Boguszowie-Gorcach.

Po zejściu szybki manewr do auta i jazda z powrotem do Kłodzka, naszej bazy noclegowej – z poczuciem dobrze zaliczonego trzeciego punktu i suchymi skarpetkami (co po tylu błotach było nie lada sukcesem).

Przebieg szlaku:

  • Boguszów-Gorce
  • Rosochatka
  • Chełmiec Mały
  • Chełmiec
  • Rosochatka
  • Boguszów-Gorce

🟢Góry Wałbrzyskie – małe, ale z charakterem

Góry Wałbrzyskie to takie niepozorne Sudety, które choć nie sięgają nieba, mają w sobie dużo uroku i sporo do zaoferowania. Położone niedaleko Wałbrzycha, otulone gęstymi lasami i poprzecinane licznymi szlakami, kuszą pięknem przyrody i historią. To idealne miejsce na krótkie, niezbyt męczące wędrówki, które dostarczą zarówno relaksu, jak i ciekawych widoków (o ile akurat nie zasłoni ich mgła, która tu bywa stałym elementem krajobrazu).

⛰️ Mały Chełmiec

Mały Chełmiec to taki sympatyczny „przedsionek” większego brata – krótki spacer i już czujesz, że jesteś w górach, ale bez zbędnego wysiłku. Z wierzchołka rozciągają się przyjemne widoki na okoliczne lasy i pagórki. Idealny cel dla tych, którzy lubią mieć siły na kolejne przygody albo po prostu chcą się rozruszać bez zadyszki.

⛰️Chełmiec

Chełmiec to najwyższy szczyt Gór Wałbrzyskich i jedno z tych miejsc, które mimo niewielkiej wysokości potrafi zachwycić swoim urokiem. Otoczony lasami i często spowity mgłą, oferuje wyjątkową atmosferę, w której łatwo można zapomnieć o codzienności. To świetne miejsce na spacer, relaks i chłonięcie przyrodniczych widoków — a przy dobrej pogodzie także na podziwianie panoramy okolicy. Chełmiec to taki górski klasyk, którego warto zaliczyć, będąc w tych stronach.

Tam, gdzie naprawdę najwyżej w Wałbrzychskich– Borowa!


3.01.2024


Borowa

853 m n.p.m.


PASMO: GÓRY WAŁBRZYSKIE

ŁAŃCUCH: SUDETY ŚRODKOWE


Szczyt ten zdobyliśmy dzień po Chełmcu. Po pierwsze: też zasługuje na swoje czcigodne miejsce, a po drugie – Borowa, proszę Państwa, to w rzeczywistości najwyższy szczyt Gór Wałbrzyskich! Tak, tak – nie Chełmiec z wieżyczką, tylko skromna Borowa jest na podium.

Tego dnia pogoda postanowiła nam odpuścić – było wyraźnie lepiej: przejaśnienia, bardziej przejrzyste powietrze. Sama trasa prowadziła pięknym widokowym szlakiem, a podejście – choć strome – okazało się zupełnie znośne. Brak błota, brak śniegu – luksus jak na styczeń.

Na szczycie czekała wieża widokowa. Widoki z niej nie były może całkiem krystaliczne, ale i tak warto było wejść – dla samego poczucia wysokości i kilku łyków gorącej kawy na szczycie.

Z Borowej zeszliśmy inną drogą niż podchodziliśmy, żeby nie było zbyt monotonnie (i żeby zobaczyć, co kryje druga strona góry). Wędrówka była udana, spokojna i zdecydowanie przyjemniejsza niż poprzedni, mglisto-błotny dzień.

Borowa zdobyta, punkt zaliczony!

Przebieg szlaku:

  • Przełęcz Kozia
  • Przełęcz pod Borową 
  • Pod Borową
  • Borowa
  • Przełęcz Kozia

⛰️ Borowa

Geograficznie znajduje się na południowy wschód od Wałbrzycha. Wysoka, zalesiona, ale nie przytłaczająca – Borowa to przykład klasycznej sudeckiej urody: bukowe lasy, trochę iglaków i całkiem przyjemne podejścia, które zmuszą do lekkiego sapnięcia.

Borowa może nie błyszczy na pocztówkach, ale jak raz ją poznasz, to zostaje w pamięci. Może to ta cisza, może ten zapach lasu, a może po prostu dobrze zaparzona kawa wypita na szczycie.

Podsumowanie

Za nami intensywny początek przygody z Koroną Gór Polski w Sudetach! Od Gór Kaczawskich, przez Rudawy Janowickie, Wałbrzyskie, aż po Borową, która pokazała, że prawdziwa wysokość nie potrzebuje rozgłosu. Było błoto, był wiatr, była mgła – ale były też widoki, śmiech i satysfakcja z każdego zdobytego szczytu.

Co dalej?

A to dopiero rozgrzewka!
W kolejnej części przeniesiemy się dalej na południowy wschód, by sprawdzić, co słychać w Górach Sowich i Bardzkich. Czy będą strome podejścia? Może. Widoki? Na pewno.

Nie przegap żadnych relacji!

🔗 Wskakuj do nas na Facebooka
🌿 Nasze relacje to opowieści, nie zachęta do podejmowania ryzyka.

Dzielimy się własnymi doświadczeniami – ale to, co dla nas było możliwe, nie zawsze będzie odpowiednie dla innych. Zachęcamy do aktywności fizycznej, ale pamiętaj: każdy ma inną kondycję, zdrowie, doświadczenie i granice komfortu.

Jeśli nie jesteś pewien, czy dasz radę – zachowaj rozsądek. Bezpieczeństwo zawsze ważniejsze niż zdobycie szczytu czy ukończenie maratonu.

👉 Więcej informacji znajdziesz w naszym zastrzeżeniu odpowiedzialności.

4 komentarze do “Sudety – szczyty z Korony Gór Polski cz.1”

    1. Dziękujemy! 😊 Bardzo miło nam to słyszeć. Cieszymy się, że strona okazała się pomocna i inspirująca! Jest to dla nas bardzo motywujące. Wszystkiego dobrego na szlakach!

    1. Dziękujemy serdecznie za miłe słowa! ❤️
      Blog zrobiliśmy sami na platformie WordPress, korzystając z motywu Astra. Natomiast całą zawartość strony – układ, kolory, sekcje i detale – stworzyliśmy od podstaw samodzielnie w Elementorze.

      Żeby strona dobrze i sprawnie działała, konieczne było też zainstalowanie kilku dodatkowych wtyczek (m.in. do wydajności, bezpieczeństwa i funkcjonalności).

      Powodzenia w tworzeniu własnego bloga – to świetna przygoda!
      Pozdrawiamy 👋

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry
Ta strona wykorzystuje pliki cookies w celu prawidłowego działania oraz w celach analitycznych
odrzuć
akceptuj