MIĘGUSZOWIECKA PRZEŁĘCZ I INNE TATRZAŃSKIE WYZWANIA
SPIS TREŚCI
ToggleTatry w wersji mieszanej
Obmyśliliśmy sobie wcześniej zdobywanie Korony Polskich Tatr. No to nie było wyjścia – znów zawitaliśmy w nasze kochane, utęsknione Tatry. Plan A? Wrzesień, po Norwegii, miał paść w końcu na Orlą Perć. No bo specjaliści mówili, że wrzesień to taki stabilny pogodowo miesiąc… Może kiedyś tak, ale ostatnio to pogoda ma chyba własny terminarz i przesuwa lato jak jej się podoba. Wtedy, gdy mieliśmy urlop, prognozy waliły w twarz: burze z piorunami, ulewy – czyli pełen pakiet survivalu. Dobrze, że odpuściliśmy, bo okazało się, że to nie były strachy na lachy. Zrezygnowaliśmy z wyjazdu w ogóle.
W październiku udało się wygospodarować kilka dni wolnych. Ale że dzień krótszy, a my nie mieliśmy noclegu w schroniskach, to Krzysiek od razu wykluczył Orlą Perć. No i słusznie – po ostatnim „naszym norweskim tempie” mogliśmy skończyć z czołówkami na głowach, wisząc gdzieś na klamrach. A tego, jak wiadomo, robić nie wolno.
Padło więc na trasę bardziej „po ludzku”: najpierw Gubałówka i Butorowy Wierch (ha ha, tak naprawdę to nigdy ich nie brałam pod uwagę, ale skoro należą do Korony polskich Tatr, to trzeba było i to dosłownie zaliczyć), potem Mięguszowiecka Przełęcz, Beskid, Kasprowy Wierch i Myślenickie Turnie. A na deser – dwie jaskinie: Dziura i Mroźna. Szlaki przemierzaliśmi z naszymi dobrymi znajomymi: Kasią i Tomkiem
I tak oto, zamiast Orlej Perci z adrenaliną, wyszedł nam miks klasyki, obowiązkowych punktów i małych „perełek” na mapie Tatr. Ale wiecie co? Czasem takie plany B bywają lepsze niż najbardziej ambitne plany A. Relacje z tych wędrówek znajdziecie poniżej – a my zacieramy ręce, bo Korona niedokończona, a my już mamy kolejne pomysły na liście!
Spacerkiem po Podhalu: Gubałówka i Butorowy Wierch
Piątek – wystartowaliśmy z Poznania! Nasza podróż do Zakopanego przebiegła zaskakująco bezstresowo: zero korków, zero stania w ogonku aut, a do tego spokojna trasa. To właśnie jedna z zalet wyjazdów w Tatry poza sezonem – człowiek jedzie, a nie „stoi i medytuje” na zakopiance.
Nawigacja poprowadziła nas do malowniczej Wałowej Góry – małej wioski, z której ruszyliśmy na pierwsze „szczyty” z listy: Gubałówkę a za nim na Butorowy Wierch. Oczywiście, jak na Tatry, są to raczej pagórki niż góry – ale skoro figurują na liście, to nie ma zmiłuj. Na Gubałówkę można sobie elegancko wjechać kolejką… Ale jak się pewnie domyślacie – nie po to człowiek pakuje plecak, żeby siedzieć w wagoniku.
Sama trasa to bardziej spacer niż wspinaczka – w gratisie dostaje się morze straganów z pamiątkami i bibelotami, które kuszą każdego turystę. Ale żeby nie było za łatwo – końcówka podejścia potrafiła pokazać drugie oblicze tego szlaku. Dość stromy odcinek na powrocie zrobił się podejrzanie śliski, miejscami gliniasty, i nagle zamiast „spaceru ” mieliśmy chwytanie się siatki, żeby nie zaliczyć efektownego zjazdu na butach.
I tu lekcja numer jeden: nieważne, czy jesteś na wymagających tatrzańskich szlakach, czy może na niewielkich wzniesieniach w Sudetach – zasady bezpieczeństwa obowiązują wszędzie. Bo góry, nawet te z pamiątkami na trasie, potrafią przypomnieć, że z nimi nie ma żartów.
Przebieg szlaku:
- Parking niedaleko stacji dolnej kolejki
- Gubałówka, stacja dolna kolejki
- Walowa Góra
- Gubałówka, przekaźnik RTV
- Gubałówka, górna stacja kolejki
- Pająkówka
- Pałkówka
- Butorowy Wierch
- Parking niedaleko stacji dolnej kolejki

to podłużne wzniesienie na Pogórzu Gubałowskim, w północno-zachodniej części Zakopanego, od 1120 do 1129 m n.p.m. Z jednej strony sąsiaduje z Butorowym Wierchem, z drugiej – z miejscowością Ząb. Nazwa pochodzi od polany, a ta – od nazwiska Gubała.
Na górę można wjechać kolejką linowo-terenową z 1938 r. (zmodernizowaną w 2001 r.), a widoki z grzbietu obejmują całe Tatry, Zakopane, Podhale, Pieniny, Gorce i Beskid Żywiecki, a nawet ich słowackie części.
Gubałówka to także centrum rozrywki: ośrodek narciarski, snowpark, zjeżdżalnia grawitacyjna, liczne wyciągi, a nawet żelazny krzyż profesora Chałubińskiego (nie, nie za opanowanie cholery – to tylko plotki) i 102-metrowy maszt RTON.
Przyroda? Dużo przestrzeni, mało lasu i kilka rzadkich roślinek, np. storzan bezlistny czy prosienicznik plamisty. Idealne miejsce na lekki spacer z panoramą gór i Podhala – albo po prostu na selfie z Tatrami w tle!

to urokliwe wzniesienie na Pogórzu Gubałowskim, między Gubałówką a Palenicą Kościeliską, tuż nad Kościeliskiem. Północny stok jest zalesiony, a z grzbietu prowadzi widokowy Szlak Papieski prosto na Gubałówkę.
Na szczyt wjechać można kolejką krzesełkową z 1978 r., podziwiając panoramę Tatr polskich i słowackich oraz Zakopanego i Kościeliska. Dawniej działał tu popularny ośrodek narciarski, ale dziś kolejka służy głównie spacerowiczom i łowcom widoków – narciarze muszą szukać innych stoków.
Drugi najtrudniejszy szlak w Polsce? Sprawdziliśmy!
Nocowaliśmy – jak zwykle – w naszej ulubionej miejscówce u Ani niedaleko Kuźnic. Pokoje są tam różnej wielkości, ale my zawsze bierzemy te mniejsze. Bo prawda jest taka, że do szczęścia potrzeba nam tylko wygodnego łóżka i ciszy. Do jedzenia i pogaduszek jest mała kuchnia z przestronną jadalnią i pokojem wypoczynkowym, a dzieci też się tu nie nudzą, nawet jeśli pogoda postanowi zrobić psikusa.
Wieczorem, po powrocie z Gubałówki, zalegliśmy na kanapie i zaczęliśmy debatować nad planem na kolejny dzień. Chłopakom zapaliła się lampka: Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem! Ja podeszłam do pomysłu sceptycznie, bo moja aplikacja pogodowa pokazywała opady. A przecież to drugi najtrudniejszy szlak w Polsce – tu pogoda musi być naszym sprzymierzeńcem. Po krótkich naradach, porównaniu prognoz, które w większości pokazywały opady wieczorem i obietnicy: „jak zacznie padać, zawracamy” – decyzja zapadła. Ruszamy!
Bardzo, bardzo wczesnym rankiem wyruszyliśmy samochodem na parking na Palenicy Białczańskiej. Początek szlaku znaliśmy dobrze, bo startowaliśmy stąd wielokrotnie. Tym razem jednak od początku było „klimatycznie”: ciemność, czołówki na czapkach i marsz w stronę Morskiego Oka.
Nad Morskim Okiem powitały nas widoki z chmurami w tle. Przy Czarnym Stawie pod Rysami mieliśmy mleko zamiast krajobrazu. Po krótkim odpoczynku i przekąsce ruszyliśmy dalej – a im szliśmy wyżej, tym chmury coraz bardziej się rozsuwały, odsłaniając piękne widoki. Rudawo–zielone zbocza, szare szczyty i srebrzyste strumyczki po skałach robiły wrażenie. Aż Krzysiek zawołał z zachwytem:
– Jak tego nie kochać?! Tych widoków, tych podejść i zasapanych bliskich ludzi obok? Jak nie kochać tych gór?!
I faktycznie – jak?
Im wyżej, tym robiło się poważniej. Założyliśmy kaski i rękawiczki, bo część drogi trzeba było pokonywać dosłownie na czworaka. Sztucznych ułatwień było mało: kilka łańcuchów, czasem tylko jakaś klamra, nie zawsze ustawiona w sposób przyjazny przynajmniej dla mnie. Na jednym z takich fragmentów miałam chwilę słabości – spojrzałam w dół i pomyślałam: a jak ja stąd zejdę?! Ale szybko odgoniłam tę myśl, zostawiając ją na „potem”.
Przed samą przełęczą czekała jeszcze jedna „atrakcja”: przejście lekko po skosie przy ścianie z ekspozycją po drugiej stronie, oraz przejście, gdzie pod nogami było raptem kilkadziesiąt centymetrów ścieżki… i placek śniegu w bonusie. Ostrożny krok za krokiem i udało się przejść.
W końcu – jest! Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem. Przywitała nas mgłą, ale radość była ogromna. A skoro nie ma szlaku na sam szczyt Mięguszowieckiego, to zdobycie przełęczy liczy się jak zaliczenie szczytu. Sukces!
Na powrocie zaczęło lekko mżyć. Skałki na szczęście nie były bardzo śliskie, ale dla bezpieczeństwa ja i Kasia wypracowałyśmy własną technikę: strome zejścia „na pośladkach” – czyli podpieranie się rękami i schodzenie ze wsparciem tyłka. Wyszło skutecznie i bez stresu.
Po drodze w dół mgła odsłaniała co chwila cudowne widoki na Czarny Staw i Morskie Oko. Schodząc już z Czarnego Stawu myślałam, że najgorsze za nami – i jak to zwykle bywa, wtedy właśnie zaliczyłam mały poślizg na mokrym, choć płaskim kamieniu. Na szczęście nic poważnego, ale przypomnienie było jasne: w górach trzeba uważać wszędzie, nawet na prostym odcinku.
Zejście od Morskiego Oka odbyło się już w deszczu, ale byliśmy szczęśliwi – udało się przejść jeden z trudniejszych tatrzańskich szlaków, a czas startu wyliczyliśmy idealnie.
I jeśli miałabym dać jedną radę: nie idź tam w dzień z prognozą opadów. Mżawka to jeszcze pół biedy, ale przy prawdziwym deszczu ta trasa mogłaby być naprawdę niebezpieczna. Wybierz dzień, kiedy będzie naprawdę sucho.
A my? Szczęśliwi, zmęczeni, z głową pełną wspomnień. Strach ma wielkie oczy – a satysfakcja ze zdobycia przełęczy była bezcenna. Oczywiście szlak nie dla każdego, trzeba mocno rozważyć, czy jesteśmy w stanie go przejść zarówno od strony kondycyjnej jak i psychicznej.
Przebieg szlaku:
- Palenica Białczańska
- Wodogrzmoty Mickiewicza
- Schronisko PTTK przy Morskim Oku
- Czarny Staw Pod Rysami
- Kazalnica Mieguszowiecka
- Mięguszowiecka Przełęcz Pod Chłopkiem
- Powrót tym samym szlakiem
🌄 Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem
to najwyższa polska przełęcz z turystycznym szlakiem, między Mięguszowieckim Czarnym a Pośrednim. Nazwa pochodzi od samotnej turni „Chłopka” (15 m), widocznej nawet znad Morskiego Oka – taki tatrzański palec w górze.
Północny stok opada stromym, kruchym kominem, południowy – łagodniejszy, piarżysty, kończący się nad Hińczowym Stawem. Historia szlaku sięga XIX w.: kłusownicy, stalowe klamry, oberwania skał i literackie inspiracje.
Rośnie tu mnóstwo rzadkich tatrzańskich roślin, więc warto patrzeć pod nogi, a nie tylko w górę. Szlak wymaga kondycji i ostrożności – mimo kilku klamer i łańcuchów, miejscami jest krucha i eksponowana, a w przeszłości zebrał niestety ponad 30 ofiar. Dla tych, którzy lubią wyzwania i widoki – idealne miejsce.
Beskid, Kasprowy i Myślenickie Turnie
Po przygodzie z poprzedniego dnia na Mięguszowieckiej przełęczy postanowiliśmy, że damy sobie… luksus pod postacią dłuższego snu. Pogoda zapowiadała się idealnie – słonecznie, ciepło, bez opadów. W czwórkę, w doskonałych humorach, ruszyliśmy z noclegowni w stronę Kuźnic.
Trasa prowadziła przez Nosalową Przełęcz i Przełęcz między Kopami. Po drodze minęliśmy Betlejemkę –
(Centralny Ośrodek Szkolenia Polskiego Związku Alpinizmu)– i sprawnie przeszliśmy przez Halę Gąsienicową. Stamtąd już tylko krok do Doliny Zielonej Gąsienicowej, gdzie czekał na nas „Dwoiśniak” – czyli dwa stawy.
Na Liliowej Przełęczy naszym oczom ukazał się szczyt Liliowej Kopki. No i tu tempo trochę siadło – ja zaczęłam znacznie odstawać od reszty ekipy. Kolana po szlaku z dnia poprzedniego upomniały się o swoje, a każdy postój na przekąskę kończył się trudnym „podnoszeniem ciała do pionu”. Myślę, że każdy z nas czuł już w nogach ten trzeci dzień.
Widoki wynagradzały wszystko – raz przejrzyste panoramy, raz lekkie chmury, a potem już podejście na Beskid. Szczyt częściowo kamienisty, z którego widać było w oddali Kasprowy Wierch, pięknie porośnięty pożółkłą trawą. Zbocza dopełniały zielone plamy kosówki – taki jesienny pejzaż Tatr w całej okazałości.
Z Suchej Przełęczy Stawiańskiej (zwanej też Suchą) weszliśmy na Kasprowy – drugi ważny punkt dnia. Jak zwykle – wietrznie! Obiadek na szczycie i mała decyzja: Kasia i Tomek w ramach atrakcji zjeżdżają kolejką, a ja z Krzyśkiem schodzimy na własnych nogach, przez Myślenickie Turnie.
I dobrze zrobiliśmy, bo widoki były naprawdę bajeczne, a zejście szło mi tym razem sprawnie. Na Myślenickich Turniach spotkaliśmy grupę chłopaków, z których jeden miał do nogi… przytwierdzony kij, owinięty srebrną taśmą. Kreatywna orteza w warunkach górskich! Chłopak schodził dzielnie, a my przedstawiamy wniosek: Pamiętajcie zabrać taśmę ze sobą i oby się nie przydała.
Potem chwila przy potoku Bystra, następnie machanie do naszych kompanów, którzy wydawało się nam, że zjeżdżali kolejką, i w końcu – Kuźnice. A z nich to już tylko rzut beretem do naszej noclegowni. Po drodze mijaliśmy pasące się na polanie owce.
Trasa może nie była bardzo długa jak na nasze możliwości, ale intensywna. „A za wytrwałość – zwłaszcza moją – zdecydowanie należą się brawa (no co, sama się nie pochwalę, to kto?)
Przebieg szlaku:
- Kuźnicka Polana
- Kuźnice
- Potok Bystra
- Odejście na Nosalową Przełęcz
- Przełęcz między Kopami (Karczmisko)
- Betlejemka
- Hala Gąsienicowa, Stacja IMGW
- Hala Gąsienicowa
- Kolejka krzesełkowa Gąsienicowa, stacja dolna
- Dwoiśniak
- Liliowe
- Sucha Przełęcz
- Kasprowy Wierch
- Myślenickie Turnie
- Kuźnice, leśniczówka
- Kuźnice
- Kuźnicka Polana

Północne stoki Liliowej Kopki opadają malowniczo do górnej części Doliny Gąsienicowej, a południowe, schodzące do Doliny Cichej, kryją ciekawostkę – grzędę, która na górze jest szeroka, a u dołu jeszcze bardziej rozłożysta. Z Liliowego i Wyżniego Liliowego co i rusz spadają lawiny – żleby tych śnieżnych „zjeżdżalni” kończą się w Dolinie Cichej w odległości około 600 m od siebie. Dla taterników i ratowników TOPR południowa grzęda to złoty środek bezpieczeństwa: przy zagrożeniu lawinowym można nią przejść między Doliną Cichą a granią główną. Cywiński dodaje z przymrużeniem oka: „zimą chadzają tędy tylko zwierzęta” – więc lepiej omijać to miejsce.

Najbardziej wysunięty na wschód szczyt w Tatrach Zachodnich, leżący między Suchą Przełęczą a Liliowem. Niewybitny, kamienisty wierzchołek, ale stoki łagodne i trawiaste – idealne na spacer po grani. Granitowa „wyspa” wśród wapieni, z rzadką babką górską i resztkami historycznego schroniska, które splajtowało, gdy Kasprowy dostał kolejkę. Łatwo dostępny z Kasprowego Wierchu, więc tłumy turystów rozdeptały ścieżki. Dla chętnych: widoki na Dolinę Cichą (Słowacja) i Gąsienicową (Polska), czyli trochę tu, trochę tam, granica biegnie granią.

to jeden z najsłynniejszych szczytów Tatr Zachodnich, leżący na granicy Polski i Słowacji. Nazwę zawdzięcza góralskiemu Kasprowi, który miał halę u jego podnóża. Szczyt jest królem turystów i narciarzy – dziennie potrafi przyciągnąć nawet 4000 osób.
Na wierzchołek dojeżdża legendarna kolej linowa z Kuźnic (1936 r.), a zimą kursują także dwie kolejki krzesełkowe. Ze szczytu startują dwie najdłuższe i najbardziej widowiskowe trasy zjazdowe w Polsce – Goryczkowa (8 km) i Gąsienicowa (10 km).
Stoi tu najwyżej położone w Polsce Obserwatorium Meteorologiczne (1959 m). W budynku stacji górnej znajdziesz bar, restaurację, kiosk, a nawet poczekalnię dla tych, którzy wolą w dół wagonikiem niż na nartach.
Jest tylko jeden problem – tłumy. Kasprowy to najczęściej odwiedzany szczyt Tatr, a przyroda czasem mocno cierpi pod butami i nartami turystów.

to czuba na północnym grzbiecie Kasprowego Wierchu z tajemniczą nazwą i kilkoma ukrytymi jaskiniami (tylko dla nietoperzy). To tu znajduje się stacja pośrednia kolejki z Kuźnic na Kasprowy Wierch, gdzie przesiadasz się na górny wagonik, a w budynku tętnią życie potężne silniki napędzające całą kolej. Obok stacji polanka z ławkami, idealna na odpoczynek i podziwianie widoków: Giewont, Kasprowy Wierch, Dolina Bystrej i okolice. Wokół wapiennych skałek kwitnie tatrzańska flora: skalnice, lepnice i dzwonki – trochę nauki botanicznej przy herbatce na ławce jeszcze nikomu nie zaszkodziło!
Jaskinie na deser: Dziura i Mroźna
8.10.2024
Na koniec naszego październikowego wypadu, tuż przed powrotem do domu, postanowiliśmy zejść nieco niżej – dosłownie. Czekały na nas tatrzańskie jaskinie.
Spakowaliśmy toboły i podjechaliśmy do Doliny ku Dziurze. Samochód udało się zostawić u jednego gospodarza (za zgodą, oczywiście ). Kawałek szlaku i byliśmy przy wejściu do Jaskini Dziura. Kaski na głowę, czołówki włączone. Ja rzuciłam tekst: „Zapalam latarenkę!” – a Tomek, nasz tekściarz, błyskawicznie odpowiedział: „Dziewczyna spod latarni!”. No i wszyscy w brecht.
Sama jaskinia to szybka akcja – weszliśmy, poszperaliśmy i zaraz wróciliśmy do samochodu.
Następny punkt dnia: Jaskinia Mroźna we wschodnim zboczu doliny Kościeliskiej. Wspinaczka po stopniach rozgrzała nas przed wejściem. Tym razem się udało – jaskinia była przez długi czas remontowana, a teraz wreszcie można ją zwiedzać.
Kiedyś była oświetlana, teraz każdy musi mieć własną latarkę. Wejście jest biletowane (my kupiliśmy bilety na miejscu, ale można je też ogarnąć online TPN – Jaskinia Mroźna). Próbowaliśmy wstrzelić się między wycieczki szkolne, żeby przejść ją w spokoju – i udało się.
Droga przez jaskinię jest jednokierunkowa. Trochę schodów, sporo schylania się, kilka wąskich przejść – czyli pełen pakiet jaskiniowych atrakcji. Wyjście znajduje się po drugiej stronie, skąd schodami zeszliśmy nad potok w Dolinie Kościeliskiej. A tam – mimo października – ruch turystyczny całkiem spory.
Usiedliśmy nad brzegiem potoku, odpoczęliśmy chwilę, a potem ruszyliśmy w stronę samochodu. Aż żal było się rozstawać z górami… I podczas powrotu do domu dopadła nas już ta dobrze znana choroba: nostalgia. A na nią lekarstwo jest tylko jedno – szybki powrót w góry. I wiecie co? Kolejny wyjazd już mieliśmy w planach.
🔦Dziura
to jaskinia w Dolinie ku Dziurze, z wejściem szerokim na 3 m i wysokim na 2 m, ukryta u stóp Ściany nad Dziurą (1002 m n.p.m.). Do środka prowadzi niebieski szlak, a w środku czeka jedna duża sala, zimne powietrze (od –6°C zimą do +4°C jesienią) i kilka chrząszczy jako gospodarzy.
Dno usłane liśćmi i gliną, a światło trzeba wziąć ze sobą – elektryczności brak. Jaskinia znana jest od XIX wieku, a według podań ukrywał się tu ostatni tatrzański zbójnik, Wojtek Mateja. Ta nie zwykła dziura w skale – powstała prawdopodobnie dzięki gorącym wodom krążącym głęboko pod ziemią.
🔦Jaskinia Mroźna
to jedna z najczęściej odwiedzanych atrakcji Doliny Kościeliskiej. Ma prawie 800 metrów długości i prowadzi przez korytarze oraz komory powstałe w wyniku działania podziemnych wód. W środku panuje stała temperatura około 6 stopni Celsjusza, dlatego nawet latem warto mieć ze sobą cieplejsze okrycie.
Zwiedzanie trwa od 20 do 40 minut i wymaga zakupu biletu – to jedyna taka jaskinia w polskich Tatrach. Do 2020 roku była oświetlona sztucznie, ale dziś konieczne jest zabranie własnej latarki. W trakcie trasy można zobaczyć największą salę – Wielką Komorę, naciek o nazwie Zasłona czy niewielki zbiornik wodny zwany Sabałowym Jeziorkiem.
Wejście do jaskini znajduje się na wysokości około 1100 metrów nad poziomem morza i zostało wykonane sztucznie w latach pięćdziesiątych. Cała trasa prowadzi lekko pod górę, aż do wyjścia położonego nieco wyżej. Jaskinia Mroźna nie jest trudna technicznie, a jej przejście stanowi ciekawą przerwę podczas wędrówki Doliną Kościeliską i daje okazję, by zobaczyć tatrzańskie wnętrze od zupełnie innej strony.
Podsumowanie
Nasz październikowy wypad w Tatry był pełen wędrówek, pięknych widoków, lekkich i i intensywnych tras. Każdy dzień miał swoje wyzwania i niespodzianki. Pogoda dopisywała, a humory były jeszcze lepsze, mimo że kolana czasem dawały o sobie znać.
Wyjazdy w góry z przyjaciółmi to zawsze mile spędzone dni i ogrom śmiechu. W efekcie dorobiliśmy się nawet nowych przydomków: Krzysiek został Tofikiem, a ja – Wiedźminem .
Co dalej?
W kolejnym wpisie zmieniamy klimat! Będzie podsumowanie Grand Prix w Półmaratonie Wielkopolski 2024 oraz relacja z honorowej gali w Urzędzie Marszałkowskim – trochę sportu, trochę oficjalnych uśmiechów, łez, a przede wszystkim wspomnienia z emocjonujących tras i niezapomnianych chwil .
Nie przegap żadnych relacji!
🔗 Wskakuj do nas na FacebookaDzielimy się własnymi doświadczeniami – ale to, co dla nas było możliwe, nie zawsze będzie odpowiednie dla innych. Zachęcamy do aktywności fizycznej, ale pamiętaj: każdy ma inną kondycję, zdrowie, doświadczenie i granice komfortu.
Jeśli nie jesteś pewien, czy dasz radę – zachowaj rozsądek. Bezpieczeństwo zawsze ważniejsze niż zdobycie szczytu czy ukończenie maratonu.
👉 Więcej informacji znajdziesz w naszym zastrzeżeniu odpowiedzialności.
















































