PÓŁMARATONY WIELKOPOLSKI - GRAND PRIX - PODSUMOWANIE SEZONU 2024
SPIS TREŚCI
ToggleGrand Prix w Koronie Półmaratonów Wielkopolskich, czyli jak daliśmy się wciągnąć w bieganie na zawodach
O tym, że istnieje coś takiego jak Korona Półmaratonów Wielkopolskich, dowiedzieliśmy się od naszego górskiego kompana, Tomka. Tak, tego samego Tomka, który z Kasią dzielnie towarzyszy nam na szlakach, a potem udaje, że nie czuje nóg. Tomek z błyskiem w oku opowiadał o tych biegach Krzyśkowi, bo sam miał wiele lat biegowego doświadczenia na karku. I tak od słowa do słowa — połknęliśmy biegowego bakcyla.
No dobra… ja bardziej połknęłam stracha niż bakcyla. Bo widzicie, ja biegałam od niedawna i raczej w wersji „dziki półmaraton po lasach na Biedrusko” — bez widowni, bez numerka startowego, bez stresu. Z myślą: „a jak się zmęczę, to najwyżej się położę pod jakimś drzewem”. Ale ten pomysł z zawodami… z kibicami… i innymi biegaczami… brzmiał jak plan na koszmar senny. I faktycznie — przed pierwszym startem śniło mi się wszystko oprócz mety. Ale skoro nogi niosą, a głowa się buntuje, to czas przełamać strach.
Fizycznie byłam gotowa. Psychicznie… cóż, różnie bywało. Ale zapisaliśmy się z mężem! A jak już się zapisać, to z przytupem: Grand Prix! Wymóg minimalny to 7 biegów z 14 organizowanych w Wielkopolsce w ciągu roku. Ale żeby zdobyć brązową koronę, trzeba było przebiec 10 z 14. Zgadnijcie, którą opcję wybraliśmy? Oczywiście, tę ambitniejszą – w końcu kto by nie chciał biegać jak szalony po województwie między marcem a listopadem?
No dobrze, można było też przebiec wszystkie 14… Ale my nie jesteśmy aż tak szaleni. W końcu trzeba jeszcze czasem pojechać w góry. A jak już wpadniecie w ten koronowy wir, to macie kolejne poziomy do zdobycia:
Srebrna korona – 3 brązowe w ciągu 5 lat,
Złota korona – 3 srebrne w ciągu 15 lat.
Więc, jak widać, plan do emerytury mamy gotowy.
Szczegóły? Na stronie organizatora: https://grandprix-wielkopolski.pl/ (polecam zerknąć, bo ciężko przedstawić system punktowy i regulamin)
Na pierwszy ogień poszedł Ostrów Wielkopolski. Stres jak przed maturą, koszmary nocne, pytania egzystencjalne: „co ja tu robię?”. Krzysiek – spokój i doświadczenie. Ja – serce w gardle i puls 180 przed startem. Ale… przebiegłam! I to z lepszym czasem niż na samotnych leśnych biegach.
Potem był Poznań – niby u siebie, ale właśnie dlatego stres podwójny. Znajomi mogą widzieć. A nuż ktoś pozna…, a jak się nie wyłożę. I zaraz potem Koło – czyli moje rodzinne strony, miasto gdzie się urodziłam, więc znów emocje w pakiecie.
Od biegu do biegu — ok. dwa tygodnie przerwy na regenerację i analizę życiowych wyborów
Biegi toczyły się średnio co dwa tygodnie. Mieliśmy nawet wakacyjną przerwę, bo trzeba było przewietrzyć buty na górskich szlakach. Ale były też perełki:
Tarnowo Podgórne – bieg wieczorny, doping jak na meczu finałowym. Kibice szaleli, my razem z nimi. I to tam padła moja życiówka – [01:59:20].
Grodzisk Wielkopolski – według wielu najlepszy półmaraton w Polsce. Po biegu: jedzenie, muzyka, piwo i tańce. Zmęczeni, ale szczęśliwi.
Pobiedziska – bieg niby płaski… ale z pętelkami, podbiegami i zbiegami. Prawie jak w górach, tylko po asfalcie i w pełnym słońcu. Pot lał się strumieniami, ale dałam radę.
Krzyśkowa życiówka padła w Ostrowie Wielkopolskim z czasem [1:32:57] – i do dziś ją wspominam z dumą. Krzysiek nie, bo zbyt skromny jest.
A po co to wszystko?
No właśnie, pytanie zadawane co kilka kilometrów: „Po co mi to?” Czy nie lepiej leżeć na kanapie, z herbatką i książką? Odpowiedź zawsze wracała, najpierw cicho, potem głośniej:
Dla satysfakcji.
Dla zabawy.
Dla zdrowia.
Dla ludzi, których poznaliśmy.
Dla tego uczucia na mecie, którego nie da się opisać.
No i dla tej naszej nieformalnej ekipy – trochę biegowej, trochę turystycznej, trochę szalonej. Bo w grupie raźniej, a śmiech rozciąga więcej mięśni niż rozgrzewka.
Wielki Finał – gala z medalami, wzruszeniem i... kanapką na stojąco
L23.11.2024
I tak to zleciało.
Nie wiadomo kiedy, ale sezon półmaratoński w Wielkopolsce przeminął jak z bieżni strzelił — od zawodów do zawodów, od stresu do euforii, od zakwasów do życiówek.
Aż w końcu przyszedł czas na galę finałową.
Dla nas to było naprawdę wielkie wydarzenie. Z jednej strony święto biegaczy, a z drugiej – moment, w którym ktoś powiedział nam: „Hej, zrobiliście coś naprawdę fajnego!”. I to nie tylko biegowo, ale też emocjonalnie. Bo za każdym medalem stały:
godziny spędzone na treningach (często wtedy, gdy inni woleli koc i Netflix),
rezygnacja z niejednego leniwego poranka,
kilometry w nogach (10 biegów to ok. 211 km), przynajmniej drugie tyle na treningach.
pot, łzy, uśmiech i… kilka pytań egzystencjalnych w stylu: „czy to już meta, czy jeszcze nie?”
Gala – bieganie w wersji eleganckiej
Impreza odbyła się w gmachu Wojewódzkiego Urzędu Marszałkowskiego. Już samo miejsce podniosło rangę wydarzenia — a przecież jeszcze nie zdążyliśmy się przebrać z dresów!
Były przemówienia, prezentacje z biegów, a gdy na wielkim ekranie pojawiły się nasze zdjęcia z trasy, to wielka euforia i niejednemu oko się zaszkliło. Albo może to był pot z czoła — tak na wspomnienie tych upałów i podbiegów.
Potem nadeszła część oficjalna – rozdawanie medali, dyplomów i nagród:
najpierw brązowe korony (my! my!),
potem srebrne i złote (szacun!),
specjalne wyróżnienia dla tych, którzy przebiegli wszystkie 14 biegów (czy oni w ogóle mają wolne weekendy?),
oraz nagrody za najlepsze czasy – zarówno ogólne, jak i w kategoriach wiekowych.
Było świętowanie, ale też chwile prawdziwego wzruszenia. Największe brawa zebrały osoby najstarsze wiekiem — ich wytrwałość i forma są dla wszystkich inspiracją. Pokazali, że bieganie nie ma daty przydatności. Serio, sport ma dłuższą gwarancję niż niejeden sprzęt AGD.
Selfie, kanapki i plany na przyszłość
Po rozdaniu medali przyszła pora na grupowe zdjęcia — a że biegaczy była pokaźna gromada, to ustawianie się do zdjęcia trwało dłużej niż niektóre rozgrzewki.
Później był poczęstunek (bo medal bez kanapki to medal niepełny!) i rozmowy z innymi uczestnikami. Wymienialiśmy wspomnienia, śmieszne sytuacje z tras i… oczywiście plany na przyszłość. Bo wiadomo — odpoczynek odpoczynkiem, ale nowy sezon startował już w marcu 2025!
Wieczór zakończyliśmy kameralnie — z naszą biegową paczką znajomych pojechaliśmy świętować dalej do restauracji. Było wspominkowo, było wesoło. Celebracja była naprawdę zasłużona.
Podsumowanie
Sezon półmaratonów w Wielkopolsce był dla nas prawdziwą mieszanką potu, emocji i satysfakcji. Zdobyliśmy brązową koronę, poznaliśmy fantastycznych ludzi i przekonaliśmy się, że bieganie naprawdę nie ma daty przydatności. Potem nadszedł czas na chwilę biegowego oddechu…
Co dalej?
A już w następnym wpisie – relacja z zimowej przygody w Tatrach Zachodnich.
Będzie śnieg po kolana, górskie widoki i odrobina humoru, bo przecież inaczej się nie da!
Nie przegap żadnych relacji!
🔗 Wskakuj do nas na Facebooka

























Odnośnik zwrotny: Gala, która wynagradza każdy kilometr - Kurzopędy Na Trasie