MARATON POZNAŃ 2025 - JEJ DEBIUT I JEGO ŻYCIÓWKA
Maraton bez daty przydatności
12.10.2025
Skoro już zdobyłam brązową koronę w Półmaratonach Wielkopolski 2024, poczułam się pewniej i pomyślałam: „A może spróbować przebiec maraton w Poznaniu ?
W 2024 roku ten temat omijałam szerokim łukiem — biegałam za krótko, a o przygotowaniach maratońskich mogłam tylko poczytać w internecie. Krzysiek też nie palił się do pomysłu, mimo że dwa maratony miał już za sobą i doświadczenie znacznie większe ode mnie.
Ale pewnego dnia rzucił: „Przebiegnę maraton na pięćdziesiąte urodziny!” — i to dokładnie trzy tygodnie przed nimi.
No cóż, temat podłapałam natychmiast! Pomyślałam, że to idealny moment, żeby zadebiutować na królewskim dystansie, a przy okazji uczcić swoje urodziny też 50-te, które przypadają dwa miesiące później.
Na początku 2025 roku zapisaliśmy się na bieg.
A jak się już powie A (czyli „a może by tak jednak?”), to trzeba przeliterować cały alfabet aż do Z — jak Zawody.
Wiedziałam, że przygotowania będą trudne. Czekało nas mnóstwo treningów, wyrzeczeń i biegania w każdej wolnej chwili. Krzysiek postawił sobie ambitny cel – czas poniżej 3:30 (relacja z poprzedniego maratonu – kliknij), więc i on musiał dać z siebie wszystko (poprzednim razem nie udało mu się). Każde z nas opracowało własny plan i pilnowało go jak świętości.
Między półmaratonami i górskimi wypadami wcisnęliśmy wolne wybiegi, interwały i inne „zabawy biegowe”, które miały zbudować siłę i wytrzymałość. Łatwo nie było. Nasze organizmy czasem protestowały, mimo że staraliśmy się dbać o regenerację.
Po kilku trzydziestokilometrowych treningach stwierdziłam:
„To będzie mój pierwszy i ostatni maraton!”
Za dużo wyrzeczeń, za mało wolnych weekendów i spotkań ze znajomymi.
Często podczas treningów pytałam sama siebie:
„Dziewczyno, jak ty przebiegniesz 42 km, skoro przy ok.30 już ledwo zipiesz?”
Ale czas mijał — dziewięć miesięcy przygotowań przeleciało błyskawicznie. Ukończyliśmy ostatni bieg z cyklu Grand Prix Półmaratonów Wielkopolskich i dwa tygodnie przed maratonem odstawiliśmy bieganie. Czas na regenerację, odpoczynek i nabranie głodu biegu.
Dzień przed zawodami spędziliśmy spokojnie: relaksacyjny spacer, masaż, trochę kina domowego, sprawdzone jedzenie, sporo węgli i sen (a raczej próba snu). Ja walczyłam ze stresem i galopadą myśli — czy dam radę? czy przebiegnę cały dystans bez marszu? czy nic mnie nie rozboli?
I wreszcie nadszedł ten dzień. Pogoda – wymarzona.
Krzysiek ustawił się przy „zającach” na 3:30 i trzymał się planu, żeby nie popełnić błędu z poprzednich lat (czyli za szybki start i potem walka o przetrwanie na końcówce).
Ja miałam inny dylemat – jakim tempem biec? Zależało mi, żeby nie przejść do marszu, tylko całość pokonać w biegu. 4:45 czy 4:30?
Zdecydowałam: lecę na 4:30!
Start był falami, więc Krzysiek wybiegł dużo wcześniej. Po 16 minutach od startu elity ruszyłam i ja —bez stresu i pełna energii.
Pierwszy kilometr biegłam z peacemaker’ami – ale dla mnie za wolno.
Zaryzykowałam. Przyspieszyłam i wyszłam przed nich, mając świadomość, że to może się źle skończyć. Przecież „ściana” czyha podobno w okolicach 30. kilometra… Ale postanowiłam zaufać nogom i głowie.
Biegło się znakomicie! Miałam nawet czas na delektowanie się widokami jeziora Malta, a gdy w trasie mignęły mi flamingi z poznańskiego ZOO, pomyślałam, że to dobry znak – symbol szczęścia! (Tak trasa przebiegała przez fragment ogrodu zoologicznego.) Brawa za piękną trasę dla organizatorów: https://marathon.poznan.pl/
Podbiegi? O dziwo nie robiły wrażenia, dawałam sobie z nimi bardzo dobrze radę. Po 22. kilometrze tempo trochę spadło, ale siły nadal były. Polska złota jesień malowała trasę najpiękniejszymi barwami – naprawdę było co podziwiać, spokojnie zwiedzałam oczami Poznań.
Została „ćwiartka”. Nogi zaczęły protestować, ale głowa je napędzała.
Na 5 km przed metą znów poczułam przypływ energii — dam radę!
Przebiegłam przez stadion na Bułgarskiej po niebieskim dywanie rozłożonym na murawie. Trudno było biec po odstających kępkach trawy, ale co tam — emocje niosły! Ostatnie 2 kilometry to już jazda na oparach, ale z uśmiechem i determinacją. Doping kibiców niósł jak skrzydła – Poznań naprawdę potrafi wspierać biegaczy na całej trasie!
Ostatnie 200 metrów. Widziałam już metę, niebieski dywan, słyszałam wiwaty…
Udało się! Dobiegłam cała, zdrowa i szczęśliwa.
Łzy same napłynęły do oczu – to nie było „tylko” 42 kilometry,
to było spełnione marzenie.
Zależało mi, żeby przebiec cały dystans w ciągłym biegu, od startu do mety – i tak się stało.
A czas? 4:25:20! „Zające” na 4:30 mnie nie dogoniły, a ściana, której się tak bałam, nawet nie zajrzała na trasę.
Dzięki Bogu za siłę, zdrowie i ten niezwykły dzień.
Teraz już mogę z dumą powiedzieć: jestem maratończykiem.
Wypracowałam to ciężką pracą, uporem i wiarą w siebie.
Krzysiek też spisał się świetnie – zrobił życiówkę 3:28:18, bez kontuzji, biegł z uśmiechem od startu do mety.
Jestem z niego dumna, a on ze mnie.
Kurzopędy dali radę!
Spełniliśmy marzenia i zapisaliśmy piękny rozdział naszej biegowej historii.
Te chwile zostaną z nami na długo…
…a nogi na drugi dzień też doskonale je pamiętały.
A i jeszcze jedno, odwołuję to co powiedziałam wcześniej, jak zdrowie i czas pozwoli pobiegnę maraton za rok, bo „nie taki diabeł straszny jak go malują.”
Podsumowanie
A w życiu – tak jak w maratonie – nie ma drogi na skróty.
Żeby coś osiągnąć, trzeba włożyć w to trochę potu, czasu i cierpliwości. Ale warto! Bo każdy trening, każdy spacer, każde „nie chce mi się, ale idę” przybliża nas do celu.
Nie musisz od razu biec maratonu – zacznij od małych kroków.
Może dziś tylko krótki spacer, jutro trochę dłuższy.
Najważniejsze to zrobić ten pierwszy krok.
A wiek?
To tylko liczba na papierze – pasja, ruch i marzenia nie mają terminu ważności.
Co dalej?
W następnym wpisie ruszamy na przygodę w Słowackim Raju — będzie się działo!
Nie przegap żadnych relacji!
🔗 Wskakuj do nas na FacebookaDzielimy się własnymi doświadczeniami – ale to, co dla nas było możliwe, nie zawsze będzie odpowiednie dla innych. Zachęcamy do aktywności fizycznej, ale pamiętaj: każdy ma inną kondycję, zdrowie, doświadczenie i granice komfortu.
Jeśli nie jesteś pewien, czy dasz radę – zachowaj rozsądek. Bezpieczeństwo zawsze ważniejsze niż zdobycie szczytu czy ukończenie maratonu.
👉 Więcej informacji znajdziesz w naszym zastrzeżeniu odpowiedzialności.










