MADERA - NA SZLAKU: LAS FANAL, LEVADA DA RIBEIRA DA JANELA, 25 FONTES
SPIS TREŚCI
ToggleMadera – kolejne szlaki i miejsca, które zachwycają
Przed Wami trzecia i ostatnia część naszej maderskiej podróży. To kilka miejsc, szlaków i punktów widokowych, które odwiedziliśmy podczas naszej wędrówki po wyspie.
W poprzednich wpisach zabraliśmy Was między innymi na Pico Ruivo, Półwysep św. Wawrzyńca, Levadę Nova i do Moinho oraz na Pico Grande. Jeśli ktoś jeszcze nie widział wcześniejszych części naszej relacji, koniecznie zajrzycie do nich przed wyruszeniem z nami dalej.
A jeśli macie już je za sobą – zapraszamy na kolejny etap! I tym razem będzie równie różnorodnie: odwiedzimy niezwykły las Fanal, ruszymy wzdłuż Levada da Ribeira da Janela, wybierzemy się na szlak prowadzący do 25 Fontes i oczywiście nie zabraknie miejsc, w których warto zatrzymać się choć na chwilę, by po prostu popatrzeć.
Będzie trochę zieleni, trochę gór, szum wody, lewady, wodospady i widoki, które po raz kolejny przypomną nam, dlaczego Madera tak bardzo sprzyja aktywnemu odkrywaniu. Każdy kolejny dzień pokazywał nam inne oblicze wyspy – raz surowe i górskie, innym razem zielone, spokojne i pełne bujnej roślinności.
Zapraszamy więc na ostatnią część naszej maderskiej przygody!
Fanal – baśniowy las bez mgły, krowy, paprocie i… nieplanowany odwrót
7 i 8.08.2026
Na kolejny dzień zapowiadano pochmurną pogodę i mgłę. Idealne warunki na wizytę w lesie Fanal – miejscu, które podobno najlepiej wygląda właśnie wtedy, gdy drzewa spowijają tajemnicze opary. No cóż… pogoda jak zwykle miała własny plan. Od samego rana słońce grzało, jakby chciało nam przypomnieć, że jesteśmy na Maderze.
Zajechaliśmy na darmowy parking pod lasem Fanal. Na wejście do samego lasu nie trzeba było kupować żadnego biletu ani rezerwacji, natomiast na dalszą wędrówkę szlakiem PR 13 już tak. Slot czasowy wykupiliśmy jeszcze w Polsce, więc byliśmy przygotowani.
Już po przekroczeniu bramy ukazały się nam piękne, dostojne drzewa wawrzynowe. Fanal jest częścią Laurissilvy – jednego z najlepiej zachowanych na świecie lasów wawrzynolistnych, który na Maderze przetrwał od czasów, gdy podobne lasy porastały znacznie większą część południowej Europy. Dziś jest to niezwykle cenny ekosystem i jeden z charakterystycznych skarbów wyspy.
A drzewa? No cóż… zdecydowanie nie wyglądają jak drzewa z katalogu ogrodniczego. Są powyginane, poskręcane i pokryte mchem, a ich konary tworzą czasem naprawdę fantazyjne kształty. W niektórych można było niemal dostrzec jakąś baśniową postać.
I tylko tej mgły brakowało!
Trochę szkoda, bo przy takiej scenerii mgła dodałaby miejscu jeszcze więcej tajemniczości i mrocznego, baśniowego klimatu. Ale cóż… nie przyjechaliśmy przecież na Maderę po to, żeby marudzić na pogodę. Trzeba było podziwiać to, co dostaliśmy.
W okolicy lasu rozciągały się rozległe, zielone pastwiska, na których spokojnie luzem pasły się krowy. Był nawet niewielki wodopój dla zwierząt. Niestety susza zrobiła swoje – zamiast porządnego oczka wodnego zostało niewiele wody, a w tym, co jeszcze pozostało, grzęzły cielęta. Trochę smutny widok.
Bardzo ładnie prezentował się też niewielki wąwóz. W oddali mogliśmy podziwiać góry, a z drugiej strony ocean. Madera po raz kolejny przypomniała nam, że potrafi zmieścić naprawdę sporo krajobrazów na stosunkowo niewielkiej powierzchni.
Ruszyliśmy więc na szlak PR 13, zakładając, że będziemy iść tak długo, jak pozwolą nam siły i czas, a później po prostu zawrócimy.
Patrząc na „patelnię”, nie przewidywaliśmy jednak kolejnej długiej wędrówki. Teren był bardzo rozległy i otwarty, niezalesiony, a wzdłuż szlaku rosły krzewy, zarośla i mnóstwo paproci. Wydawało się, że słońce zrobi z nas szybko suszone pomidory.
Na szczęście roślinność okazała się naszym sprzymierzeńcem. Zarośla dawały sporo cienia, a trasa miała tylko niewielkie przewyższenia, więc wędrówka okazała się znacznie przyjemniejsza, niż początkowo zakładaliśmy.
Sam szlak był bardzo popularny. Spotykaliśmy sporo turystów, w tym – jak można się było domyślić – całkiem pokaźną grupę Polaków. Na Maderze momentami można odnieść wrażenie, że wystarczy głośniej powiedzieć „dzień dobry”, a ktoś odpowie po polsku.
Nasza przygoda na szlaku nie trwała jednak zbyt długo.
Po około godzinie spotkaliśmy młodą parę, która z dużymi emocjami przekazała nam, żebyśmy zawrócili. Według ich relacji na szlaku miał znajdować się mężczyzna z bronią, który wcześniej napadł i obrabował samotnie idącą dziewczynę. Ktoś miał już powiadomić policję.
Nie zastanawialiśmy się długo. Zawróciliśmy.
Teren rzeczywiście był taki, że gdyby ktoś znał go bardzo dobrze, zarośla dawały sporo możliwości ukrycia się, a później szybkiej ucieczki. Nie był to więc moment na sprawdzanie, czy mamy więcej szczęścia niż rozsądku.
Wkrótce okazało się, że nie tylko my zrezygnowaliśmy z dalszej wędrówki. Kto dowiedział się o sytuacji, ten zawracał. Cała wyprawa dla wielu osób zakończyła się więc dużo wcześniej, niż planowali.
Dotarliśmy z powrotem do lasu Fanal, gdzie na parkingu stała już policja i spisywała świadków. Pojawiło się również zainteresowanie ze strony telewizji, więc najwyraźniej nie była to tylko turystyczna plotka przekazywana z ust do ust.
Trudno nam było ocenić, czy podobne sytuacje zdarzają się w tym miejscu częściej, czy był to po prostu jednorazowy, niefortunny incydent. Niektórzy spotkani później ludzie mówili nam jednak, że na Maderze zdarzają się kradzieże i lepiej zachować ostrożność, szczególnie na odludnych trasach. Najbezpieczniej oczywiście nie wędrować samotnie, tylko trzymać się w grupie.
Jedno było pewne – tego dnia przygoda skończyła się szybciej, niż planowaliśmy.
A że w nogach nadal czuliśmy niedosyt, a czasu mieliśmy naprawdę sporo, zaczęliśmy szukać jakiegoś innego szlaku w pobliżu. Skoro jeden plan postanowił się nie udać, trzeba było wymyślić plan B, ale to w następnym rozdziale.
Fanal – podejście numer dwa
Ale historia lasu Fanal na tym się nie skończyła.
Następnego dnia wieczorem… wróciliśmy.
Tym razem pogoda postanowiła w końcu spełnić nasze oczekiwania. Las był spowity mgłą, a drzewa wyglądały zupełnie inaczej niż poprzedniego dnia.
I właśnie wtedy Fanal pokazał swoje prawdziwie baśniowe oblicze.
Mgła zawisła między powyginanymi konarami, ograniczając widoczność i sprawiając, że drzewa znikały gdzieś w mlecznej bieli. Pokryte mchem pnie i poskręcane gałęzie wyglądały jeszcze bardziej tajemniczo i groźnie. (Samej o zmierzchu na pewno by tu mnie nie było). Można było mieć wrażenie, że za chwilę zza któregoś drzewa wyjdzie jakiś leśny duszek albo postać z dawnej maderskiej legendy. (Tak naprawdę nie znamy żadnej).
Czyli dokładnie tak, jak wyobrażaliśmy sobie Fanal przed przyjazdem.
W końcu dostaliśmy swoją mgłę. I tym razem absolutnie nie mieliśmy na co narzekać. Wręcz przeciwnie – mgła uruchomiła naszą wyobraźnię i szybko zaczęliśmy kręcić własne scenki niczym z filmu grozy. Przy tym było bardzo zabawnie.
Przebieg szlaku:
- parking przy lesie Fanal
- fragment szlaku PR 13
- parking przy lesie fanal
🌳 Fanal – niezwykły las wawrzynowy
to jeden z najbardziej charakterystycznych zakątków Madery, położony na północno-zachodnim krańcu wyspy. Jest częścią Laurissilvy – pierwotnego lasu wawrzynowego, który jest reliktem roślinności występującej na południu Europy już 15–40 milionów lat temu.
Najbardziej charakterystyczne są tu wiekowe drzewa til (Ocotea foetens). Ich poskręcane konary i omszałe pnie tworzą niezwykły, niemal baśniowy krajobraz. Niektóre okazy liczą setki lat.
Laurissilva Madery jest wyjątkowo cenna przyrodniczo i stanowi największy zachowany obszar tego typu lasu. W 1999 roku została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Występuje tu wiele gatunków endemicznych, czyli takich, których nie spotkamy naturalnie nigdzie indziej.
Fanal słynie również z częstych mgieł. Wilgotny mikroklimat sprawia, że drzewa często pokrywają się mchem, a kiedy pojawia się mgła, las nabiera tajemniczego i niemal baśniowego charakteru.
Levada da Ribeira da Janela – skoro jeszcze chciało nam się chodzić…
7.08.2026
Około godziny 11.00 czuliśmy niedosyt. Wędrówkę musieliśmy zakończyć, ale przecież dzień dopiero się rozkręcał. No i co dalej?
Padły różne propozycje. Najlepiej byłoby wymyślić coś jeszcze do chodzenia – jakąś krótszą trasę, niezbyt daleko od miejsca, w którym byliśmy. Bo choć Madera jest naprawdę malutka, to przejazd na drugi koniec wyspy potrafi być bardzo czasochłonny. Szczególnie gdy człowiek co chwilę zatrzymuje się, bo za kolejnym zakrętem na drodze znowu jest widok, którego po prostu nie da się minąć obojętnie.
Szlaki typowo górskie w pobliżu, jak głosił internet, były niestety pozamykane. Zaczęliśmy więc szukać czegoś innego. I znowu znaleźliśmy… lewadę. Tym razem padło na Levada da Ribeira da Janela.
Opis brzmiał całkiem zachęcająco – trasa prowadząca wzdłuż kanionów, z widokami na góry i rzeką płynącą w dole. Brzmiało dobrze, więc pojechaliśmy sprawdzić, co też tym razem Madera dla nas przygotowała.
Kaniony rzeczywiście były piękne. Można było niemal zanurzyć się w ich głębi i spojrzeć wysoko w górę na potężne, strome zbocza i grzbiety. Był tylko jeden mały problem.
Susza.
Rzeka, która według opisu miała tu płynąć, najwyraźniej postanowiła zrobić sobie urlop. Jej koryto było wyschnięte, a zamiast wartkiego nurtu zostały tylko kamienie. Mogliśmy więc co najwyżej uruchomić wyobraźnię i zastanawiać się, jak wygląda to miejsce po większych opadach, kiedy woda naprawdę rusza z gór.
Sama levada prowadziła dalej i dalej – w jedną stronę można było przejść ponad 12 kilometrów. My jednak nie mieliśmy zamiaru robić kolejnej pełnowymiarowej wyprawy, więc skróciliśmy trasę i doszliśmy do odcinka za dwoma tunelami.
A właściwie Krzysiek doszedł.
Ja tym razem odpuściłam tunele i zostałam po jasnej stronie. Krzysiek wystąpił natomiast w roli Indiany Jonesa i ruszył sprawdzić, co znajduje się dalej.
Muszę przyznać, że tym razem lewada nie porwała mnie tak jak poprzednie. Nie chcę oczywiście powiedzieć, że szlak nie był piękny, bo był. Kaniony robiły wrażenie, okolica była spokojna i można było naprawdę odpocząć, wyciszyć się i nacieszyć przyrodą.
Tylko że ja lubię szlaki bardzo urozmaicone. A po wcześniejszych wędrówkach i z kolejną lewadą zaplanowaną na następny dzień, kolejny spacer wzdłuż kanału zaczął mi się wydawać trochę… powtarzalny.
Chciałam czegoś innego.
Po jakimś czasie wróciliśmy więc na parking przy trasie. Levada da Ribeira da Janela jest związana z miejscowością Ribeira da Janela, a jednym z punktów widokowo-piknikowym znajdujących się przy jej początkowo-końcowym odcinku jest Miradouro do Parque de Merendas.
Ale żeby nie było, że od początku podchodzę do tej trasy bez entuzjazmu – tuż przy zejściu ze szlaku czekała na nas jeszcze jedna atrakcja: tyrolka nad kanionem. I to już zdecydowanie mogło podnieść poziom adrenaliny! Popatrzyliśmy, pomyśleliśmy… i zjazdu nie zrobiliśmy. Cena tej przyjemności wynosiła 69 euro za osobę, więc grzecznie podziękowaliśmy. Poza tym ja aż taka odważna nie jestem, więc nawet gdyby cena była bardziej przyjazna dla portfela, prawdopodobnie również znalazłabym jakiś bardzo rozsądny powód, żeby jednak zostać na ziemi. Krzysiek być może jeszcze by się skusił, bo kilka razy korzystał z takiej przyjemności, ale tym razem solidarnie odpuściliśmy.
Skoro już skończyliśmy chodzenie, ruszyliśmy dalej w stronę naszego noclegu. A że po drodze znajdowało się kilka ciekawych miejsc, oczywiście nie mogliśmy sobie odmówić kolejnych przystanków. Krótki opis w ostatnim rozdziale.
Jak na dzień, który zaczęliśmy od pytania „no dobra, i co teraz?”, całkiem sporo się wydarzyło.A Madera po raz kolejny pokazała, że nawet kiedy człowiek nie ma konkretnego planu, trudno się tutaj nudzić.
Levada 25 Fontes – ostatnia wędrówka na Maderze
8.08.2026
I tak dotarliśmy do ostatniego dnia naszych maderskich przygód. Dnia powrotu już oczywiście nie liczymy – to przecież bardziej pożegnanie z wyspą i powrót do rzeczywistości niż kolejna przygoda.
W Polsce wykupiliśmy wcześniejszą rezerwację na szlaki PR 6, PR 6.2, PR 6.3 i PR 6.5. Rano zajechaliśmy na całkiem spory parking przy Estrada Regional 105. Póki co turystów było niewielu, więc zapowiadało się całkiem przyjemnie.
Zeszliśmy na szlak i na początek pokonaliśmy spory kawałek drogą asfaltową. I tu pierwsze zaskoczenie. Wydawało nam się, że po tygodniu oglądania maderskich krajobrazów niewiele jest nas już w stanie zadziwić. A jednak!
Droga prowadziła przez piękne, zielone zbocza, a co jakiś czas pojawiał się punkt widokowy na przełęcze i górskie zbocza. Niby tylko asfalt, a jednak widoki robiły robotę.
Po pewnym czasie weszliśmy już na właściwy szlak z lewadami. No dobra, lewady przecież już widzieliśmy wielokrotnie… ale te były jakieś takie inne. Na dodatek większość trasy prowadziła w cieniu. I bardzo dobrze! Po ilości słońca, jaką dostaliśmy przez cały tydzień, cień był już niemal atrakcją samą w sobie.
Po drodze zboczyliśmy w kierunku 25 Fontes – jednego z najbardziej znanych miejsc na tej trasie. To tutaj woda spływa po skalnej ścianie licznymi strużkami do niewielkiej, pięknie turkusowej „laguny”. Oficjalnie jest to Lagoa das 25 Fontes, zasilana wodą spływającą z Paul da Serra. Miejsce jest nie tylko efektowne, ale też geologicznie ciekawe – znajduje się tu przykład tzw. zawieszonego poziomu wodonośnego.
Nasyciliśmy oczy, nacieszyliśmy się widokiem i ruszyliśmy dalej.
W pewnym momencie wyszliśmy wyżej, skąd roztoczył się piękny widok na wiatraki oraz znajdujący się w oddali sztuczny zbiornik wodny. Ten fragment trasy był już bardziej odsłonięty, więc słońce zaczęło przypominać nam, że przecież nadal jesteśmy na Maderze.
Dalej szliśmy wśród niskich iglaków i górskiej roślinności. Cienia było niewiele, ale na szczęście szło się całkiem przyjemnie. Momentami czekały nas dość strome podejścia po nierówno ułożonych kamieniach, które udawały schody. Czyli klasyka Madery: człowiek patrzy na ścieżkę i myśli „spokojnie teraz trochę popracujemy”.
W pewnej chwili na trasie pojawiło się jedno jedyne wysokie drzewo. I nie było to przypadkowe drzewo, chyba jakiś rodzaj sosny. Zwróciło naszą uwagę już wcześniej, jeszcze z parkingu – samotne, wysokie i wyraźnie wyróżniające się na tle niskiej roślinności. Wyglądało trochę tak, jakby ktoś je zostawił tu na straży szlaku.
Potem zaczęło się zejście – miejscami dość strome i kamieniste. Po drodze co chwilę spoglądaliśmy na pięknie płynący wodospad. Można było zejść jeszcze bliżej niego, ale trzeba było pokonać trochę większych kamieni.
W pewnym momencie szlak prowadził wręcz wśród płynącej wody. Było słychać plusk strumienia, a także… kąpiących się turystów. Jak widać, na Maderze nawet górski spacer może się zamienić w naturalny aquapark.
W końcu trzeba było przejść na drugą stronę rzeki i ponownie wejść na szlak prowadzący wzdłuż lewady.
A to jeszcze nie był koniec atrakcji.
Po drodze czekał nas kolejny wodospad z niewielkim oczkiem wodnym. Żeby do niego dotrzeć, trzeba było zejść dość stromo w dół – głównie po schodach. I tak przez około 2 kilometry. Turystów było już zdecydowanie więcej.
Jeszcze wcześniej odbiliśmy na punkt widokowy, żeby oczywiście nie przepuścić kolejnej okazji do popatrzenia na maderskie krajobrazy. Potem wróciliśmy na główny szlak z lewadą.
I wtedy w oddali zobaczyliśmy już parking. A właściwie… zobaczyliśmy parking i całkiem sporą liczbę samochodów. To był znak, że nasza wędrówka powoli dobiega końca.
Po chwili dotarliśmy na miejsce. Cała nasza trasa miała około 14 kilometrów, a przejście zajęło nam ponad 5 godzin.
I chyba właśnie to, że połączyliśmy kilka szlaków – PR 6, PR 6.2, PR 6.3 i PR 6.5 – sprawiło, że trasa była tak różnorodna. Były lewady, wodospady, źródełka, kamieniste zejścia, schody, strumień, punkty widokowe, zielone zbocza i oczywiście trochę słońca. Czyli wszystko, czego można oczekiwać od ostatniej maderskiej wędrówki. Oficjalny opis PR 6.5 również podkreśla zmianę roślinności wraz z wysokością oraz szerokie panoramy w rejonie Pico Fernandes i Rabaçal.
Najbardziej zatłoczone były oczywiście odcinki prowadzące do wodospadów i 25 Fontes. Tam momentami trudno było mówić o samotności na szlaku. Ale na pozostałych fragmentach było zupełnie inaczej. Chłonęliśmy ciszę, spokojnie podziwialiśmy krajobrazy i przede wszystkim cieszyliśmy się swobodą poruszania się.
I tak właśnie zakończyliśmy nasze maderskie wędrówki. Madera po raz kolejny pokazała nam, że nawet kiedy człowiek jest już przekonany, że widział wszystko, potrafi jeszcze czymś zaskoczyć.
Przebieg szlaku:
- parking przy Estrada Regional 105 (ER 105), w rejonie Rabaçal,
- PR 6.5
- Paul da Serra
- PR 6 / Rabaçal
- 25 Fontes
- lewady i wodospady
- punkty widokowe
- Lagoa do Vento
- PR 6.2/6.3
- parking przy Estrada Regional 105 (ER 105), w rejonie Rabaçal, Paul
💧 Levada das 25 Fontes
znajduje się w rejonie Rabaçal, na płaskowyżu Paul da Serra. To jedna z najbardziej znanych i najczęściej odwiedzanych lewad na Maderze – i chyba nikogo nie trzeba przekonywać dlaczego.
Szlak prowadzi przez zielony las wawrzynowy, wśród stromych, wulkanicznych ścian i płynącej wody. Woda spływająca z wyższych partii gór wydostaje się ze skalnych ścian licznymi strużkami, tworząc słynne 25 Fontes – niewielkie wodospady i źródełka wpadające do turkusowej laguny.
W okolicy znajdują się również Lagoa do Vento, Levada do Risco i imponujący wodospad Risco.
Miejsce jest naprawdę piękne, ale ma jeden zasadniczy „minus” – popularność. Wąska ścieżka i ogromna liczba spacerowiczów sprawiają, że o odrobinę samotności na szlaku nie możemy liczyć.
PR 6, PR 6.2, PR 6.3 i PR 6.5 – informacje praktyczne
📍 Start: parking na płaskowyżu Paul da Serra – w pobliżu początku PR 6.5. Z tego miejsca rozpoczęliśmy naszą trasę.
🥾 Trasa: nasza wędrówka była połączeniem kilku oznakowanych szlaków:
PR 6.5 Vereda do Pico Fernandes → PR 6 Levada das 25 Fontes → PR 6.2 Levada do Alecrim → PR 6.3 Vereda da Lagoa do Vento, z powrotem w kierunku parkingu.
To właśnie połączenie różnych odcinków sprawiło, że trasa była znacznie bardziej urozmaicona niż klasyczne przejście samym PR 6.
📏 Dystans: około 14 km
⏱️ Czas przejścia: ponad 5 godzin – z przerwami na zdjęcia, podziwianie widoków i oczywiście obowiązkowe zachwycanie się wodospadami.
⛰️ Trudność: średnia
Trasa jest dość zróżnicowana. Są odcinki łatwe i stosunkowo płaskie, ale także sporo schodów, kamienistych zejść i podejść. Miejscami zejście do wodospadów jest dość strome.
🌿 Co zobaczymy po drodze?
- zielone zbocza Paul da Serra,
- panoramy na góry i doliny,
- lewady,
- 25 Fontes i turkusową lagunę,
- wodospady i górskie potoki,
- Lagoa do Vento,
- las Laurissilva,
- widoki na charakterystyczne maderskie krajobrazy.
PR 6 prowadzi do słynnej Lagoa das 25 Fontes, zasilanej wodą spływającą z Paul da Serra. Oficjalnie odcinek PR 6 ma 4,3 km w jedną stronę, a jego trudność określana jest jako średnia.
💧 PR 6.2 – Levada do Alecrim
To kolejny odcinek naszej trasy. Szlak prowadzi wśród zieleni w pobliżu Rabaçal i oferuje szerokie panoramy. Oficjalnie przejście zajmuje około 2,5 godziny.
💦 PR 6.3 – Vereda da Lagoa do Vento
Ten odcinek prowadzi do Lagoa do Vento, położonej w otoczeniu górskiej przyrody. Sam szlak ma około 1,8 km i według informacji turystycznych zajmuje około 1,5 godziny.
⛰️ PR 6.5 – Vereda do Pico Fernandes
Szlak rozpoczyna się przy ER 209 na Paul da Serra i dawną ścieżką schodzi w kierunku PR 6. Po drodze można podziwiać panoramę Paul da Serra i Rabaçal, a przy dobrej widoczności nawet widok 360°.
🚗 Parking: przy Estrada Regional 105 (ER 105), w rejonie Rabaça
🎟️ Rezerwacja: w przypadku PR 6 obowiązuje obecnie system rezerwacji i opłata za wejście. Oficjalna strona Visit Madeira podaje 4,50 € dla osób powyżej 12 lat.
⚠️ Ważne: to nie jest trasa, którą warto traktować jak zwykły spacer do 25 Fontes. Przy połączeniu kilku szlaków robi się z tego konkretna, całodzienna wędrówka. Warto mieć odpowiednie buty, wodę i zapas czasu. Szczególnie odcinki przy wodospadach mogą być śliskie, a pogoda na wyższych partiach Madery potrafi zmienić się bardzo szybko.
Po drodze – widoki, skały i ocean
Między kolejnymi wędrówkami robiliśmy sobie małe „przerwy na zachwyt”. Na Maderze trudno przejechać kawałek drogi i nie zatrzymać się przy którymś z punktów widokowych. Zielone, strome zbocza, miasteczka przyklejone do gór, klify, ocean i przede wszystkim niezwykłe formacje skalne – to wszystko sprawiało, że często hamowaliśmy samochód niemal odruchowo. Niektóre skały urzekły nas już z daleka i oczywiście musieliśmy zobaczyć je z bliska.
Wybraliśmy kilka miejsc, które szczególnie zapadły nam w pamięć:
✅ ER202 – punkt widokowy w drodze na Pico do Areeiro – po drodze zatrzymaliśmy się również w kilku miejscach, gdzie można było na chwilę zjechać lub zatrzymać się przy drodze i spojrzeć na górskie krajobrazy. Ten punkt nie ma konkretnej nazwy, ale widok zdecydowanie zachęcał do krótkiego postoju.
✅ Ribeira da Janela – Baloiço „I Love Ribeira da Janela” – zatrzymaliśmy się tutaj przy charakterystycznej huśtawce z napisem „I Love Ribeira da Janela”. Z tego miejsca można spojrzeć na dolinę Ribeira da Janela, otaczające ją górskie zbocza i ocean. To jeden z tych punktów, przy których warto na chwilę zwolnić i po prostu popatrzeć na krajobraz.
📍 Pinezka – Ribeira da Janela
✅ Ribeira da Janela – trzy skały – przy plaży wyrastają z oceanu trzy charakterystyczne formacje skalne, znane jako Ilhéus da Ribeira da Janela. Wyglądają trochę tak, jakby ktoś specjalnie ustawił je w morzu jako dekorację. To właśnie one przyciągnęły naszą uwagę już z daleka. Surowe skały, ciemne kamienie plaży i ocean tworzą tutaj niezwykle charakterystyczny krajobraz. Jedna z większych skał ma naturalne otwarcie przypominające okno – janela po portugalsku oznacza właśnie „okno” i od niego pochodzi nazwa tego miejsca.
📍 Pinezka – Praia da Ribeira da Janela
✅ Porto Moniz – Seixal, wodospad – kolejny przystanek i kolejny przykład maderskiego połączenia gór z oceanem. Wodospad spływający po zielonym, stromym zboczu wyglądał jak ogromny welon zawieszony nad oceanem. Nic dziwnego, że miejsce nazywane jest Véu da Noiva – Welon Panny Młodej.
📍 Pinezka – wodospad
✅ Santa Cruz – Caniço, Cristo Rei – tym razem zatrzymaliśmy się przy charakterystycznej figurze Chrystusa z rozpostartymi ramionami, stojącej wysoko nad oceanem. Widok na Atlantyk i skaliste wybrzeże robi tutaj naprawdę duże wrażenie.
📍 Pinezka – Cristo Rei
✅ Santa Cruz – Caniço, Miradouro Pico da Atalaia – i jeszcze jeden przystanek nad oceanem. Bez wielkiej atrakcji, bez specjalnych dekoracji – po prostu klif, ocean i widok, dla którego warto było znowu wysiąść z samochodu i podejść na szczyt. Madera ma zresztą tę przewagę, że nawet zwykły przystanek przy drodze potrafi zamienić się w całkiem niezły punkt widokowy.
📍 Pinezka –klif
I właśnie takie postoje bardzo lubiliśmy. Nie zawsze trzeba było ruszać na kolejny szlak. Czasami wystarczyło zjechać kawałek z drogi, wysiąść z samochodu, spojrzeć przed siebie i pomyśleć: no dobra… tutaj też warto było się zatrzymać.
Podsumowanie – nasza maderska przygoda
Za nami ostatnia porcja maderskich przygód, pełna radości, zachwytów i niezapomnianych chwil.
Madera nie jest wyspą jednego widoku ani jednego rodzaju wędrówki.
Kolejne dni prowadziły nas od surowych, skalistych wybrzeży, przez zielone lewady, aż po wysokie górskie szlaki. Było trochę adrenaliny, spokojnego wędrowania, tuneli, wodospadów, turkusowej wody i oczywiście mnóstwo pięknych widoków.
Był Pico Ruivo – najwyższy szczyt Madery oraz Pico Grande, który dostarczył nam sporej dawki górskich emocji. Był Półwysep św. Wawrzyńca – surowy, kolorowy i zupełnie inny od reszty wyspy.
Nie zabrakło też lewad. Wędrowaliśmy wzdłuż kanałów, zaglądaliśmy do wodospadów i przechodziliśmy przez tunele. Levada Nova i Levada do Moinho oraz okolice 25 Fontes pokazały nam, jak niezwykły świat stworzyły tutaj góry i woda.
Był tajemniczy Fanal z powykręcanymi drzewami, Vereda dos Balcões z widokiem na zielone góry i Funchal – trochę miasta, trochę oceanu, tropikalna roślinność, kolejka linowa, zjazd saniami i oczywiście delfiny.
Było gorąco, czasem naprawdę bardzo. Były podejścia, zejścia, schody, kamienie i momenty, kiedy nogi przypominały nam, że urlop niekoniecznie oznacza odpoczynek. Ale były też zachwyty, śmiech, spontaniczne pomysły i mnóstwo wspomnień, zdjęć oraz materiału, który teraz próbujemy jakoś ogarnąć.
Przejechaliśmy i przeszliśmy spory kawałek wyspy, odkrywając zarówno popularne miejsca, jak i takie, w których można było na chwilę zostać sam na sam z naturą.
Nie zobaczyliśmy wszystkiego – i bardzo dobrze. Zawsze zostaje coś na następny raz. Kto wie…
A jeśli dotarliście z nami aż tutaj – dzięki za wspólną podróż! Mamy nadzieję, że nasze maderskie historie zachęciły Was choć trochę, żeby zobaczyć tę niezwykłą wyspę na własne oczy.
Do zobaczenia na kolejnym szlaku!
Co dalej?
Podróż na Maderę szybko dobiegła końca, ale my zdecydowanie nie zwalniamy! W kolejnym wpisie wracamy w góry, tym razem na Słowację. I tym razem pogoda naprawdę nam dopisała!
Dzięki temu udało nam się zrealizować jedno z naszych górskich marzeń – zdobyliśmy Gerlach, najwyższy szczyt Słowacji, Tatr i Karpat!
Przed nami kolejne górskie wędrówki, nowe widoki i oczywiście nowe przygody. Bo jak widać, po Maderze nogi nie zdążyły jeszcze odpocząć.
Nie przegap żadnych relacji!
🔗 Wskakuj do nas na FacebookaZobacz wersję ruchomą naszej wędrówki
Filmy z naszej podróży już powstają systematycznie! 🎥 Na YouTube pojawią się w ciągu najbliższych 2 miesięcy. Dziękujemy za cierpliwość i zapraszamy do oglądania!
Dzielimy się własnymi doświadczeniami – ale to, co dla nas było możliwe, nie zawsze będzie odpowiednie dla innych. Zachęcamy do aktywności fizycznej, ale pamiętaj: każdy ma inną kondycję, zdrowie, doświadczenie i granice komfortu.
Jeśli nie jesteś pewien, czy dasz radę – zachowaj rozsądek. Bezpieczeństwo zawsze ważniejsze niż zdobycie szczytu czy ukończenie maratonu.
👉 Więcej informacji znajdziesz w naszym zastrzeżeniu odpowiedzialności.












































































