CZESKIE WODOSPADY
SPIS TREŚCI
Toggle
Czeskie wodospady – podejście drugie
9.11.2023
Listopad 2023 roku, chłodne powietrze, dzień coraz krótszy… a my znowu zapragnęliśmy odrobiny gór. Tym razem zaplanowaliśmy Góry Izerskie, ale zanim tam ruszyliśmy – postanowiliśmy rozliczyć się z zaległościami. Przyszła pora na drugie podejście do czeskich wodospadów. Takie górskie poprawiny.
Zatrzymaliśmy się w Szklarskiej Porębie i stamtąd wyruszyliśmy w stronę schroniska pod Łabskim Szczytem. Pogoda była zdecydowanie łaskawsza niż podczas naszej pierwszej wizyty. Wiatr co prawda dalej potrafił dmuchnąć po polskiej stronie, ale już nie urywał głowy. Za to zimowa aura – śnieg, mróz i niebo pomalowane chmurami w najdziwniejsze kształty – zrobiły niesamowity klimat. Mam wrażenie, że tam zawsze jest tak samo: trochę bajkowo, trochę surowo, trochę jak z innej planety.
Kiedy przekroczyliśmy granicę, Czechy przywitały nas spokojem i ciszą. Szliśmy długo przez ścieżki zasypane śniegiem, aż dotarliśmy do Wodospadu Panczawskiego – wyznaczyliśmy go sobie na pierwszy ogień, a Łabski miał być na drogę powrotną.
I tu zaskoczenie: Panczawski nie był tak okazały, jak się spodziewaliśmy. A może to dlatego, że oglądaliśmy go tylko z góry – z punktu widokowego, który nie pozwalał zajrzeć mu w „wodne serce”. Przypuszczam, że widok z dołu byłby znacznie bardziej spektakularny, ale takie widoki może sobie zafundujemy, przy następnym podejściu nr. 3.
Po kilku fotkach uszyliśmy z powrotem w stronę schroniska Łabska Bouda. Niedaleko stamtąd znajduje się Wodospad Łabski, czyli drugi punkt naszego wodospadowego planu.
No cóż… Ten też nas nie porwał. Może to kwestia pory roku, może ilości wody, a może po prostu byliśmy bardziej zachwyceni krajobrazem niż samym wodospadem. Ale czy to źle? W końcu czasem droga i widoki są ważniejsze niż sam cel.
Po krótkim postoju ruszyliśmy w dół – tym samym szlakiem – do Szklarskiej Poręby. Tam tylko szybka regeneracja i przeskok do Świeradowa-Zdroju, gdzie czekał na nas nocleg. A rano? Rano ruszyliśmy na podbój Gór Izerskich – ale to już inna opowieść.
Przebieg szlaku:
- Szklarska Poręba
- Schronisko Pod Łabskim Szczytem
- Mokre Rozdroże
- Czeska Ścieżka
- Czeska Budka
- Źródła Łaby
- Schronisko Labská bouda
- Pančavský vodopád
- Powrót tym samym szlakiem zahaczając o Labský vodopád
- Schronisko Labská bouda – Szklarska Poręba – Szklarska Poręba

















💧 Wodospad Panczawski (Pančavský vodopád)
📍 Karkonosze, Czechy | Wysokość: ok. 148 m – najwyższy wodospad w Czechach!
Jeśli chodzi o tytuły, to Panczawski wygrywa – to król czeskich wodospadów. Imponujące 148 metrów spadku wody robi wrażenie… przynajmniej na papierze. W rzeczywistości (zwłaszcza zimą) można go zobaczyć jedynie z góry – z punktu widokowego Ambrožova vyhlídka, który zawieszony jest nad stromym urwiskiem.
👀 Z góry wygląda raczej nieśmiało – wąski strumień wody, który bardziej szepcze, niż ryczy. Ale spokojnie – latem, przy większym przepływie, potrafi pokazać pazur.
🌲 Otoczony surowym krajobrazem karkonoskich łąk i kosodrzewiny, wodospad zasilany jest przez potok Panczawa (Pančava), który spływa z Łąk Panczawskich (Pančavská louka) – to jedno z najwyżej położonych torfowisk w Czechach!
📸 Punkt widokowy z panoramą doliny Łaby i głębokiego kotła lodowcowego – obowiązkowy przystanek każdego wędrowca.
💧 Wodospad Łabski (Labský vodopád)
📍 Karkonosze, Czechy | Wysokość: ok. 35 m
Położony dosłownie rzut beretem (albo śnieżką) od schroniska Łabska Bouda.
Spada z progu skalnego do głębokiej doliny – to jedno z miejsc, gdzie rzeka Łaba zaczyna swoją długą, europejską przygodę. Tak, tak – ta sama Łaba, która potem płynie przez Drezno i Hamburg, ma swoje źródła właśnie tutaj, w Karkonoszach!
🌬️ Zimą często przysypany śniegiem, otoczony lodowymi naciekami i soplami, podobno wygląda jak z baśni Andersena. Ale… no cóż my tego nie widzieliśmy, jego urok był raczej subtelny. Nie rzucał na kolana hukiem ani rozmachem – bardziej zaprasza do zadumy przy gorącej herbacie z termosu.
Podsumowanie
Drugie podejście do czeskich wodospadów możemy spokojnie uznać za udane – pogoda dopisała, wiatr nie wygonił nas ze szlaku, a krajobrazy raz po raz kazały sięgać po aparat. Choć same wodospady nie rzuciły nas na kolana wielkością czy hukiem, to cała trasa miała w sobie coś magicznego – jakby zimowe Karkonosze chciały powiedzieć: „wracajcie częściej”.
Czasem nie chodzi o spektakularne widowisko, ale o spokój, śnieżny skrzyp pod butami i to poczucie, że jesteś dokładnie tam, gdzie trzeba. My właśnie to znaleźliśmy.
Co dalej?
W kolejnym wpisie zapraszamy Was do odkrywania uroków Gór Izerskich – czekają tam dzikie szlaki, zaczarowane lasy i krajobrazy.
Nie przegap żadnych relacji!
🔗 Wskakuj do nas na FacebookaDzielimy się własnymi doświadczeniami – ale to, co dla nas było możliwe, nie zawsze będzie odpowiednie dla innych. Zachęcamy do aktywności fizycznej, ale pamiętaj: każdy ma inną kondycję, zdrowie, doświadczenie i granice komfortu.
Jeśli nie jesteś pewien, czy dasz radę – zachowaj rozsądek. Bezpieczeństwo zawsze ważniejsze niż zdobycie szczytu czy ukończenie maratonu.
👉 Więcej informacji znajdziesz w naszym zastrzeżeniu odpowiedzialności.
