SZLAKIEM ORLICH GNIAZD CZ. 2

Szlak Orlich Gniazd – zamki na skałach

Szlak Orlich Gniazd to jeden z najbardziej znanych szlaków turystycznych w Polsce. Prowadzi z Krakowa do Częstochowy przez malowniczą Jurę Krakowsko-Częstochowską i ma prawie 164 km długości. Na mapach i w terenie oznaczony jest czerwonym kolorem, więc łatwo go wypatrzyć.

Dlaczego „Orle Gniazda”? Bo większość zamków i warowni zbudowano wysoko na wapiennych skałach wystających  czasem nawet 30 metrów nad ziemią. Patrząc na nie z dołu, naprawdę można odnieść wrażenie, że ktoś postawił je tam trochę jak gniazda… tylko zamiast orłów mieszkali w nich rycerze i strażnicy pilnujący królewskich granic.

Same zamki powstawały głównie w XIV wieku, kiedy miały bronić granic Królestwa Polskiego.  

Na trasie szlaku znajdują się między innymi: Korzkiew, Ojców (ruiny ), Pieskowa Skała,  Rabsztyn (ruiny), Bydlin  (ruiny), Smoleń  (ruiny), Pilica (po przebudowie pałac na posiadłości prywatnej), Ogrodzieniec  (największe ruiny), Bąkowiec w Morsku (ruiny), Bobolice (zamek w trakcie odbudowy),Mirów (ruiny), Olsztyn koło Częstochowy (ruiny) 

Niektóre opracowania do „rodziny” Orlich Gniazd zaliczają też zamki nieco dalej od głównej trasy, jak Tenczyn w Rudnie, Lipowiec w Babicach, zamek w Siewierzu czy zamek w Będzinie, a na symbolicznym początku szlaku stoi przecież Wawel w Krakowie.

Dziś zamiast załogi królewskiej spotkamy tam głównie turystów, rowerzystów i wędrowców. Jedni pokonują cały szlak pieszo, inni na rowerze, a jeszcze inni – tak jak my tym razem – od zamku do zamku, trochę szybciej, bo samochodem, ale z taką samą ciekawością.

Jak zobaczyć 11 zamków w dwa dni (i nie zwariować)

7-8.03.2026

Zamek Pilcza
Zamek Pilcza

Krzysiek zmienił pracę, a jak to zwykle bywa na początku z wolnym bywa krucho. Urlop trzeba dawkować ostrożnie, a dłuższe wyjazdy odkładać na „kiedyś”. Tylko, że my dość słabo radzimy sobie z tym odległym słowem kiedyś. Bo pragnienie zobaczenia czegoś nowego potrafi być u nas bardzo uparte.

W końcu padło pytanie z mojej strony:
– A może… zamki?

Pomyślałam sobie, że przecież nie zawsze trzeba planować wielkie wyprawy z długimi wędrówkami. Można też trochę pozwiedzać przy dwóch niepełnych dniach – nawet jeśli sporą część czasu zje podróż. A że kilka zamków ze Szlaku Orlich Gniazd już kiedyś widzieliśmy, to pojawiła się myśl: może czas na kolejne?

Tym razem postanowiliśmy podejść do sprawy trochę inaczej niż zwykle. Bez wielkich trekkingów, bez wielogodzinnych podejść. Plan był prosty: samochodem od zamku do zamku. Trochę zwiedzania, trochę spacerów wokół murów, trochę historii i oczywiście mnóstwo pięknych jurajskich krajobrazów.

Krzysiek – jak to Krzysiek – natychmiast zabrał się za logistykę. Mapy, odległości, czasy przejazdów, kolejność zamków… wszystko zostało dokładnie przeanalizowane. Po chwili spojrzał na mnie i powiedział z pełną powagą:

– Myślę, że damy radę zobaczyć… jedenaście zamków.

Jedenaście.
W dwa dni.

Brzmi ambitnie? Trochę tak. Ale uznaliśmy, że najwyżej któryś odpuścimy, jeśli zabraknie czasu. W końcu zamki nie uciekną. A jeśli coś zostanie na później – zawsze można tam zajrzeć przy okazji kolejnego wyjazdu w góry.

Początkowo mieliśmy jechać tylko we dwoje. Plan był już prawie dopięty, kiedy w ostatniej chwili dołączyli do nas Kasia i Tomek, którzy często nam towarzyszą podczas wędrówek. A jak wiadomo, dobra ekipa potrafi zamienić zwykły wyjazd w naprawdę świetną przygodę.

I tak w sobotę, bardzo wcześnie rano – a właściwie jeszcze w nocy – zadzwonił budzik 3:30.

Nie będziemy ukrywać, że o tej porze człowiek zadaje sobie różne pytania egzystencjalne. Na przykład: czy naprawdę warto wstawać o tej godzinie dla kilku starych murów?

Ale wystarczyło wyjść z domu, wsiąść do samochodu i ruszyć w drogę, żeby wiedzieć, że odpowiedź brzmi: tak, zdecydowanie warto.

Ruszyliśmy w stronę Śląska, a potem w kierunku Małopolski – na słynny Szlak Orlich Gniazd, gdzie na wapiennych skałach od setek lat stoją zamki, strażnice i ich malownicze ruiny.

Przed nami był weekend pełen historii, widoków i jurajskich krajobrazów. No i oczywiście mała próba logistyczna: czy naprawdę da się zobaczyć tyle zamków w dwa dni?

Inne wpisy zamków na szlaku Orlich Gniazd kliknij: cz.1 i cz.3

Zamek Olsztyn – brama do jurajskich legend i spacer wśród skał

woj.śląskie

Podjechaliśmy na pierwszy parking pod zamkiem w Olsztynie koło Częstochowy. Wybraliśmy taki tuż pod zamkiem – wygodny, blisko wejścia i bez zbędnego krążenia po okolicy. Opłata wynosiła 20 zł, z tego co pamiętamy chyba za około 4 godziny postoju. Jeśli ktoś lubi trochę bardziej ekonomiczne rozwiązania, w okolicy można znaleźć także nieco tańsze parkingi. My jednak postawiliśmy na opcję „wysiadamy i już jesteśmy prawie na miejscu”.

Na początek przywitała nas piękna brama, która od razu wprowadza w zamkowy klimat. Człowiek już zaczyna czuć historię, już wyobraża sobie te dawne czasy… a tu zaraz za bramą czeka rzeczywistość w postaci kasy biletowej. No i trzeba było kupić bilety.

Bilet normalny kosztował 12 zł, ale szczerze mówiąc – zdecydowanie było warto. Bo gdy tylko weszliśmy na teren ruin, zaczęła się naprawdę przyjemna wędrówka zamkowymi ścieżkami, pomiędzy skałami, starymi murami. Spacer wokół zamku sam w sobie był bardzo klimatyczny, a kiedy dochodzi do tego jeszcze możliwość wejścia na wieżę (osobny bilet), zrobiło się naprawdę ciekawie.

Z góry rozciągają się piękne widoki na okolicę Jury Krakowsko-Częstochowskiej – widać falujące wzgórza, wapienne skały, pola i dachy Olsztyna. Przy dobrej pogodzie panorama jest naprawdę szeroka i można przez chwilę poczuć się trochę jak dawny strażnik, który z murów wypatrywał, czy coś nie zbliża się do zamku.

Był też osobny bilet do baszty studziennej, więc jeśli ktoś chce zobaczyć wszystko dokładniej, może spokojnie zajrzeć również tam.

Dla naszych nóg był to prawdziwy raj, bo jak wiadomo – my bardzo lubimy spacerować. A tutaj ścieżek, zakamarków i miejsc do zaglądania jest całkiem sporo. Trochę kamieni, trochę skał, trochę historii i można chodzić, chodzić i jeszcze raz chodzić.

Pogoda była wręcz idealna. W powietrzu czuć już było delikatny powiew wiosny, choć drzewa i łąki dopiero przygotowywały się do zielonego wybuchu życia. Słońce świeciło delikatnie, a krajobraz miał jeszcze ten spokojny, wczesnowiosenny charakter.

Spacerując pomiędzy ruinami łatwo było na chwilę się zatrzymać i pomyśleć o tym, ile historii wydarzyło się w tym miejscu. Te stare mury widziały przecież rycerzy, strażników, podróżników i zwykłych ludzi, którzy żyli tu setki lat temu. Idąc po kamiennych ścieżkach można przez moment spróbować wyobrazić sobie, jak kiedyś wyglądało życie w takiej warowni – jak ktoś pełnił wartę na wieży, ktoś inny przynosił wodę ze studni, a jeszcze ktoś przechadzał się tą samą drogą, którą dziś spacerują turyści.

To takie chwile, kiedy człowiek na moment zwalnia i naprawdę czuje ducha miejsca.

A jeśli macie ochotę poczuć odrobinę tej atmosfery razem z nami, zapraszamy do obejrzenia kilkuminutowego filmiku z tego miejsca ( link na końcu wpisu). W tle towarzyszą mu pradawne dźwięki, które dodają całej scenerii jeszcze więcej klimatu. Może dzięki nim uda się Wam choć na chwilę przenieść myślami w dawne czasy naszych przodków.

🏰 Zamek w Olsztynie

Na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, wśród wapiennych skał, dumnie sterczą ruiny jednego z Orlich Gniazd. I choć dziś to romantyczna ruina, kiedyś był to twardy strażnik pogranicza.

Pierwsza wzmianka o zamku (zamek w Przemiłowicach) pochodzi z 1306 roku, ale najpewniej stał tu już w XIII wieku. W XIV wieku rozbudował go sam Kazimierz Wielki – a on, jak wiadomo, „zastał Polskę drewnianą…”.

Zamek widział spiski, oblężenia i królewskie wizyty (gościł tu m.in. Zygmunt II August). Według legendy w lochach zagłodzono wojewodę Maćka Borkowica – i podobno do dziś coś tam jęczy i brzęczy kajdanami. Klimat jest.

Rok 1587. Wojska arcyksięcia Maksymiliana próbował zdobyć twierdzę. Dowódca bronił zamku mimo dramatycznego szantażu wroga. Obrona się udała, ale historia miała bardzo gorzki finał (poświęceniem jednak życia syna dowódcy). 

Potem przyszedł potop szwedzki i… było po zamku. Artyleria zrobiła swoje, odbudowa się nie opłacała, a mieszkańcy przez lata traktowali ruiny jak darmowy skład budowlany.

Do dziś zobaczysz potężną cylindryczną wieżę (stołp), wieżę kwadratową, fragmenty murów i piwnice. Widoki z góry? Jura w pełnej krasie.

A wisienka na torcie: w jednej z jaskiń na terenie zamku odkryto setki narzędzi neandertalczyków. Czyli zanim pojawili się rycerze, byli tu już inni „lokatorzy”.

Dziś ruiny są udostępnione do zwiedzania – i zdecydowanie warte spaceru. Bo to miejsce, gdzie historia miesza się z legendą, a wiatr między murami robi najlepszą ścieżkę dźwiękową.

Zamek Ostrężnik - ukryty w lesie na skale

woj.śląskie

🏰 Zamek Ostrężnik

Jeśli lubisz zamki z klimatem tajemnicy, to Ostrężnik wygrywa w przedbiegach. Ruiny ukryte w lesie, na wapiennej skale (380 m n.p.m.), kilka kilometrów od Janowa – brzmi jak początek legendy? Bo trochę nią jest.

O zamku kroniki milczą prawie całkowicie. Archeolodzy podejrzewają, że powstał na początku XIV wieku, możliwe że z inicjatywy Jana Muskata.

I tu robi się ciekawie: brak śladów dłuższego użytkowania sugeruje, że… mógł nigdy nie zostać ukończony. Znaleziono nawet pryzmy kamieni gotowych do budowy. Czyli trochę jak inwestycja deweloperska, która nie doczekała się finału.

Są też teorie bardziej pikantne – że było to tajne więzienie dla możnych albo siedziba rycerzy-rabusiów. Jedyny historyczny zapis wspomina o „ruderze wieży czy zamku”. Krótko, konkretnie i bez wyjaśnień.

Zamek miał część górną i dolną, dwa podzamcza, fosę, mury grube na 2 metry i basztę wysuniętą przed lico murów. Solidna konstrukcja jak na obiekt, który być może działał tylko chwilę.

Dziś zostały fragmenty murów (do metra wysokości), ziemne wały i skała, która wciąż robi wrażenie. Wszystko w lesie – cisza, mech, ścieżki i klimat „tu coś było”.

W skale kryje się też Jaskinia Ostrężnicka – około 90 metrów korytarzy. Idealne miejsce, jeśli ktoś nadal wierzy w ukryte skarby.

Mówi się o rycerzach-rozbójnikach, zasypanych łupach i podziemnym tunelu aż do Zamek w Olsztynie. Brzmi mało prawdopodobnie? Być może. Ale w takim miejscu aż chce się wierzyć.

Ostrężnik to nie zamek „wow” z folderu turystycznego. To zamek „hmm… coś tu jednak było”. I właśnie dlatego ma swój urok.

 

Zamek Mirów – kamienna potęga z widokiem na jurajskie wzgórza

woj.śląskie

Dalej w podróż! Następny przystanek: Zamek Mirów. Zaparkowaliśmy na parkingu przy zamku – i tu mała ciekawostka: parking był bezpłatny dla klientów restauracji. Można więc spokojnie zjeść obiad albo wypić kawę. My wybraliśmy opcję kawki za 15 zł, która, swoją drogą, smakowała jeszcze lepiej, bo delektowaliśmy się dodatkowo widokiem zamku. Dostaliśmy coś w rodzaju bileciku parkingowego i już czuliśmy, że zaczyna się kolejna część przygody.

Po małym odpoczynku ruszyliśmy asfaltową drogą wzdłuż murów, cały czas mając przed sobą imponującą, kamienną budowlę. Naprawdę prezentowała się efektownie – można było poczuć tę średniowieczną majestatyczność. Przed wejściem stała kasa biletowa. Można było kupić bilet tylko na Zamek Mirów albo łączony bilet na Mirów i Bobolice. Naturalnie wybraliśmy wariant numer dwa – nie mogliśmy przecież ominąć zamku, który znajdował się kilka kroków dalej. Mały spacer – ok. 30 minut.

Sam zamek zachwycił nas od pierwszego kroku. Spacerowaliśmy wokół murów, między skałami, podziwiając piękne widoki na okolicę i pozwalając wyobraźni odtworzyć dawne życie zamku. Było spokojnie, bez pośpiechu – taki moment, kiedy każdy krok koi myśli, a przestrzeń wokół daje oddech.

Potem wyruszyliśmy ciekawą ścieżką wśród skał i zarośli, kierując się ku zamkowi Bobolice. Po drodze wciąż czuć było nutę historii, a każdy krok budził ciekawość, co czeka za kolejnym zakrętem. Bobolice już kusiły swoją odbudowaną formą, a my byliśmy niecierpliwi – ciekawi, jakie tajemnice i widoki skrywa kolejna warownia.

I tak, spacerując między tymi dwoma zamkami, poczuliśmy, że Szlak Orlich Gniazd to nie tylko historia, ale też przygoda, wyobraźnia i trochę dziecięcej ekscytacji, która sprawia, że każdy zamek staje się miejscem, gdzie można poczuć ducha przeszłości. 

🏰 Zamek w Mirowie

Na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, niedaleko Bobolic, stoi (a właściwie długo stał jako malownicza ruina) jeden z bardziej fotogenicznych Orlich Gniazd. Dziś przechodzi odbudowę, więc znów nabiera zamkowej godności.

Zamek powstał w XIV wieku za czasów Kazimierz Wielki. Na początku był niewielką kamienną strażnicą podporządkowaną pobliskiemu Zamek w Bobolicach. Taki średniowieczny duet ochrony granicy.

Pierwotnie miał około 270 m² – skromnie. Ale kolejni właściciele mieli ambicje (i chyba potrzebę większej garderoby), więc rozbudowali go do około 1200 m². Był mur obwodowy, fosa, brama i wewnętrzny dziedziniec – czyli pełen pakiet „zamek deluxe”.

Przez wieki zmieniał właścicieli, rozrastał się, podwyższał i piękniał. Aż przyszedł potop szwedzki i zrobił to, co potop robi najlepiej – zniszczył.

Mimo prób remontów zamek stopniowo pustoszał, aż w XVIII wieku został opuszczony. Potem mieszkańcy okolicy potraktowali go jak darmowy skład kamienia. Recykling w stylu staropolskim.

Przez długie lata był romantyczną ruiną z widokiem na jurajskie skały i – oczywiście – na Bobolice po sąsiedzku. Obecnie jest stopniowo odbudowywany, więc coraz mniej w nim „ruin”, a coraz więcej „zamku”.

Mirów to przykład, jak średniowieczna twierdza potrafiła zmieniać się w wygodniejszą rezydencję, a potem… w malowniczą pocztówkę z Jury.

I nadal świetnie wygląda na zdjęciach – nawet jeśli przez chwilę trzeba ominąć rusztowania.

Zamek Bobolice – kamienna podróż w czasie

woj.śląskie

Jakże cieszyliśmy się, że do zamku Bobolice mogliśmy dotrzeć pieszo, a nie podjechać samochodem – choć taka opcja oczywiście była możliwa. Spacer wśród drzew i skał dodawał całej wędrówce magii. I nagle, zza koron drzew, pojawił się on – cudowny zamek Bobolice, stojący dumnie na wapiennej skale, z wieżami smukłymi niczym strzały i murami jakby wprost z bajki – nie mogło być inaczej, żeby nie poczuć dreszczyku ekscytacji.

Na podejściu, podobnie jak przy zamku Mirów, powitały nas niezwykłe wapienne formacje skalne, tworzące malownicze ostańce jurajskie. Każdy krok sprawiał wrażenie, że spacerujemy po prawdziwym krajobrazie prehistorycznym – natura i historia w jednym.

Zwiedzanie samego zamku odbywało się w wyznaczonych godzinach (co pół godziny do 15:30) – zamek był wciąż w remoncie, więc przestrzeni do zwiedzania nie było dużo. Mimo to, niewielki obiekt pokazał nam kilka ciekawych eksponatów muzealnych i wnętrze ruin, a przede wszystkim – widok na okoliczne wzgórza Jury, które zapierał dech w piersiach.

Szczególną uwagę przyciągnęła kamienna posadzka. Gdzie niegdzie w kamieniu można było dostrzec skamieniałe skorupiaki – zwinęte w spiralę, w różnych rozmiarach. Widok tych drobnych śladów pradawnego życia sprawił, że nasze myśli cofnęły się nie tylko do średniowiecza, ale wręcz do czasów, gdy powstawała sama Ziemia, do milionów lat temu. Trochę filozofowania, trochę zachwytu nad potęgą natury – a wszystko w cieniu zamkowych murów.

Warto wspomnieć, że kompleks Mirów–Bobolice jest dość oblegany przez turystów. W sezonie wakacyjnym spokojne zwiedzanie może być nieco utrudnione. Dlatego lepiej wybrać poza weekendem lub poza szczytem sezonu, żeby w pełni poczuć klimat miejsca.

Mimo wszystko – zdecydowanie warto tu przyjechać. Spacer między Mirów a Bobolicami, pośród skał, murów i historii, daje poczucie, że przenosimy się w czasie. I choć nie wszystko jest dostępne do zwiedzania, ten fragment Jury zapada w pamięć na długo.

🏰 Zamek w Bobolicach

 to jedna z najbardziej charakterystycznych warowni na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, położona na wysokiej wapiennej skale we wsi Bobolice. Należy do systemu obronnych zamków zwanych Szlakiem Orlich Gniazd, które powstawały na trudno dostępnych skałach, aby strzec granic i ważnych szlaków handlowych.

Warownia została wzniesiona w XIV wieku, prawdopodobnie z inicjatywy króla Kazimierz III Wielki, który budował na tym terenie sieć zamków obronnych chroniących południowo-zachodnią granicę Królestwa Polskiego. W kolejnych wiekach zamek przechodził w ręce różnych rodów rycerskich i był stopniowo rozbudowywany.

W XVII wieku, podczas wojen i najazdów, zamek został zniszczony i przez długi czas pozostawał w ruinie. Dopiero na początku XXI wieku rozpoczęto jego rekonstrukcję. Dzięki tym pracom warownia odzyskała dawny wygląd i dziś jest jednym z najlepiej odrestaurowanych zamków na Szlaku Orlich Gniazd.

Obecnie zamek jest udostępniony do zwiedzania. W jego wnętrzach można zobaczyć sale stylizowane na średniowieczne komnaty, a z murów roztacza się piękny widok na jurajskie skały i okoliczne lasy. Dzięki odbudowie zamek w Bobolicach stał się jedną z największych atrakcji turystycznych Jury.

Zamek Pilcza – podróż do średniowiecza

woj.śląskie

Czas na Zamek Pilcza w Smoleniu – który pierwotnie planowaliśmy odwiedzić dopiero drugiego dnia. Dzięki dobrej logistyce i… odrobinie szczęścia udało nam się zwiedzić go jeszcze pierwszego dnia.

Dotarliśmy na darmowy parking przy zamku, co od razu dodawało punktów do pozytywnego nastroju. Przed wejściem stała kasa biletowa – 25 zł za bilet normalny. Ruszyliśmy lekko pod górę, mijając schody, którymi później wracaliśmy, i weszliśmy na ścieżkę prowadzącą przez las.

Wśród drzew wyrastały ruiny zamku. Z lewej strony wysokiego muru widać było wejście do ruin, które… celowo ominęliśmy – zostawiliśmy je na później, aby podsycić napięcie. Ruszyliśmy prosto i nagle naszym oczom ukazał się mostek, który jakby zapraszał do zupełnie innej krainy. Przeszliśmy przez otwartą bramę i stożkowe przejście, i nagle znaleźliśmy się w miejscu tajemniczym, pełnym historii i klimatów średniowiecza.

Kilka drewnianych schodów zaprowadziło nas na mury zamku, skąd mogliśmy podziwiać wnętrze ruin – fragmenty murów. Potem wróciliśmy mostkiem w stronę wejścia, które ominęliśmy na początku, i weszliśmy schodami na dziedziniec. Stamtąd prowadziło wiele przejść do „komnat” – miejsc, w których kiedyś tętniło życie zamku. Można było wyobrazić sobie rycerzy, strażników, kucharki, a nawet królów, którzy stąpali po tych kamiennych podłogach (obecnie wiele ich nie było).

Na deser czekały kręte schody na wieżę, z której rozpościerał się piękny widok na okoliczne wzgórza Jury Krakowsko-Częstochowskiej i malownicze ruiny wokół. Momentami trudno było oderwać wzrok – wszystko wydawało się jak scena z filmu historycznego.

Ale, jak to w przygodach bywa, wszystko co piękne szybko się kończy. Trzeba było wracać do samochodu i ruszać w stronę ostatniego zamku tego dnia. Jednak z Pilcza wyszliśmy pełni wrażeń i zachwytów – kolejne miejsce na Szlaku Orlich Gniazd, które na długo zostanie w naszej pamięci.

🏰 Zamek Pilcza w Smoleniu

 to malownicze ruiny średniowiecznej warowni położone na wysokim wapiennym wzgórzu na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, w powiecie zawierciańskim. Należy do systemu obronnych warowni znanych jako Szlak Orlich Gniazd, ponieważ podobnie jak gniazda orłów został zbudowany na trudno dostępnej skale.

Zamek powstał prawdopodobnie w XIV wieku z inicjatywy Ottona z Pilczy. Początkowo składał się z murów obronnych, budynku mieszkalnego oraz charakterystycznej cylindrycznej wieży obronnej. W kolejnych latach warownię rozbudowano o dodatkowe części zamku dolnego, dziedziniec oraz bramę wjazdową. Przez pewien czas właścicielką zamku była Elżbieta Pilecka-Granowska, która później została trzecią żoną króla Władysław II Jagiełło.

W następnych stuleciach zamek należał do rodu Pileckich, a później do innych właścicieli. W XVII wieku podczas wojen ze Szwedami został poważnie zniszczony i z czasem popadł w ruinę. Dodatkowo w XVIII wieku część kamienia z jego murów wykorzystano do budowy innych obiektów w okolicy.

Do dziś zachowały się fragmenty murów oraz wysoka wieża, która po pracach zabezpieczających została udostępniona turystom. Z jej szczytu rozciąga się piękny widok na jurajskie wzgórza, lasy i okoliczne skały. Ruiny zamku w Smoleniu są dziś jedną z ciekawszych atrakcji turystycznych tej części Jury Krakowsko-Częstochowskiej. 

Zamek Bąkowiec – ruiny na skale i chwila refleksji

woj.śląskie

Ostatni zamek tego dnia to Bąkowiec we wsi Morsko. 

Podeszliśmy przyjemną ścieżką przez park, a skalista sylwetka zamku zaczęła się coraz bardziej wyłaniać. Niestety, zamek był zamknięty i mogliśmy jedynie obejść się smakiem – dosłownie i w przenośni – i przejść wokół ruin. Ale wiecie co? Naprawdę warto było!

Ruiny Bąkowca różnią się od większości zamków na Szlaku Orlich Gniazd. Stoją na potężnej skale, a jego fragmenty wystają nie wiele ponad jej powierzchnię. Mimo to nadal robią wrażenie i dobrze widać, że to miejsce ma swój charakter.

Spacer wokół zamku był dość krótki, ale pozwolił nam na chwilę zatrzymać się, popatrzeć, podumać i delektować się fakturą skał, które w tym miejscu tworzą naprawdę wyjątkowy krajobraz. To taki widok, którego nie spotyka się codziennie – natura i historia w idealnym duecie.

Bąkowiec to doskonałe miejsce na krótki postój w podróży, chwila oddechu i refleksji, zanim ruszy się dalej. Nawet jeśli nie można wejść do wnętrza, spacer wokół zamku daje poczucie kontaktu z historią i jurajskimi krajobrazami, które zostają w pamięci na długo. Warto tu wjechać na parę minut mając go gdzieś po drodze.

🏰 Zamek Bąkowiec

Czyli Orle Gniazdo, które naprawdę siedzi wysoko – na skale o wdzięcznej nazwie Tygrys. Dziś to ruiny w dzielnicy Skarżyce, ale z historią bardziej zawiłą niż jurajskie ścieżki.

Wieś Morsko wzmiankowano już w 1220 r., ale sam zamek pojawia się w źródłach dopiero pod koniec XIV wieku – jako Bancowecz (1389 r.).

Kto go zbudował? Tu zaczyna się historyczne „być może”. Możliwe, że pierwszą drewnianą warownię postawili Toporczykowie (zwani potem Morskimi). Niewykluczone, że murowaną strażnicę wzniesiono za panowania Kazimierz III Wielkiego w ramach systemu obrony pogranicza. A może fundatorem był Władysław Opolczyk, który pod koniec XIV w. władał tą okolicą.

Wiadomo na pewno, że w 1391 roku zamek zdobyły wojska królewskie w czasie konfliktu Władysław II Jagiełło z Opolczykiem. Czyli już na starcie było gorąco.

Zamek nieustanne zmieniał właścicieli,
zamek był sprzedawany, odsprzedawany, odzyskiwany „z prawa bliższości” – średniowieczny rynek nieruchomości działał tu zaskakująco dynamicznie.

Na przełomie XV i XVI wieku Włodkowie prawdopodobnie wznieśli nowy murowany zamek.

Od XVII wieku warownia popadła w ruinę – i tak już zostało.

W latach 20. XX wieku wzgórze kupił architekt Witold Czeczott-Danilewicz, który wkomponował w dawne mury własny dom (czyli jurajski „loft” z historią).

Po wojnie teren przejęły zakłady przemysłowe i powstał ośrodek wypoczynkowy z kawiarnią i… wyciągiem narciarskim. Tak, pod ruinami średniowiecznego zamku można było szusować.

W 1967 r. wpisano je do rejestru zabytków. Obecnie obiekt znajduje się pod opieką Towarzystwa Miłośników Ziemi Zawierciańskiej.

Zamek zbudowano na planie nieregularnego wieloboku, wykorzystując minimalną powierzchnię szczytu skały.

Bąkowiec nie jest tak „efektownie odbudowany” jak Bobolice ani tak rozpoznawalny jak Ogrodzieniec. Ale ma w sobie coś surowego i prawdziwego. Skała, mur, wiatr i cisza.I właśnie dlatego wciąż pasuje do rodziny Orlich Gniazd – nawet jeśli dziś bardziej przypomina kamiennego strażnika niż rezydencję.

Podsumowanie

Dzień był zdecydowanie intensywny. Wczesna pobudka, sporo kilometrów w samochodzie i kilka zamków odwiedzonych jeden po drugim. Momentami mieliśmy wrażenie, że nasza wycieczka zamienia się w mały rajd od zamku do zamku.

Każde miejsce było inne – jedne z potężnymi murami, inne już tylko z fragmentami ruin wtulonymi w jurajskie skały. Wspólne było jedno: piękne widoki i poczucie, że historia naprawdę jest tuż obok.

Pod koniec dnia byliśmy już trochę zmęczeni, ale bardzo zadowoleni. Udało się zobaczyć naprawdę sporo.

Co dalej?

Miłośników zamków zapraszamy na kolejną część zamków ze Szlaku Orlich Gniazd

Nie przegap żadnych relacji!

🔗 Wskakuj do nas na Facebooka

Zobacz wersję ruchomą 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry
Ta strona wykorzystuje pliki cookies w celu prawidłowego działania oraz w celach analitycznych
odrzuć
akceptuj