PLANOWANIE WYJAZDU - START UDANEJ WYPRAWY

Nasze planowanie zaczyna sie długo przed wyjazdem

Nie ma co ukrywać – spontaniczne wypady brzmią romantycznie tylko w filmach. W rzeczywistości kończą się często pytaniem:
„A gdzie właściwie mieliśmy spać?” albo „Kto miał zabrać czołówkę?!”.

My należymy do tych ludzi, którzy lubią planować. I wbrew pozorom – plan nie odbiera przygody. Wręcz przeciwnie. Dzięki niemu jest mniej chaosu, mniej stresu i zdecydowanie mniej nerwowego przeszukiwania samochodu na parkingu w poszukiwaniu rzeczy, które „przecież na pewno były spakowane”.

Co ważne – planowanie przydaje się nie tylko w górach. Tak samo warto przygotować się na wyjazd nad morze, do lasu, na jednodniowe zwiedzanie miasta, czy kilkugodzinny spacer po okolicy. Każdy wyjazd jest przyjemniejszy, kiedy człowiek wie mniej więcej co, gdzie i kiedy.

A u nas od dawna działa prosty podział ról — każdy zajmuje się tym, co lubi najbardziej.
Planowanie wypraw to działka Krzyśka. To on sprawdza trasy, szuka miejsc, analizuje mapy, liczy czasy przejść i układa cały wyjazd tak, żeby wszystko miało ręce i nogi.

Ja z kolei zajmuję się tym, co zostaje po wyprawach, czyli wspomnieniami. Zgrywam i tnę materiały video, obrabiam zdjęcia, a później wrzucam wszystko tutaj albo na social media.

W poniższym rozdziale chcemy pokazać, jak do planowania wyjazdów podchodzi Krzysiek i dlaczego dobrze przygotowany plan potrafi naprawdę ułatwić każdą wyprawę.

Za każdą udaną wyprawą stoi… Krzysiek i jego plan

Krzysiek: 

„Mimo że naprawdę lubię swoją pracę, to jednak dużo bardziej cenię sobie nasze wyprawy. Te wszystkie cudowne widoki, śpiew ptaków, ciszę na szlaku i to przyjemne wieczorne zmęczenie po dniu pełnym wrażeń. Czasem po intensywnym dniu, a czasem po takim totalnie spokojnym i relaksacyjnym, kiedy człowiek po prostu idzie przed siebie i chłonie wszystko dookoła.

No ale cóż… życie samo rachunków nie opłaci.
Więc do pracy chodzę m.in. po to, żeby zarobić na kolejną wyprawę.

A dwa tygodnie po powrocie to przecież już stanowczo za długo bez wyjazdu. W głowie od razu pojawia się myśl:
„Dobra… to gdzie i kiedy znowu możemy się wyrwać?”

I właśnie wtedy zaczyna się ta część, którą też bardzo lubię — planowanie. Bo dla mnie planowanie wyjazdu to trochę takie przedłużanie przyjemności. Człowiek jeszcze siedzi w domu, a już mentalnie chodzi po szlakach.

Najpierw kalendarz. Jak wygląda grafik w pracy? Kiedy mamy wolne? Ile dni uda się wyrwać?
I już po chwili wiadomo, czy można myśleć o czymś dalszym, czy raczej o bliższym kierunku, żeby nie spędzić połowy wyjazdu w samochodzie.

Dla przykładu, załóżmy, że wpadają 3 dni wolnego. No to może Karkonosze? W końcu w kilka godzin jesteśmy na miejscu.

Potem pojawia się pytanie:
Czego tam jeszcze nie widzieliśmy? I nagle okazuje się, że mimo kilku wyjazdów nadal są miejsca, które czekają.
Na przykład Śnieżne Kotły.

No i wtedy zaczyna się zabawa na całego.
Odpalam internet — czyli największą skarbnicę wiedzy i jednocześnie największego pożeracza czasu.

Szukam:

  • co warto zobaczyć,
  • które trasy są najbardziej widokowe,
  • gdzie są mniej uczęszczane szlaki,
  • jakie miejsca turyści polecają najbardziej,
  • gdzie można usiąść i po prostu nacieszyć oczy widokami.

I dosłownie chwilę później okazuje się, że… na wszystko i tak zabraknie czasu.

Następnie zaczyna się etap dopracowywania szczegółów.
Bo jedno pytanie rodzi kolejne.

Sprawdzam:

  • ile czasu zajmie trasa,
  • jakie są przewyższenia,
  • jak długi będzie dzień,
  • o której robi się ciemno,
  • czy możemy iść spokojnie,
  • czy jednak trzeba będzie trochę przyspieszyć.

I wtedy odpowiadam sobie na najważniejsze pytanie: Jak chcemy spędzić ten dzień?

Bo nie lubimy, kiedy czas nas goni, a dookoła są piękne widoki, które aż proszą się o chwilę zatrzymania. Zdjęcie, herbata z termosu, chwila ciszy — szkoda to przegapić tylko dlatego, że plan był zbyt ambitny.

Ale z drugiej strony, jeśli większość trasy prowadzi leśnymi ścieżkami bez większych widoków, to można trochę przyspieszyć kroki i nadal czerpać przyjemność z samego bycia w naturze.

Staram się też zawsze mieć plan awaryjny.
I to zarówno na pojedynczą trasę, jak i na cały wyjazd.

Przed każdą wędrówką sprawdzam:

  • gdzie można skrócić trasę,
  • gdzie zejść w razie załamania pogody,
  • gdzie znajduje się schronisko,
  • albo od którego momentu właściwie „nie ma już odwrotu”.

A plan awaryjny na cały wyjazd? To po prostu inne miejsce oddalone na tyle, żeby była szansa na lepszą pogodę. Bo w górach można mieć idealny plan… a pogoda i tak zrobi swoje.

No i oczywiście bywa też tak, że po wielu godzinach planowania wyprawa ostatecznie nie dochodzi do skutku. Jednak w późniejszym czasie nagle wpadają niespodziewane  dni wolnego, a my nie siedzimy z tekstem: No to gdzie jedziemy. Tylko plan już czeka: gotowy, sprawdzony, przemyślany. I zamiast: Jakoś to będzie – jest: Dobra, ruszamy!

Nawet najlepszy plan nie daje gwarancji, że wszystko pójdzie idealnie. Ale daje dużo większą szansę, że wyjazd będzie spokojniejszy, przyjemniejszy i pełen dobrych wspomnień.

A poniżej, dla jasności i przejrzystości, wypunktowaliśmy najważniejsze rzeczy, o których warto pamiętać podczas planowania każdej wyprawy.”

Kilka porad o planowaniu wypadów

♦

Zaczynamy… od końca

Tak, dobrze czytasz. Najłatwiej planować trasę „od tyłu”.

Najpierw ustalamy:

  • o której chcemy być na miejscu noclegu
  • o której chcemy wrócić do samochodu (albo o której mamy pociąg powrotny)

Dopiero później patrzymy, ile zajmie sama trasa. Bo inaczej wygląda spokojne dreptanie z podziwianiem widoków, a inaczej „szybki marsz”, który po trzech godzinach zamienia się w pytanie: „Czy moje nogi jeszcze należą do mnie?”.

 ♦

Czas przejścia? Dodaj zapas!

Mapy podają orientacyjny czas przejścia. A życie lubi dorzucić swoje trzy grosze.

Dlatego zawsze warto doliczyć:

  • postoje
  • zdjęcia „jeszcze tylko jednego widoczku”
  • jedzenie
  • odpoczynek
  • korki na szlaku
  • błoto
  • śnieg
  • zgubienie szlaku
  • albo klasyczne: „To chodźmy jeszcze tam, skoro już jesteśmy blisko” 

My zazwyczaj dodajemy minimum 1–2 godziny zapasu przy dłuższych trasach. I serio – lepiej siedzieć spokojnie przy herbacie w noclegowni, niż schodzić po ciemku i modlić się, żeby to była właściwa ścieżka .

♦

Od której pobudka?

Kiedy znamy długość trasy, zaczynamy liczyć dalej i trzeba uwzględnić:

  • śniadanie
  • poranną toaletę wraz z kolejką do niej (czasem dłuższą niż na szlak) 
  • spakowanie plecaka
  • ubranie się
  • dojazd do startu trasy
  • znalezienie parkingu

I nagle okazuje się, że żeby wyjść na szlak o 7:00… trzeba wstać o 4:30.
Wtedy człowiek zaczyna się zastanawiać, czy nie łatwiej było zostać w domu pod kocem. Ale my tak łatwo się nie poddajemy.

 

♦ 

Inaczej planujemy latem, inaczej zimą

Latem:

  • dzień jest dłuższy
  • łatwiej zaplanować długie trasy
  • można spokojniej rozłożyć tempo

Zimą:

  • dzień kończy się szybciej
  • warunki bywają trudniejsze
  • śnieg i lód mocno wydłużają czas przejścia

Dlatego zimą zdecydowanie lepiej wybierać krótsze i bezpieczniejsze szlaki. To nie czas na ambitne „może się uda”. Bo zimowe:
„zdążymy” bardzo często kończy się: „dlaczego tu już tak ciemno?!”.

♦

Długie trasy? Podziel je na kilka dni

Nie każdą trasę trzeba robić „na raz”. Czasem dużo lepszym pomysłem jest:

  • rozłożenie wędrówki na 2–3 dni
  • nocleg w schronisku
  • spokojniejsze tempo
  • więcej czasu na odpoczynek i widoki

Warto pamiętać, że pakując plecak na wędrówkę z noclegiem w schronisku, najlepiej zabrać tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Każdy zbędny kilogram prędzej czy później zacznie przypominać o swoim istnieniu na podejściach.

Jeśli nie ma takiej potrzeby, nie warto też brać zbyt dużej ilości prowiantu, ponieważ ciepły posiłek czy herbatę można zazwyczaj spokojnie zjeść na miejscu w schronisku. Dzięki temu plecak będzie lżejszy, a sama wędrówka zdecydowanie przyjemniejsza.

I szczerze? Wędrówki z noclegiem mają swój wyjątkowy klimat. Wieczorne siedzenie w schronisku, suszenie butów przy kaloryferze i rozmowy ludzi, którzy wyglądają jakby właśnie wrócili z ekspedycji na biegun – to jest część przygody.

♦

Planowanie trasy na mapie

Dzisiaj mamy mnóstwo aplikacji i map online, które bardzo ułatwiają życie.

Warto:

  • sprawdzić długość trasy
  • przewyższenia
  • czasy przejścia
  • miejsca odpoczynku
  • schroniska
  • źródła wody
  • alternatywne zejścia

Najważniejsze: Dobrze mieć mapę pobraną offline. Bo góry mają dziwną właściwość: internet znika dokładnie wtedy, kiedy najbardziej go potrzebujesz. A dodatkowo warto mieć klasyczną papierową mapę.
Taką prawdziwą, szeleszczącą i składającą się w zupełnie inny sposób niż była złożona wcześniej. Papierowa mapa nie rozładuje się w połowie szlaku.

 ♦

Lista rzeczy – mała rzecz, wielki spokój 

Naprawdę warto robić checklistę przed wyjazdem.
Dzięki temu nie kończy się:

  • bez ładowarki
  • bez rękawiczek
  • albo z trzema parami spodni i zerową ilością skarpetek

CHECKLISTA PRZED WYJAZDEM

Dokumenty i ważne rzeczy

  • dowód/osobisty dokument
  • gotówka
  • karta płatnicza
  • bilety/rezerwacje
  • telefon
  • powerbank
  • ładowarka

Ubrania

  • kurtka trekkingowa
  • bluza
  • koszulki
  • spodnie trekkingowe
  • bielizna
  • skarpety
  • czapka
  • rękawiczki
  • buff/chusta
  • ubrania na zmianę
  • buty trekkingowe
  • klapki do noclegu

Sprzęt

  • plecak, czasem dwa (większy mniejszy)
  • saszetka
  • kijki trekkingowe
  • czołówka
  • mapa papierowa
  • mapa offline w telefonie
  • okulary przeciwsłoneczne
  • krem z filtrem
  • bidon/bukłak
  • termos
  • apteczka
  • folia NRC
  • w wyższych partiach gór kask, a przy śniegu czekan, raki, raczki

Jedzenie

  • woda
  • kanapki
  • przekąski
  • batony
  • owoce
  • elektrolity
  • herbata/kawa

Na nocleg

  • kosmetyczka
  • czasem ręcznik
  • zatyczki do uszu (bardzo ważne przy chrapiących współlokatorach)
  • piżama
  • czasem śpiwór, karimatę, jasiek

♦

Przykładowa lista rzeczy do zabrania 

(do skorygowania, wg. potrzeby)

♦

Plan to nie sztywne zasady

I najważniejsze – plan ma pomagać, a nie stresować. Czasem pogoda się zmieni. Czasem nogi powiedzą „nie”. Czasem zamiast ambitnego szczytu najlepszą decyzją będzie schronisko i szarlotka. I to też jest okej.

Bo najważniejsze jest wrócić:

  • zmęczonym,
  • zadowolonym,
  • i z historiami, które później opowiada się jeszcze przez długi czas.

A dobrze zaplanowany wyjazd naprawdę potrafi sprawić, że cała przygoda jest po prostu spokojniejsza i przyjemniejsza.

Podsumowanie

Dobrze zaplanowany wyjazd nie odbiera spontaniczności — wręcz przeciwnie. Dzięki planowi można spokojniej cieszyć się trasą, widokami i samym byciem w drodze, zamiast martwić się czasem, pogodą czy organizacyjnym chaosem. Oczywiście nawet najlepszy plan nie zagwarantuje idealnej pogody ani tego, że wszystko pójdzie dokładnie tak, jak sobie wymarzyliśmy. Ale daje dużo większą szansę, że wyjazd będzie bezpieczny, spokojny i pełen dobrych wspomnień. A przecież właśnie o to w tym wszystkim chodzi.

Co dalej?

Tym razem wybierzemy się na Bieg Lwa w Tarnowie Podgórnym.

Będzie trochę emocji, trochę zmęczenia, trochę walki z własnymi nogami i — jak zawsze — masa wrażeń do opisania.

Nie przegap żadnych relacji!

🔗 Wskakuj do nas na Facebooka
🌿 Nasze relacje to opowieści, nie zachęta do podejmowania ryzyka.

Dzielimy się własnymi doświadczeniami – ale to, co dla nas było możliwe, nie zawsze będzie odpowiednie dla innych. Zachęcamy do aktywności fizycznej, ale pamiętaj: każdy ma inną kondycję, zdrowie, doświadczenie i granice komfortu.

Jeśli nie jesteś pewien, czy dasz radę – zachowaj rozsądek. Bezpieczeństwo zawsze ważniejsze niż zdobycie szczytu czy ukończenie maratonu.

👉 Więcej informacji znajdziesz w naszym zastrzeżeniu odpowiedzialności.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry
Ta strona wykorzystuje pliki cookies w celu prawidłowego działania oraz w celach analitycznych
odrzuć
akceptuj