DOLINA LEJOWA – CICHE MIEJSCE W TATRACH
SPIS TREŚCI
ToggleKolejny dzień w tatrach - Dolina Lejowa
10.09.2025
Nogi nadal bolały mnie po wojażach na Orlej Perci. Już drugi dzień nie miałam siły podnieść się z krzesła – czegoś takiego jeszcze u mnie nie było! Ale przecież nie po to była dobra pogoda w Tatrach, żeby kisić się w noclegowni.
Krzysiek wymyślił krótką przechadzkę po Dolinie Lejowej. I dobrze – nikt nie powiedział, że trzeba zdobywać tylko wysokie szczyty. Tego dnia miało być relaksacyjnie.
Wyspaliśmy się porządnie, chociaż i tak pobudka nastąpiła o 6:00 – siła przyzwyczajenia. Bez pośpiechu podjechaliśmy na parking w Kirach. Najpierw szliśmy kawałek Doliną Kościeliską, wzdłuż szemrzącego Kirowego Potoku, w stronę Ornaku. Potem ukazał się drogowskaz w prawo – czarny szlak poprowadził nas do Doliny Lejowej. Po około 40 minutach marszu… nastąpiła błoga cisza. Zeszliśmy z jednego z najpopularniejszych szlaków i nagle zrobiło się tak spokojnie, jakby ktoś wyłączył turystyczny gwar pilotem.
Ścieżka była lekko kamienista, momentami zwężała się w gęstwinie, a drewniane stopnie wystawiły na próbę moje zmęczone nogi. „Chciałaś góry, to masz” – pomyślałam. Na szczęście co jakiś czas pojawiały się prześwity z widokami, a w końcu dotarliśmy na polanę (tu dopiszę nazwę). Pośmialiśmy się, że to „DZIKA Polana”, bo ziemia wyglądała, jakby rył ją wyjątkowo ambitny dzik.
Za polaną wyłoniła się szeroka, wygodna droga prowadząca przez Dolinę Lejową. Po chwili byliśmy już na Niżniej Kominiarskiej Polanie, gdzie zaczynał się żółty szlak w stronę Polany Biały Potok. Wciąż ani żywej duszy – tylko my i natura. Właśnie tego nam było trzeba.
Towarzyszył nam szemrzący Lejowy Potok, który im dalej, tym bardziej był biały. Dopiero po trzech kilometrach spotkaliśmy pierwszych wędrowców – starsze małżeństwo, z którym zamieniliśmy kilka słów. Od razu zrobiło się cieplej na sercu. Piękny widok – ludzie w jesieni życia, a wciąż aktywni i pełni energii.
Potem minęliśmy jeszcze kilku rowerzystów, rodziny z dziećmi, młodzież i turystów w różnym wieku. Widać było, że wszyscy – tak jak my – przyszli tu po ciszę, relaks i oderwanie od codzienności. A gdy zza chmur wyszło słońce, szybko ogrzało moje lekko zmarznięte dłonie, choć termometr wskazywał około 18°C.
Na moment zeszliśmy jeszcze ze szlaku, by wdrapać się na polanę i spojrzeć na góry z innej perspektywy. A potem znów wzdłuż Doliny, mijając turystów „pod prąd”. Śmialiśmy się, że to nie wyjście z doliny, tylko raczej wejście – bo wszyscy szli w przeciwną stronę niż my.
Następnie wróciliśmy zielonym szlakiem Drogą pod Reglami, mijając stację narciarską na Polanie Biały Potok i dalej aż do parkingu w Kirach.
Ale to jeszcze nie był koniec dnia. Po szybkim posiłku w samochodzie wstąpiliśmy do Tatrzańskiego Archiwum Planety Ziemia. Wreszcie! Bo ile razy przechodziliśmy obok i zawsze „nie dziś”. I dobrze, że się zdecydowaliśmy – dowiedzieliśmy się, jak powstała Ziemia, Karpaty i Tatry. Warto wiedzieć po czy wędrujemy w Tatrach, i ile czasu zajęło , żeby widzieć te piękne górskie widoki. A góry cały czas się zmieniają i rosną i żyją.
Po powrocie do noclegowni zostało nam jeszcze sporo dnia, więc ruszyliśmy z noclegowni (przy ul. Osfalda Balzera) na krótką przechadzkę na Antałówkę – wzgórze i punkt widokowy w samym sercu Zakopanego. Spacer zajął nam raptem 25 minut, a z góry przywitała nas piękna panorama z Giewontem, Świnicą i resztę tatrzańskiego krajobrazu. Trasa lekka, przyjemna i idealna na deser po Dolinie Lejowej.
Przebieg szlaku:
- Kiry
- Cudakowa Polana
- Wyżnia Kira Miętusia
- Niżnia Kominiarska Polana
- Polana Biały Potok
- Kiry
Dolina Lejowa
to cicha sąsiadka zatłoczonych Kościeliskiej i Chochołowskiej. Ma tylko 4,5 km długości, ale potrafi zaskoczyć zakrętami. Ciągnie się spod Kominiarskiego Wierchu (1829 m) w stronę Polany Biały Potok (930 m), gdzie szemrze sobie Lejowy Potok, wpadając do Kirowej Wody – i potrafi naprawdę wyglądać na biały. a na wejściu wita turystów wapienną skałą Między Ściany – idealną do wspinaczki (oczywiście za opłatą).
Wokół piętrzą się reglowe wzniesienia o fantazyjnych nazwach: Suche, Spalenisko, a nawet Diablińiec (brzmi groźnie, ale nie jest aż tak straszny). Dolina nie ma bocznych odnóg, jedynie dwa żleby: Zabijak i Tylkowy.
Nazwę zawdzięcza góralowi Jędrzejowi Lei, który gospodarzył tu w XIX wieku. Do dziś znajdziemy polany (Lejówki, Jaworzyna Lejowa czy Kuca), na których wypas owiec powstrzymuje las przed „przejęciem terenu”. W XIX wieku kopano tu rudy, dziś można trafić na kilkanaście jaskiń o fantazyjnych nazwach, jak Szczelina ze Śniegiem czy Suchy Biwak.
Choć formalnie leży w Tatrzańskim Parku Narodowym, Dolina Lejowa należy do Wspólnoty Leśnej Ośmiu Wsi.
Jest jednym z najrzadziej odwiedzanych zakątków Tatr– cisza gwarantowana!
Podsumowanie
Choć ta wędrówka nie serwowała nam „widoków na milion lajków” jak z Orlej Perci, to była dokładnie tym, czego potrzebowaliśmy. Cisza, spokój, trochę świergotu ptaków, szemrzące potoki i świadomość, że nasze nogi wreszcie dostały chwilę wytchnienia (no dobrze, może nie całkiem, bo te schodki w lesie swoje zrobiły). Dolina Lejowa pokazała nam, że Tatry to nie tylko ostre granie i kolejki na Rysy – to też zakątki, w których można naprawdę odpocząć, przewietrzyć głowę i przypomnieć sobie, że w górach nie zawsze trzeba się zmęczyć, żeby poczuć magię gór.
Co dalej?
Chcesz poczuć magię Małych Pienin? Zajrzyj do naszego wpisu o Wysokim Wierchu!
Nie przegap żadnych relacji!
🔗 Wskakuj do nas na FacebookaZobacz wersję ruchomą naszej wędrówki.
skrót:
cały film:






















