CZESKA SZWAJCARIA – WIDOKOWE ZACHWYTY
SPIS TREŚCI
ToggleCzeska Szwajcaria – park, w którym magia jest na wyciągnięcie ręki
Park Narodowy Czeska Szwajcaria powstał w 2000 roku i obejmuje 79 km² w północnych Czechach, przy granicy z Niemcami i Saską (Saksońską) Szwajcarią. To kraina niezwykłych piaskowcowych formacji – bram, iglic, wąwozów i skalnych ścian. Symbolem parku jest Brama Pravčicka, największa naturalna brama skalna w Europie. Właśnie tu znajduje się też najniżej położone miejsce w Czechach – miejscowość Hřensko (115 m n.p.m.).
Od dawna Czeska Szwajcaria przyciąga turystów i artystów. Nazwa regionu powstała w XVIII wieku niemieckiej (saksońskiej) części Łabskich Piaskowców, a już w XIX wieku wytyczano tu szlaki, budowano altany i wieże widokowe, w tym jeden z najsłynniejszych punktów – Mariina skála.
Malownicze krajobrazy trafiły nawet do popkultury – w parku kręcono sceny do filmu „Opowieści z Narnii”, a Hans Christian Andersen pisał tu część książki „Królowej Śniegu”.
Unikalne warunki klimatyczne sprawiają, że w cienistych i chłodnych parowach rosną gatunki roślin zimnolubnych, a na nasłonecznionych skałach – ciepłolubne, typowe dla terenów górskich. To właśnie ta różnorodność, w połączeniu z niepowtarzalną rzeźbą terenu, czyni Czeską Szwajcarię jednym z najpiękniejszych i najbardziej wyjątkowych regionów w Europie.
Region kryje także dramatyczną historię – latem 2022 roku wielki pożar objął około 3200 hektarów lasów w rejonie Hřenska i Jetřichovic. Była to jedna z największych akcji gaśniczych w historii Czech, a jej skutki są odczuwalne do dziś, na szczęście natura powoli się odradza. Wiele szlaków wciąż jest zamkniętych lub prowadzi objazdami, dlatego planując wędrówkę, warto zawsze sprawdzić w internecie aktualne informacje o dostępności tras i atrakcji.
Czeska Szwajcaria to region pełen kontrastów – z jednej strony bajkowe pejzaże znane z literatury i kina, z drugiej przypomnienie, jak potężna i nieprzewidywalna bywa natura.
Długi sierpniowy weeekend
Długi sierpniowy weekend – no przecież nie można go było przespać! Czas przeleżany to czas stracony, a my z tych, co wierzą, że nawet kanapa czasem powinna odpocząć od leżenia. Znajomi z naszych wspólnych wędrówek podrzucili pomysł: „A może Szwajcaria Czeska?” – i tak oto wpadliśmy na trop.
Wczesnym rankiem, jeszcze przed świtem, o czwartej, kiedy nawet koguty jeszcze śpią, zapakowaliśmy bagaże i termos z kawą i siebie do auta. Droga minęła zaskakująco szybko – 4,5 godziny i już byliśmy na miejscu. Naszą bazą została Stará Oleška (po naszemu: Stara Oleszka), a dokładniej pole kempingowe nad stawem Olešský rybník.
Kemping w sezonie? Spokojny, niezatłoczony… i mam wrażenie, że ostatni remont widział wtedy, gdy kasety VHS były jeszcze nowością. Ale klimat nad wodą – bezcenny. Namiot rozbiliśmy w tempie ekspresowym, więc już po dziewiątej byliśmy gotowi na pierwszy punkt widokowy.
Tego dnia Krzysiek wziął na siebie rolę przewodnika i ułożył plan: objazd po najlepszych punktach widokowych tej czeskiej perełki. Z punktu do punktu przemieszczaliśmy się na czterech kółkach, odwiedzając kolejne atrakcje. (zobacz II cz. Czeskiej Szwajcarii – kliknij)
Belveder
15.08.2025
Pierwszy przystanek – Belveder. Brzmi trochę tak reprezentacyjnie, ale w rzeczywistości to taras widokowy z historią, klimatem i panoramą, przy której człowiek zastanawia się, czy przypadkiem nie trafił na pocztówkę. Położony w Czeskiej Szwajcarii, tuż nad kanionem Łaby, uchodzi za najstarszy punkt widokowy w regionie – i wcale mnie to nie dziwi. Jeśli coś jest takie ładne, to ludzie od wieków chcą tam zaglądać.
Dojazd? Bajka – parking w miejscowości Labská Stráň prawie przy samym punkcie widokowym. Spacer zajął nam kilka minut, więc o jakimkolwiek „rozgrzaniu” mięśni nie było mowy. Na miejscu schodki, muszla koncertowa wykuta w piaskowcu, herb książęcy i ten specyficzny klimat starej architektury, która widziała więcej niż niejedna mapa. To właśnie książę František Karel Clary-Aldringen w XVIII wieku wpadł na pomysł, żeby zrobić tu miejsce koncertów. Potem przyszedł czas na restaurację i hotel, ale dziś Belveder to przede wszystkim punkt, z którego można nacieszyć oczy widokiem Łaby i odpocząć.
Poza nami turystów nie było. Może to zasługa tego, że to był zwykły dzień tygodnia, a może po prostu mieliśmy szczęście i mogliśmy w ciszy posłuchać… no właśnie, nie muzyki, tylko szumu wiatru nad kanionem.
Hřensko i Horní Janovski punkt widokowy
15.08.2025
Kolejny przystanek – Hřensko. Nazwa intrygująca jak zagadka, a w rzeczywistości to urocza wieś wciśnięta w skalny kanion tuż przy czesko-niemieckiej granicy. Leży na wysokości zaledwie 115 m n.p.m. – czyli w najniższym punkcie całych Czech – tam, gdzie rzeka Kamenice wpada do Łaby. Po południowej stronie rozciąga się obszar chronionego krajobrazu Łabskie Piaskowce, a po północnej – Park Narodowy Czeska Szwajcaria.
Dawniej była to maleńka osada flisaków i drwali, którzy spławiali drewno Łabą i Kamenicą. Pierwsza wzmianka o Hřensku pochodzi z 1475 roku i dotyczy… karczmy. Wtedy osada była maleńka, a karczma pełniła rolę centrum życia społecznego – miejsce, gdzie flisacy i drwale spławiający drewno spotykali się, by odpocząć, pogadać, wypić coś rozgrzewającego i wymienić wieści z innych osad. Priorytety widać się nie zmieniają od wieków – najpierw jedzenie i towarzystwo, potem reszta świata. W XVII wieku działały tu cztery tartaki, a w XIX wieku miasteczko stało się turystyczną perełką – zachwycały przyjezdnych romantyczne krajobrazy i wąwozy. Dziś Hřensko jest punktem wypadowym do Bramy Prawczickiej i rezerwatu Łabskich Piaskowców.
Z parkingu ruszyliśmy „szlakiem” – choć na początku bardziej przypominał spacer przez miasteczko pełne chińskich straganów. Minęliśmy kościół św. Jana Nepomucena, a potem zaczęło się robić ciekawiej: stara gazownia o surowej, przemawiającej architekturze, kilka zabytkowych schodów i typowa górska ścieżka z lekkim podejściem wzdłuż skał. Po drodze mały cmentarz z kaplicą św. Klary, a chwilę później – już byliśmy na punkcie widokowym.
Widoki? Takie, że człowiek zapomina o tym, że przed chwilą oglądał plastikowe chińskie gadżety wszelkiej maści. Panorama na okoliczne skały i rzekę Łabę wciąga jak dobry serial. Po chwili relaksu wróciliśmy niemalże tą samą trasą, ale omijając gazownię i przez podziemne przejście wyszliśmy nad Łabę.
Przebieg szlaku:
Parkoviště Hřensko – nábřeží
Church of Saint John of Nepomuk
Historický objekt bývalé plynárny
Horní Janovská vyhlídka
Parkoviště Hřensko – nábřeží
Wieża widokowa Růženka
15.08.2025
Następny cel – wieża widokowa Růženka na szczycie o wdzięcznej nazwie Pastevní vrch (czyli Wzgórze Pastwiskowe – brzmi sielsko, prawda?). Wysokość 402 m n.p.m., leży na wschodnim skraju wsi Růžová – zaledwie 2 km od rezerwatu przyrody Růžovský Vrch i granicy Parku Narodowego Czeska Szwajcaria. a do tego w sąsiedztwie Parku Narodowego Czeska Szwajcaria. Sama wieża to młodziutka konstrukcja – otwarta w 2018 roku – a już zdążyła zgarnąć tytuł „Wieży Widokowej Roku” w konkursie Klubu Przyjaciół Wież Widokowych. No i faktycznie, jest nie do pomylenia z żadną inną – przypomina trochę kosmiczny obiekt, który wylądował na pastwisku i udaje, że tak miało być.
Podjechaliśmy na parking w Růženky, gdzie kupiliśmy bilety w automacie (uwaga – zasięg telefonu prawie jak w latach 90.). Dalej czerwonym szlakiem, początkowo lekko pod górkę, ale nic wymagającego – trochę przez lasek, trochę przez pola, w upale, ale znośnie. I nagle, zza traw i krzaków, wyłoniła się ona – nasza Růženka. Niewysoka, wzrostem tylko odrobinę ponad okoliczne krzewy, ale z duszą i widokiem wartym tej krótkiej wędrówki. Kilka schodków do pokonania i już można było podziwiać pełną, kolistą panoramę – od saksońskich gór stołowych, przez piaskowce Bramy Pravčickiej, aż po czeskie Średniogórze i Děčínský Sněžník.
Wracaliśmy inną trasą, znów przez pola. Słońce, góry na horyzoncie, pojedyncze drzewa i ten sielski klimat wsi… aż złapała mnie nostalgia. Przypomniały mi się wakacje u babci – wtedy góry nawet nie pojawiały się w moich planach. Wystarczały mi pola, wiatr i ścieżka nad rzekę Wartę. A tu proszę – człowiek jednak rodzi się turystką, tylko czasem potrzebuje paru dekad, żeby się o tym dowiedzieć.
Po powrocie na kemping poszliśmy nad jezioro Stará Oleška. Woda nie zachęcała do kąpieli, choć w taki upał byłoby to wskazane. Poleżeliśmy więc trochę na trawie, regenerując siły… choć szczerze mówiąc, te nasze „wędrówki” były póki co krótkie. Potem jednak ruszyliśmy w drogę do kolejnego punktu – ale o tym już w następnym rozdziale.
Skała krasnali
15.08.2025
W drodze na kolejny punkt minęliśmy mnóstwo pól kempingowych – w tym rejonie jest naprawdę w czym wybierać. Drogi w tym rejonie mają swój charakter: wąskie, kręte i takie, że kierowca musi się czuć trochę jak zawodnik rajdu, tylko bez mety i pucharu na końcu.
Naszym celem tym razem nie był punkt widokowy, lecz podróż w świat fantazji – a konkretnie Skała Krasnali (czes. Trpaslíčí skála). Ukryte tuż przy drodze w miejscowości Rynartice w kierunku Jetřichovic, po prawej stronie, wśród drzew, wyglądają jak fragment bajki, który ktoś przez przypadek zostawił w realnym świecie. W 1833 roku miejscowy artysta-amator Eduard Wahr zaczął tu ciosać schody, wnęki i posągi krasnoludków, a około 1870 roku dzieło dokończył jego syn Ernest.
Całe obejście zajęło nam dosłownie kilkanaście minut, ale zabawa była przednia – trochę jak powrót do dzieciństwa, kiedy w każdej dziurze w drzewie szukało się domku dla wróżki, a każdy większy kamień wydawał się zaczarowany.
Punkty widokowe na skałach
15.08.2025
Po odpoczynku nad jeziorem w Starej Olešce ruszyliśmy w drogę – najpierw była wizyta u krasnali (opis już macie wcześniej), a potem kierunek Jetřichovice. Tam zostawiliśmy auto na parkingu i od razu złapaliśmy czerwony szlak. Już za kilkadziesiąt kroków przywitał nas las i fantazyjne formacje skalne, które towarzyszyły nam przez całą trasę. Wieczór przyniósł miłe ochłodzenie, więc marsz był naprawdę przyjemny, nawet mimo licznych kamiennych schodów, które ktoś uparcie kuł w skałach i podparł prętami dla naszego bezpieczeństwa.
Pierwszy przystanek: Vilemínina stěna. Nazwana na cześć mamy księcia Kinskiego – tak, kiedyś synowie naprawdę potrafili się odwdzięczyć! Na szczycie czekała panorama z widokiem na Jetřichovice i okoliczne wzgórza, a także ławeczki idealne na biesiadę. Rozległa perspektywa pozwalała też dostrzec nasz kolejny cel – punkt widokowy Mariinkę, górującą nad całą okolicą jak królewna na swoim zamku.
Kawałek dalej dotarliśmy do Rudolfova kamene. Tu bohaterem był Rudolf Kinský, który w wieku 22 lat wdrapał się na skałę, zachwycił widokiem i… od razu ochrzcił ją swoim imieniem. Samo podejście strome, pełne schodów z kilkoma łańcuchami, ale do ogarnięcia. Na górze widoki przyjemne, choć – nie ukrywajmy – Wilhelmina miała więcej do zaoferowania.
Plan zakładał jeszcze trzeci punkt – Mariinkę – i zachód słońca właśnie tam. Niestety, policzyliśmy czas „na oko” i okazało się, że słońce ma lepsze tempo niż my. Wpadliśmy więc w tryb „biegi górskie”, ale mimo dzielnej próby musieliśmy zmienić plan i wrócić do pierwszego punktu widokowego. Na szczęście na Wilhelminę zdążyliśmy w sam raz. Tam usiedliśmy na skale, tuż obok szczeliny, i podziwialiśmy niebo w kolorach czerwieni i złota. Nad horyzontem rozciągała się długa smuga światła, jakby ktoś rozlał złotą farbę po niebie. Zdjęcia wyszły takie, że spokojnie mogłyby dostać tytuł: „Dwóch takich, co ukradło słońce”.
Przebieg szlaku:
Parkoviště pod Poštolčím kuželem
Vilemínina stěna
Vyhlídka Rudolfův kámen
- Parkoviště pod Poštolčím kuželem
Mariina skála o poranku
16.08.2025
Następnego dnia znowu pobudka o nieludzkiej porze – 3:30. Plan był prosty: złapać wschód słońca o 5:23. No dobrze, prosty w teorii – w praktyce po imprezie sąsiadów z pola kempingowego spałam chyba jakieś dwie godziny. O makijażu nawet nie wspomnę – żeby zdążyć, trzeba było olać kosmetykę i przyjąć naturalny look „prosto z namiotu”.
Zapakowaliśmy się do auta, w Jetřichovicach zostawiliśmy samochód i z czołówkami na głowach ruszyliśmy znanym już szlakiem. Na rozdrożu wzięliśmy tym razem w lewo – kierunek Mariina skála, czyli ta sama skała, na której poprzedniego dnia planowaliśmy zachód, a skończyło się gonitwą za słońcem.
Podejście po metalowych schodach nie było najromantyczniejsze – pety i butelki pod nogami nieco psuły klimat – ale na górze czekała nas nagroda: piękna drewniana altanka zawieszona na skalnym szczycie i panorama całej okolicy. Tyle że… byliśmy sporo przed czasem. I jeszcze – żeby było zabawniej – pomyliliśmy godzinę wschodu. Słońce miało się obudzić pół godziny później, niż myśleliśmy.
No to czekaliśmy. I kiedy w końcu wybija ta wyczekiwana godzina… robi się jasno, a słońca ani widu, ani słychu. Chmury zagrały nam koncert na żywo pt. „Nie dzisiaj, kochani”. Niezadowoleni? Trochę. Ale skoro pobudkę już zaliczyliśmy, to pozostało przyjąć wersję, że to i tak był dobry start dnia. W końcu kolejne atrakcje dopiero czekały.
Przebieg szlaku:
Parkoviště pod Poštolčím kuželem
Mariina skála
- Parkoviště pod Poštolčím kuželem
Podsumowanie
Wędrówki po górach to nie tylko pot i zadyszka, ale też reset głowy i najlepszy sposób na złapanie dystansu. Każdy punkt widokowy dawał coś innego – raz poczucie, że stoimy ponad całym światem, innym razem ciszę, w której słychać tylko własne myśli (i czasem skrzypienie kolan). Panorama goniła panoramę, a my stwierdziliśmy, że to właśnie droga i klimat są najpiękniejszym przeżyciem, nawet bez idealnego wschodu słońca .
Na koniec dnia zostaliśmy z lekko obolałymi nogami, pełnymi kartami w aparacie i poczuciem, że im więcej się wspinamy, tym bardziej chce się iść dalej.
Co dalej?
W kolejnym wpisie przeniesiemy się jeszcze głębiej w magiczny świat Czeskiej Szwajcarii. Czekają tam na nas Dziki Wąwóz, Brama Pravčicka i pejzaże, które naprawdę trudno opisać słowami. Będzie trochę bajkowo, trochę dziko, a przede wszystkim – pięknie.
Nie przegap żadnych relacji!
🔗 Wskakuj do nas na FacebookaZobacz wersję ruchomą naszej wyprawy
skrót:
cały film
























































































