WĘDRÓWKA NA KRYWAŃ
Krywań, czyli słowacka góra narodowa
Trzeci dzień naszej słowackiej przygody. Plan – ambitny: zdobyć Krywań, jeden z najbardziej rozpoznawalnych szczytów Tatr Wysokich i… narodową dumę Słowacji. Pogoda? Bajka! Ciepło, słonecznie, zero wiatru – można by powiedzieć, że idealnie.
Zajechaliśmy na parking przy dawnym schronisku Ważeckim, uszykowaliśmy plecaki i dobry humor nam dopisywał. Przeszliśmy może z kilkaset metrów, kiedy nagle Krzysiek odkrył, że jest w trampkach, które nadają się do wyjścia po bułki, ale raczej nie na wielogodzinny trekking po kamienistym szlaku. Dokładnie tak samo było, kiedy szliśmy na Popradzki Staw. Wtedy też był „powrót po buty”. No to i tym razem Krzysiek zrobił elegancką nawrotkę do samochodu, a ja mogłam nacieszyć oczy widokiem krzaków przez dodatkowe dziesięć minut.
Początkowo szło się przyjemnie – wąską ścieżką wśród niskich drzewek i zarośli. Jednak przy rozdrożu na Tri Studničky zrobiło się stromo. Szlak piął się w górę przez las. Zrobiliśmy mały skok w bok, żeby podejść do partyzanckiego bunkra. To niewielka, ukryta w lesie konstrukcja z czasów II wojny światowej, w której słowaccy partyzanci chronili się przed niemieckimi patrolami. Wróciliśmy na główny szlak.
Za lasem pojawiły się kosówki, niskie zarośla i drobnokamienista ścieżka, która prowadziła nieubłaganie pod górę. Słońce grzało złośliwie jak żelazko, a my powoli zaczynaliśmy odczuwać, że zapas sił z rana już się kończy. Widoki? Najpiękniejsze mieliśmy… za plecami, więc co jakiś czas robiliśmy postój „na odwrót”, żeby nacieszyć oczy panoramą. Turystów było sporo – co tylko potwierdza, jak popularny jest Krywań.
Przy rozdrożu pod Krywańskim Żlebem zaczęło się prawdziwe górskie wyzwanie. Ścieżka zmieniła się w kamienny labirynt – kamień na kamieniu, miejscami podejście bardzo strome, i trzeba było użyć rąk. Im wyżej, tym trudniej – nogi zmęczone, ręce w akcji, a każdy krok wymagał znalezienia jakiejś półeczki na stopę, by nie zjechać w dół. I tak aż do samego szczytu.
Krywań to góra narodowa Słowaków. 16 sierpnia odbywa się tu Narodowy Wycieczkowy Dzień Krywaniu, kiedy setki osób ruszają na szczyt w patriotycznym zrywie. Widok musi być… imponujący – człowiek na człowieku, a trasa wcale nie jest łatwa: długa, mozolna, miejscami nudnawa i potrafi mocno dać w kość. Po deszczu lub mgle – wręcz niebezpieczna.
Krzysiek, obserwując turystów wspinających się na czworakach, żartował, że gdy pion okazuje się zbyt wymagający, natura bierze górę i wracamy do sposobu poruszania się naszych praprzodków. I coś w tym było.
W trakcie podejścia szczyty wokół nas powoli otulała mgła. Kiedy w końcu stanęliśmy na Krywaniu, nie zobaczyliśmy… nic. Widoków zero, ale za to satysfakcja z jego zdobycia 100%. Na szczycie stoi charakterystyczny krzyż lotaryński – z podwójną poprzeczką – symbol słowackiej tożsamości. Zdjęcie obowiązkowe, bo przecież „było się”!
Zejście okazało się wcale nie łatwiejsze – trochę na nogach, trochę na tyłku, bo kamienie potrafiły zjechać pod butem. Widoczność poprawiła się, więc w okolicy Małego Krywania mogliśmy podziwiać Zielony Staw Ważecki w dolnych partiach gór. Od rozdroża pod Krywaniem wybraliśmy inną trasę przez Jamski Staw – łagodniejszą i przyjemniejszą. Na tyle, że postanowiłam sobie trochę pobiegać, żeby nadrobić czas i… dla czystej frajdy. Końcówka szlaku prowadziła przez las – chłód, cień i ulga dla skóry po całym dniu prażenia w słońcu.
Trasa była długa, męcząca, momentami trudna i piekielnie gorąca… ale warto było! Krywań zdobyty, a satysfakcja jak po wielkiej wyprawie.
Przebieg szlaku:
- Parking przy dawnym schronisku Ważeckim
- Trzy Źródła
- Krywański Żleb
- Mały Krywań
- Krywań
- Krywański Żleb
- Jamski Staw
- Parking przy dawnym schronisku Ważeckim

to jeden z najbardziej rozpoznawalnych szczytów Tatr Wysokich po słowackiej stronie. Ma charakterystyczny, lekko zakrzywiony wierzchołek – stąd jego nazwa. Widać go z daleka i wielu Słowaków uważa go za swoją narodową górę.
Zbudowany jest z granitu i wznosi się aż 1400 m nad Dolinę Koprową – to rekord w całych Tatrach, jeśli chodzi o różnicę wysokości. Od strony wschodniej podchodzi do niego Dolina Ważecka z pięknym Zielonym Stawem Ważeckim. Dawniej działały tu kopalnie złota i antymonitu – wydobywano je aż do wysokości 2100 m.
Na szczyt prowadzą znakowane szlaki – najczęściej wchodzi się od Trzech Źródeł (Tri studničky) lub z Štrbskiego Plesa. Latem to długa i męcząca, ale bardzo widokowa trasa.
Krywań ma też bogatą historię – kiedyś uważany był za najwyższy szczyt Tatr. Pierwsze udokumentowane wejście miało miejsce w 1772 roku, a w XIX wieku zdobywały go ważne postacie słowackiego odrodzenia narodowego. Od tamtej pory co roku w połowie sierpnia organizowany jest patriotyczne wyjścia na Krywań, wtedy to setki turystów ruszają na szczyt.
Dziś Krywań znajdziesz w hymnie Słowacji, w jej herbie i nawet na słowackich monetach 1,2 i 5 eurocentowych. To także temat pieśni, legend i wierszy.
Uwaga: Ubezpieczenie turystyczne wskazane – akcje ratunkowe na Słowacji bywają bardzo kosztowne.
Podsumowanie
Krywań dał nam popalić – słońce prażyło, podejście było długie i mozolne, a ostatni odcinek wymagał pracy nóg, rąk i silnej woli. Ale wiecie co? Każdy krok był tego wart. Bo góry mają to do siebie, że uczą cierpliwości, pokory i… dają ogromną satysfakcję, gdy staniesz na szczycie.
Nie zawsze jest lekko, czasem brakuje tchu, a mięśnie proszą o litość, ale nagroda jest bezcenna – poczucie, że zrobiłeś coś dla siebie. A to uczucie zostaje na długo.
Więc jeśli wahasz się, czy ruszyć z kanapy – rusz! Może nie od razu na Krywań, ale na swoją „małą górę”. Bo w górach nie liczy się tempo, tylko to, że idziesz. A kto wie – może kiedyś i Ty spojrzysz na świat z perspektywy krzyża lotaryńskiego na szczycie Krywania.
Co dalej?
W kolejnym wpisie zabierzemy Was w Tatry Bielskie – trochę inne, mniej zatłoczone, ale równie piękne. Będzie o widokach, trasach i oczywiście naszych małych „przygodach po drodze”. Do zobaczenia na szlaku!
Nie przegap żadnych relacji!
🔗 Wskakuj do nas na FacebookaDzielimy się własnymi doświadczeniami – ale to, co dla nas było możliwe, nie zawsze będzie odpowiednie dla innych. Zachęcamy do aktywności fizycznej, ale pamiętaj: każdy ma inną kondycję, zdrowie, doświadczenie i granice komfortu.
Jeśli nie jesteś pewien, czy dasz radę – zachowaj rozsądek. Bezpieczeństwo zawsze ważniejsze niż zdobycie szczytu czy ukończenie maratonu.
👉 Więcej informacji znajdziesz w naszym zastrzeżeniu odpowiedzialności.



























