PÓŁMARATON POBIEDZISKA Z NAJLEPSZYM SUPPORTEM!
Półmaraton Pobiedziska w piekarniku, czyli Bieg Jagiełły 2026
28.06.2026
Szaleństwo czy rozsądek?
Oj, jak bardzo obawialiśmy się tego biegu! Już tydzień wcześniej prognozy pogody nie pozostawiały złudzeń. Każde kolejne sprawdzenie aplikacji pokazywało coraz wyższe temperatury (ponad 40 stopni!!!). W pewnym momencie zaczęliśmy się nawet zastanawiać, czy nie odpuścić. To miał być dziewiąty bieg zaliczany do Grand Prix Wielkopolski w Półmaratonie. Do zakończenia całego cyklu zostałby nam już tylko jeden start – w Kaliszu. Mogliśmy więc spokojnie zrezygnować z Pobiedzisk, tym bardziej, że była opcja podmiany na jeden z pozostałych 5 biegów w cyklu Grand Prix. Celowo zapisaliśmy się od razu na pierwszych dziesięć imprez, żeby jesienią trochę odpocząć i może więcej powędrować po górach.
Rozsądek mówił: „Odpuśćcie”. Serce biegacza odpowiadało: „Jedźcie”. No i pojechaliśmy.
Już przed startem ustaliliśmy jedno – tego dnia nie będzie żadnych życiówek ani gonienia za wynikiem. Plan był prosty: szczęśliwie, zdrowo i bezpiecznie dotrzeć do mety. Czy był to rozsądek? A może jednak biegowe szaleństwo? Szczerze… do dziś nie potrafimy odpowiedzieć na to pytanie. Z rozsądkiem rozkładaliśmy siły, nie szarżowaliśmy, zwalnialiśmy na podbiegach, regularnie piliśmy wodę i korzystaliśmy z każdej okazji, by schłodzić organizm. Ale czy sam start przy takich temperaturach był rozsądny? To już każdy musi ocenić sam, a na pewno spotkamy się z falą krytyki.
Organizacja na medal
Organizatorzy doskonale wiedzieli, z czym przyjdzie nam się zmierzyć i naprawdę stanęli na wysokości zadania. Start został przesunięty na wcześniejszą godzinę, aby uniknąć największego żaru. Na trasie ustawiono aż pięć punktów z wodą. Ponieważ bieg odbywał się na dwóch pętlach (każda pętla w tą i z powrotem) mieliśmy, aż dwadzieścia okazji do nawodnienia!!! Do tego kurtyny wodne, zraszacze i świetnie przygotowani wolontariusze.
Po biegu praktycznie każdy zawodnik mówił to samo – organizacja była rewelacyjna. Wielu biegaczy biło organizatorom ogromne brawa, bo wszyscy zdawali sobie sprawę, że dzięki takim decyzjom ten półmaraton można było ukończyć bezpiecznie.
Bohaterowie bez numerów startowych
Ogromne podziękowania należą się wolontariuszom, strażakom, ratownikom medycznym i wszystkim osobom zabezpieczającym trasę. My biegliśmy, a oni przez wiele godzin stali w pełnym słońcu, czasem bez cienia. Podawali wodę, dopingowali, czuwali nad naszym bezpieczeństwem i robili to z uśmiechem. To dzięki nim ten dzień zakończył się szczęśliwie dla wszystkich. Wielki szacunek i ogromne podziękowania!
Pobiedziska nigdy nie rozpieszczają
Bieg Jagiełły od lat należy do jednych z najtrudniejszych półmaratonów w Wielkopolsce. Liczne podbiegi potrafią skutecznie odebrać siły, a wysoka temperatura stała się już niemal znakiem rozpoznawczym tej imprezy. Mimo to bardzo lubimy wracać do Pobiedzisk. To był już nasz trzeci start tutaj i można powiedzieć, że każde wzniesienie oraz każdy zbieg znamy już niemal na pamięć. Wiedzieliśmy, gdzie trzeba odpuścić, gdzie można lekko przyspieszyć, a gdzie po prostu człapać pod górę i udawać przed samym sobą, że przecież wcale nie jest tak stromo. Tym razem biegliśmy mądrze. Kiedy trzeba było – zwalnialiśmy. Kiedy można było – delikatnie przyspieszaliśmy. Wszystko z głową, bez pogoni za dobrym czasem.
Mój osobisty anioł na trasie
Krzysiek spokojnie mógł pobiec swoim mocnym tempem, ale tym razem postanowił zostać przy mnie. Miał swój numer startowy, jednak zamiast walczyć o własny wynik, został moim osobistym aniołem. Podawał mi kubeczki z wodą, polewał głowę wodą z butelki, przypominał o piciu i motywował, kiedy słońce coraz bardziej przypominało, że chyba pomyliliśmy półmaraton z wizytą w piekarniku.
Na samym finiszu poprosiliśmy jeszcze o solidny prysznic i dostaliśmy taki chlust zimnej wody z wiadra, że chyba temperatura naszego organizmu spadła o kilka stopni. Na metę wbiegliśmy razem, trzymając się za ręce. I właśnie takie chwile zapamiętuje się najbardziej.
Puchar był kompletnym zaskoczeniem
Moim jedynym celem było ukończenie biegu. Tym większe było moje zdziwienie, kiedy podczas dekoracji okazało się, że po raz drugi w Pobiedziskach staję na podium w kategorii kobiet K50. Trzecie miejsce i puchar były dla mnie ogromną niespodzianką. To chyba najpiękniejsze w bieganiu – czasem największe sukcesy przychodzą wtedy, kiedy przestajemy za nimi gonić.
Nigdy nie jest za późno
Nie zachęcamy nikogo do biegania w tak ekstremalnych warunkach. Każdy powinien znać swoje możliwości i sam zdecydować, kiedy powiedzieć: „Dzisiaj odpuszczam”. Ale do ruchu będziemy zachęcać zawsze, niech każdy znajdzie cos dla siebie. Na trasie spotykamy osoby po sześćdziesiątce, siedemdziesiątce, a nawet osiemdziesiątce. Każdy biega swoim tempem i każdy miał swój własny cel. Ja swoją przygodę ze sportem zaczęłam dopiero po czterdziestce, a biegać zaczęłam mając 47 lat. Dlatego jeśli ktoś myśli, że jest już za późno, to uwierzcie – to nieprawda.
Podsumowanie
To nie był bieg na rekord życiowy. To był bieg pokory, rozsądku i wzajemnego wsparcia. Ale był to również kolejny dzień spędzony z naszą biegową rodziną. Oczywiście każdy walczy o swój wynik, ale przed startem, na trasie i po biegu wszyscy jesteśmy jedną wielką ekipą. Są wspólne zdjęcia, rozmowy, żarty, wzajemne gratulacje i doping. Czasem widzimy się tylko na zawodach, ale wystarczy kilka minut, żeby znów poczuć, jakbyśmy widzieli się wczoraj. Takie znajomości są bezcenne i właśnie one sprawiają, że chce się wracać na kolejne biegi. Medale i puchary cieszą, ale to ludzie tworzą atmosferę, która zostaje z nami na długo.
Co dalej?
Przed nami ostatni bieg cyklu Grand Prix Wielkopolski w Półmaratonie – Nocny Półmaraton Bursztynowa Hellena w Kaliszu. Po piekarniku w Pobiedziskach bardzo liczymy, że tym razem wieczór okaże się znacznie łaskawszy dla biegaczy. Chociaż z pogodą nigdy nic nie wiadomo. Trzymajcie kciuki!
Nie przegap żadnych relacji!
🔗 Wskakuj do nas na FacebookaDzielimy się własnymi doświadczeniami – ale to, co dla nas było możliwe, nie zawsze będzie odpowiednie dla innych. Zachęcamy do aktywności fizycznej, ale pamiętaj: każdy ma inną kondycję, zdrowie, doświadczenie i granice komfortu.
Jeśli nie jesteś pewien, czy dasz radę – zachowaj rozsądek. Bezpieczeństwo zawsze ważniejsze niż zdobycie szczytu czy ukończenie maratonu.
👉 Więcej informacji znajdziesz w naszym zastrzeżeniu odpowiedzialności.










