KARKONOSZE I OKOLICE
SPIS TREŚCI
Toggle
Karkonosze: tam, gdzie Sudety sięgają chmur
Karkonosze to prawdziwi giganci Sudetów. Rozciągają się dumnie na około 40 kilometrów długości, co oznacza, że mają wystarczająco miejsca, żeby pomieścić i zapalonych piechurów, i tych, którzy wolą tylko zrobić sobie selfie na szlaku.
Pasmo ma od 8 do 20 km szerokości – czyli czasem ledwie zdążysz nacieszyć się widokiem, a już jesteś po drugiej stronie, a czasem można maszerować godzinami i wciąż mieć przed oczami majestatyczne grzbiety. Cała powierzchnia Karkonoszy to około 650 km², z czego do Polski należy 185 km², czyli prawie 30%.
Przez główny grzbiet oraz Grzbiet Lasocki przebiega granica państwowa, ale w praktyce nie przeszkadza to nikomu cieszyć się tym górskim cudem natury. Śnieżka ( my zdobylismy ją w pierwszej naszej górskiej wyprawie), królująca nad okolicą, przyciąga turystów jak magnes – i trudno się dziwić, bo jej panorama potrafią zahipnotyzować nawet największych domatorów.
Podsumowując: Karkonosze to miejsce, gdzie można zgubić stres i odnaleźć zachwyt. Góry piękne, dumne i… dostępne dla każdego, kto ma choć odrobinę chęci i odpowiednie buty na nogach.
No to co – ruszamy w Karkonosze?
Noworoczna górska przygoda 2023 — czyli jak nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem
Rok 2023 zaczął się u nas z przytupem — a dokładniej na szlakach Karkonoszy i okolic! Na początek postanowiliśmy trochę poszaleć, zahaczając też o Góry Izerskie i Kamienne, bo przecież nie samymi Karkonoszami człowiek żyje.
Pierwszy dzień to był prawdziwy hit: Sky Walk – Ścieżka w Chmurach w Świeradowie-Zdroju. Co tu dużo mówić, spacer nad koronami drzew robi wrażenie i daje frajdę, nawet tym, co wysokości na co dzień unikają. Po dawce adrenaliny przeszliśmy się jeszcze krótko do Huty Szkła Julia – bo wiadomo, że po wysiłku trzeba się nagrodzić odrobiną sztuki i rękodzieła.
Drugi i trzeci dzień zaplanowaliśmy już stricte karkonosko, z ambitnymi planami na szlaki. No i tu zaczęła się przygoda, bo pogoda postanowiła pokazać nam, kto tu rządzi. Deszcz, śnieg i zimny wiatr skutecznie zweryfikowały nasze plany. Drugi dzień? Nie doszliśmy do celu, ale czy to powód do smutku? Absolutnie nie! Góry uczą pokory i cierpliwości, a my zamiast siłować się z naturą, poszliśmy na pizzę (najlepsza strategia!).
Trzeci dzień to już próba generalna — trasa przeszła, choć warunki zimowe dawały nam solidnie w kość. Mokro, zimno i śnieg z deszczem – ubrania przemokły na wskroś, a my śmialiśmy się, że to nasza własna wersja SPA (zimne okłady gwarantowane).
Na zakończenie, w drodze powrotnej, zahaczyliśmy o Kolorowe Jeziorka w Rudawach Janowickich – taki mały, kolorowy bonus od gór, który rozjaśnił nam pochmurny dzień i zakończył wyprawę w najlepszym stylu.
2023 zaczęliśmy w górach z humorem, pokorą i pełni energii na kolejne przygody. Bo czy nie o to chodzi w górach? O niezapomniane chwile, zmienną pogodę i mnóstwo śmiechu (nawet jeśli mamy zmoczone buty)!
Co zobaczyliśmy – najciekawsze atrakcje
✅ Sky Walk – ścieżka w chmurach w Świeradowie Zdrój
https://www.skywalk-swieradow.pl/
✅ huta szkła kryształowego Julia w Piechowicach
Jak nie dotarliśmy do czeskich wodospadów, ale za to poznaliśmy rudego kota i Kukułcze Skały
Nowy Rok – nowa energia, nowa motywacja, nowe plany! A jak plany, to oczywiście górskie. 4 stycznia 2023, uzbrojeni w dobre humory, kanapki i optymizm, ruszyliśmy ze Szklarskiej Poręby (gdzie nocowaliśmy), kierując się na szlak prowadzący do czeskich wodospadów. Zapowiadało się pięknie – jak na styczeń, zaskakująco łagodna zima: brak opadów, dobra widoczność, lekki mróz, ale nic, co by nas powstrzymało przed śmiało stawianymi krokami.
Po drodze minęliśmy malowniczy Wodospad Szklarki, gdzie – uwaga – lokalny celebryta, rudy kot, zaszczycił nas swoją obecnością i nawet zapozował do zdjęcia. Jak na górskiego tubylca, był wyjątkowo towarzyski, szedł z nami przez kawałek drogi wzdłuż wodospadu. Wszystko szło świetnie… do czasu.
W okolicach schroniska pod Łabskim Szczytem pogoda postanowiła pokazać pazur. Nagle niebo się zasnuło, zaczęło mocno wiać, a śnieg z każdą minutą sypał bardziej zamaszyście. Zatrzymaliśmy się w schronisku na krótką przerwę – kanapki, gorąca kawa i szybka analiza sytuacji. Mimo niesprzyjających warunków, ruszyliśmy dalej – w końcu przed nami najważniejszy punkt dnia: czeskie wodospady.
Niestety, im wyżej, tym wiatr bardziej dawał nam w kość. W pewnym momencie był tak silny, że zwyczajnie nas zatrzymywał – jakby chciał powiedzieć: „Ej, może jednak nie dzisiaj?”. I choć ja, pełna zapału, chciałam iść dalej („To już tak blisko!”), Krzysiek – rozsądniejsza połówka naszej wędrówkowej drużyny – podjął decyzję o odwrocie.
Nie ukrywam – foch na pogodę i lekki zawód był. Ale z wiatrem się nie wygra. I choć do czeskich wodospadów nie dotarliśmy, to wróciliśmy cali, zdrowi i z kolejną lekcją w plecaku: z pogodą w górach się nie dyskutuje. Jeśli robi się niebezpiecznie – wycofaj się. Góry poczekają.
Dzień nie był na marne – po drodze zobaczyliśmy Kukułcze Skały, położone na zboczu Śląskiego Grzbietu w Zachodnich Karkonoszach. Piękna, skalista formacja w okolicy Szklarskiej Poręby – między Szrenickim Potokiem a Bystrym Potokiem. Natura jak zawsze nie zawiodła.
Tak więc, choć plan był inny, górskie wyzwania 2023 roku uważamy za otwarte! A czeskie wodospady? Poczekają – to nie zając.
Wróciliśmy do miasta z rękami przemokniętymi i zmarzniętymi, więc na pocieszenie poszliśmy na pizzę – gorącą, pyszną i w pełni zasłużoną.
Przebieg szlaku
- Szklarska Poręba
- Schronisko PTTK Kochanówka
- Szklarka, granica parku narodowego
- Rozejście szlaków
- Czeska Ścieżka, granica parku narodowego
- Schronisko Pod Łabskim Szczytem
- Mokre Rozdroże
- Schronisko Pod Łabskim Szczytem
- Stara Droga
- Szklarska Poręba,
Trzy Świnki, darmowy peeling i rwący potok zamiast szlaku
5 stycznia 2025 roku po pogodowych fochach z dnia poprzedniego postanowiliśmy się nie poddawać. W końcu mieliśmy nowy rok, nową energię (jeszcze jako-tako) i spore zapasy herbaty w termosie. Tym razem celem naszej wędrówki była formacja skalna Trzy Świnki – urocza grupa granitowych skałek położona na południowych stokach Szrenicy, tuż przy granicy z Czechami. Nazwa nieprzypadkowa – skały rzeczywiście wyglądają jak trzy świnki, które zapomniały wrócić do bajki i postanowiły zostać w Karkonoszach na stałe.
Formacja cieszy się popularnością wśród wędrowców, zwłaszcza tych przemierzających Drogę Przyjaźni Polsko-Czeskiej – a my, jako fani zarówno przyjaźni, jak i kamieni o fantazyjnych kształtach, nie mogliśmy odpuścić.
Tym razem pogoda była… no cóż, inna. Wiatr na szczęście przestał wiać z mocą halnego, ale za to pojawił się ostry, poziomy śnieg z domieszką deszczu. Efekt? Kompletnie gratisowy peeling twarzy. Wystarczyło zdjąć kaptur na chwilę i już miało się cerę jak po mikrodermabrazji – gratis, bez zapisów, bez kolejki.
Do tego zaczęły się roztopy. Duże roztopy. Tak duże, że większą część trasy w stronę Jakuszyc szliśmy, jakbyśmy wpadli w koryto rwącego potoku. Miejscami woda po kostki, miejscami po kolana. Ale nie ma tego złego – ja miałam niezłą frajdę: skakanie z kamienia na kamień, kombinowanie, którędy przejść, żeby nie zalać butów – istna gra terenowa w wersji premium.
Dotarliśmy do Jakuszyc… przemoczeni, przemarznięci, przemęczeni, ale dumni jak po maratonie. A potem – zasłużony powrót pociągiem do Szklarskiej Poręby.
Przebieg szlaku:
- Szklarska Poręba
- Karkonoskie Centrum Edukacji Ekologicznej
- Wysoki Most
- Rozdroże pod Kamieńczykiem
- Wodospad Kamieńczyka
- Schronisko Kamieńczyk
- Schronisko Hala Szrenicka
- Graniczna Łąka
- Trzy Świnki
- Graniczna Łąka
- Hala Szrenicka
- Schronisko Hala Szrenicka
- Dolina Kamieńczyka, granica parku narodowego
- Jakuszyce
- Przełęcz Szklarska
Kolorowe Jeziorka, czyli jak szukać purpurę, znaleźć turkus
Po górskich zmaganiach z wiatrem, śniegiem i wodą po kolana postanowiliśmy zakończyć naszą wyprawę nieco spokojniej – z nutką koloru i odrobiną melancholii. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w miejscu, które od dawna mieliśmy na liście: Kolorowe Jeziorka na zboczu Wielkiej Kopy, w Rudawskim Parku Krajobrazowym, we wsi Wieściszowice (gmina Marciszów, powiat kamiennogórski – brzmi oficjalnie, ale spokojnie, trafić tam można bez mapy sztabowej).
Jeziorka są cztery – Żółte, Purpurowe, Błękitne i Czarne – i powstały w miejscu dawnych wyrobisk po kopalni pirytu. Ich barwy zawdzięczają minerałom obecnym w wodzie:
Żółte – siarczanom żelaza (i nie, nie pachnie jak słoneczna łąka),
Purpurowe – związkom żelaza w innym nastroju,
Błękitne – miedzi (i to ono kradnie całe show),
Czarne – bo po prostu głębokie, ciemne i tajemnicze (trochę jak nasza chęć na pizzę po trasie).
Brzmi bajecznie, prawda? No więc… rzeczywistość nieco zweryfikowała nasze wyobrażenia. Część jeziorek niestety wyschła – i gdyby nie tablice informacyjne, to można by pomyśleć, że się zgubiły, zapadły pod ziemię albo poszły na urlop. Na szczęście Błękitne (a właściwie zielonkawe) jeziorko zostało na posterunku i zrobiło na nas naprawdę duże wrażenie – tafla wody w odcieniu, którego nie da się opisać inaczej niż: „wow, to jest Photoshop w naturze”.
To właśnie dla tego widoku warto było się tu wybrać – spokojny spacer, cisza, zieleń, zaskakujący kolor wody i chwila wytchnienia po mokrych górskich przygodach.
I tak zakończyliśmy naszą noworoczną wyprawę: z przemoczonymi butami, czerwonymi nosami, plecakami pełnymi wspomnień i z nieoczywistym wnioskiem – czasem warto zmoknąć, żeby potem docenić błękit.
Podsumowanie
Zaczęliśmy rok ambitnie – były śniegi, wichury, potoki zamiast szlaków i… Trzy Świnki. Pogoda nas przetestowała, buty przemokły, ale humor dopisał. Na koniec Kolorowe Jeziorka i błękit, który wynagrodził wszystko. Góry uczą pokory – i dają świetne historie!
Co dalej?
Następny wpis to Tatry w zimowej odsłonie. Zostańcie z nami!
Nie przegap żadnych relacji!
🔗 Wskakuj do nas na Facebooka





















































