BESKID ŚLĄSKI
SPIS TREŚCI
ToggleBeskid Śląski po raz trzeci — w deszczu, mgle i pełnym zachwycie!
Latem 2022 wróciliśmy w Beskid Śląski już po raz trzeci. Dlaczego? Bo wcześniej nie zdobyliśmy najwyższego szczytu tego pasma, a przecież nie mogliśmy tego tak zostawić! Tym razem wreszcie się udało — cel został osiągnięty, satysfakcja gwarantowana.
Co tu dużo mówić — Beskid Śląski ma w sobie coś takiego, że nie sposób mu się oprzeć. Choć aura postanowiła wystawić nas na próbę — w pierwszy dzień lało tak, że nawet kaczki zaczęły zazdrościć nam płaszczy przeciwdeszczowych, a potem przez trzy dni otaczała nas mgła tak gęsta, że łatwiej było spotkać ducha gór niż zobaczyć panoramę — dla piechurów to przecież żaden problem! Daliśmy radę i nie zamienilibyśmy tych chwil na żadne inne. Nocowaliśmy w Ustroniu, a po całodziennych wędrówkach mieliśmy jeszcze siły, żeby wieczorami wybrać się na kolację w mieście.
Najważniejsze było to, że mogliśmy wyrwać się ze zgiełku miasta i oderwać od codziennego kieratu pracy. Beskid przyjął nas, jak umiał — niekoniecznie słonecznie, ale za to z otwartymi ramionami. I wiecie co? Mimo takiej kapryśnej pogody było po prostu fantastycznie!
Wędrówka na Skrzyczne
Pierwszego dnia, zaraz po przyjeździe, zaparkowaliśmy w Szczyrku i od razu ruszyliśmy na szlak z ambitnym planem — zdobyć najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego! Przy okazji dorzuciliśmy jeszcze dwa sąsiednie wierzchołki, żeby nie było za łatwo. Niestety przez cały dzień padało, miejscami całkiem solidnie, więc wędrówka zamieniła się chwilami w test wodoodporności naszych butów. Po drodze udało nam się trochę ogrzać w schronisku i złapać chwilę wytchnienia. Mgła była tak gęsta, że trudno było odróżnić panoramę od mleka, więc zdjęć mamy niewiele — ale wspomnienia za to pierwszorzędne!

Król Beskidu Śląskiego — najwyższy, najbardziej dumny i obowiązkowy do zdobycia. Rozciąga się na tyle wysoko, że jeśli nie wieje, to wieje — a widoki rekompensują wszystko!

Młodszy brat Skrzycznego — trochę płaski, trochę nieśmiały, ale mimo to trzeci co do wysokości w całym Beskidzie Śląskim. Idealny na rozgrzewkę w drodze na większe wyzwania.

Skała w nazwie, skała w charakterze — solidny punkt na szlaku, który rozdziela kierunki w grzbiecie Pasma Baraniej Góry. Ładny zwornik, a do tego całkiem przyjazny dla zmęczonych nóg piechurów.
Przebieg szlaku:
- Szczyrk, dolna stacja kolejki (parking na przy ulicy)
- Polana Jaworzyna
- Skrzyczne, górna stacja
- Skrzyczne / Schronisko PTTK Skrzyczne
- Małe Skrzyczne
- Malinowska Skała
- Nad Przełęczą Malinowską
- Przełęcz pod Malinowem
- Szczyrk, Solisko
- Szczyrk, Gondola
- Szczyrk, dolna stacja kolejki (parking na przy ulicy)
Wędrówka na Małą Czantorię, Wielką Czantorię
Drugi dzień wędrówki: z Ustronia ruszyliśmy na Małą, a potem na Wielką Czantorię. Pogoda była zdecydowanie bardziej łaskawa niż dnia poprzedniego — co prawda nadal padało, ale od czasu do czasu mgła się rozstępowała i wpuszczała trochę słońca. W porównaniu z wcześniejszą ulewą można to było uznać za całkiem niezły prezent od natury.
Szlak był dość spokojny, choć miejscami śliski, więc trzeba było uważać, żeby nie urządzić sobie błotnego tańca. Widoki pojawiały się nieśmiało zza chmur, ale nawet w tej wilgotnej scenerii miały swój urok — trochę tajemniczy, trochę bajkowy.
W schronisku rozgrzaliśmy się grzanym winem, co zdecydowanie poprawiło nam humor. Droga była długa, ale sił starczyło do samego końca — a nawet więcej, bo wieczorem wybraliśmy się jeszcze na spacer po Ustroniu.

Pierwszy „beskidzki” szczyt, który spotkacie idąc od północy – taki mały strażnik między Wisłą a Odrą. Leży sobie niecałe 3 km na północny zachód od swojej większej siostry, Wielkiej Czantorii, na terenie Ustronia. Mała, ale z charakterem! Idealna na rozgrzewkę przed dalszą wspinaczką.

Królowa Pasma Stożka i Czantorii, czyli najwyższy punkt tego beskidzkiego kawałka raju. Z wysokości niemal 1000 metrów rozpościera się widok, który mówi: „To ja tu rządzę!” Zwana też Wielką Czantoryją, dumnie króluje nad północną częścią pasma. Jeśli Mała Czantoria to rozgrzewka, to Wielka to już solidny trening!
Przebieg szlaku:
- Ustroń
- Czantoria Mała
- Koliba Roberta
- Chata Na Czantorii
- Czantoria Wielka
- Ustroń, Polana
- Ustroń, Polana, Papiernia
Wędrówka na Równicę
Wystartowaliśmy z Ustronia, a potem długo, bardzo długo dreptaliśmy przez Brenną. Kiedy w końcu weszliśmy na szlak, okazało się, że miejscami oznaczenia są… powiedzmy, mocno dyskretne. W pewnym momencie tak się zakręciliśmy, że trzeba było ratować się GPS-em — bo tabliczka ze znakiem szlaku kryła się na omszałym drzewie, które dodatkowo schowało się pod warstwą liści. Ścieżka, w którą mieliśmy skręcić, wyglądała jakby prowadziła wprost do krainy pokrzyw, a nie na turystyczny szlak.
Na wszelki wypadek zawsze mamy ze sobą rozpisaną trasę na papierze — gdyby GPS padł w najmniej oczekiwanym momencie. A w razie gdyby papier odmówił współpracy, ratujemy się z kolei GPS-em. Warto też pomyśleć o klasycznej papierowej mapie, najlepiej zalaminowanej.
Szlak tego dnia wydawał się wyjątkowo długi, więc kiedy dotarliśmy w okolice Równicy, zmęczenie dawało się już we znaki. Pojawiła się kusząca myśl, żeby wrócić do stancji zieloną kolejką. Ale po krótkim odpoczynku stwierdziliśmy, że damy radę i kończymy trasę pieszo.

Nie dajcie się zwieść nazwie — choć brzmi jak placek, to całkiem solidny szczyt w Paśmie Równicy, ukryty między dolinami Wisły i Brennicy. Idealne miejsce na oddech po wspinaczce, bo tu jest… względnie „równo”, przynajmniej jak na Beskid Śląski.
Przebieg szlaku:
- Ustroń, Polana, Papiernia
- Nad Przełęczą Beskidek
- Orłowa, osada
- Pod Orłową
- Odejście do bunkra w Grapach
- Brenna, szkoła
- Pod Równicą
- Droga na Równicę
- Równica
- Równica, parking
- Gościniec Równica
- Ustroń
Wędrówka na Klimczok
Ostatni dzień wędrówki: wyruszyliśmy z Ustronia do Szczyrku i stamtąd zaplanowaliśmy niezbyt długą trasę na Klimczok. No cóż — „niezbyt długa” to jedno, ale mieliśmy wrażenie, że prowadzi wyłącznie stromo pod górkę, jakby ktoś zapomniał o czymś takim jak teren płaski.
Szlak oczywiście biegł przez klasyczną „drogę mleczną” w gęstym lesie, gdzie widoczność ograniczała się do własnych butów i czasem pobliskiej paproci. Na deser trasa wyprowadziła nas wprost na stok narciarski, wyglądający jak gigantyczna zjeżdżalnia, tylko bez śniegu — więc powrót na dół wyobrażaliśmy sobie bardziej na sankach niż na nogach.

Szczyt z charakterem. Leży w Paśmie Klimczoka i Szyndzielni w Beskidzie Śląskim — i to dosłownie na granicy! Z jednej strony patrzysz na Bielsko-Białą, z drugiej na Szczyrk. A żeby było jeszcze ciekawiej, przez sam wierzchołek przebiega historyczna granica między Śląskiem a Małopolską. Można więc powiedzieć, że Klimczok to taki punkt, gdzie spotykają się różne światy — i każdy może się tu poczuć trochę jak odkrywca!
Przebieg szlaku:
- Szczyrk
- Pod Przełęczą Karkoszczonka
- Odejście do Chaty Wuja Toma
- Chata Wuja Toma
- Przełęcz Karkoszczonka
- Siodło pod Klimczokiem
- Przełęcz pod Klimczokiem
- Klimczok
- Przełęcz pod Klimczokiem
- Siodło pod Klimczokiem
- Na Pięciu Drogach
- Szczyrk
Podsumowanie
Beskid Śląski to prawdziwa perełka wśród polskich gór — zróżnicowane szlaki, malownicze szczyty i klimatyczne miasteczka, które zachęcają do aktywnego wypoczynku o każdej porze roku. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, niezależnie czy woli spokojne spacery, czy solidne górskie wyzwania
Co dalej?
A skoro już wspomnieliśmy o pięknych widokach i historii, to koniecznie zajrzyjcie do kolejnego wpisu, w którym opowiemy o niezwykłym Pałacu Marianny Orańskiej — miejscu pełnym tajemnic, uroku i… może trochę legend. Nie przegapcie tego!
Nie przegap żadnych relacji!
🔗 Wskakuj do nas na Facebooka




































